ANDRZEJ SAPKOWSKI - "Miecz Przeznaczenia"
Witam Drogich Czytelników. Dziś pragnę Wam przedstawić ostatni już tomik (tj. 2) opowiadań spod gęsiego pióra mistrza polskiej fantasytki, czyli nikogo innego jak Andrzeja "ASa" Sapkowskiego. Zbiór ten wprowadza nas już ostatnimi opowiadaniami w klimat sagi, czy przygotowuje naszą słabą i zwichrowaną wyobraźnię na mocne przeżycia przez 5 tomów prozy najwyższej klasy. Lecz jak już mówiłem dziś będzie o "Mieczu Przeznaczenia", zatem zapraszam do dalszej części recenzji.
Książka zawiera 6 opowiadań, równych i równiejszych, czyli lepszych i najlepszych. Mam nadzieję, że nie będziecie mi mieli za złe, że tym razem w skali punktowej ich oceniać nie będę, gdyż Mistrz pewnie nigdy by mi tego nie wybaczył. Chociaż może za te sześć "10" by się w końcu nie obraził...
Zatem zakładać kolczugi, polerować oręż, karmić konie, modlić się do Melitele, bo oto przed Wami najwspanialsza podróż życia. Już za chwilkę wgłębicie się w cudowny świat smoków, księżniczek, czarodziejek i rycerzy. W krainę, z której za cholerę nie wrócicie, choćbyście chcieli. Nie chcielibyście? Aaaa, to już inna bajka. W takim razie zapraszam do mojej skromnej lepianki...
Usiądź wygodnie Drogi Czytelniku, coś Ci pokażę. Taaak, pozwól tylko, że zdmuchnę kurz z tego grubego tomiska i już zaczynamy naszą podróż. Otwieram. Czy jesteś w stanie przekroczyć "Granicę Możliwości"? Tak? Zaraz się przekonamy... Usiądź wygodnie, a ja zacznę czytać. Ot tak, poprostu. Zamknij oczy. Patrz...
I. "Granica Możliwości"
Na rozpoczęcie jest to doskonałe opowiadanie, gdyż jest luźno napisane, widać, że pisarz przede wszystkim chciał wszczepić tu ogromną dawkę humoru i oczywiście mu się to udało. Opowiada o złotym smoku, na którego król zorganizował wyprawę, na którą "zapisali" się także przeróżni jego- i jej- moście. Każdy oczywiście ma jakiś cel, za darmochę nikt tyłka narażać nie będzie. Spotakmy tu najzabawniejsze postacie ze świata ASa jak Yarpen Zigrin z brygadą krasnoludów, czy kapitalnego Jaskra, który w tych dwóch tomach opowiadań jest całkiem inny niż w sadze. Oczywiście diablo zabawniejszy i bardziej sporośny. Czemu pan Andrzej tak zmienił styl jego zachowania, to tylko chyba on sam wie...
II. "Okruch Lodu"
Ogromna rola Yennefer. Niezłe, choć krótkie, opowiadanko, na miarę geniuszu pisarskiego Sapka. Pojawia sie tu jedna z najbardziej lubianych "ASowych" postaci, to jest Ivo Mirce, Cykadą zwany. Geralt i Yen kwaterują się w mieścinie o wdzięcznej nazwie "Okruch Lodu", co Yen bardzo dopowiada, wiedźminowi - cóż.. przeciwnie. Nasza przemiła czarodziejka próbuje mi urozmaicić czas jak tylko może, ale sama czasu ma mało, ba wcale go nie ma. Do czarodzieja Istredda chodzi "w interesach". Nasz wiedźmin kochany, natuarlnie zazdrosny jest i z tego wynika cała kabała. Jak się zakończy to wsyzstko, radzę sprawdzić samemu, naprawdę warto.
Dla ciekawostki dodam, iż (tak jak i powyższe opowiadanie) historię sfilmowano w ramy jednego z odcinków dzieła polskiej kinematografii, naszej superprodukcji "Wiedźmin" sponsorowanej przez literki D,S oraz R.(Dupiany Szczerbicyzm, oraz Rywingate). Zrobiono to jednak (jak zawsze) na tyle nieudolnie, że m.in. Cykady nie ma, a w jego miejsce pojawia się jakiś cherlak o mieniu herosa - "Maranga", któremu to Geralt będzie chciał sprzedać swoją wiedźmińską broń, także wspomniany powyżej wiedźmin Geralt będzie później groził Istreddowi, że mu flaki wypruje, czarodziejka(!) Yen będzie ze 2 razy płakać... Nooo ogólnie dostaniemy to, co fani prozy ASa kcohają najbardziej, czyli scenariusz napisany przez Michała Szczerbica.:)
III. "Wieczny Ogień"
Chyba najbardziej zaskakujące opowiadanie w zbiorze. Niesamowicie ciekawe, wreszcie gościć będziemy w jakimś większym mieście (w tej roli Novigrad), a tym samym tawernach, wąskich uliczkach, oraz domach publicznej uciechy. Również kupa zabawy, będzie dużo o mimach, zwanych dopplerami. Dla tych którzy nie czytali niezbędne jest wiedzieć, że są to brzydkie i niezwykle sprytne stwory, które po krótkim kontakcie wzrokowym z potencjalną ofiarą potrafią niemal doskonale udać jej wygląd, przybierając jej postać. Takim przypadkiem w tej opowieści raczyć nas będzie również pan Andrzej, z tym, że stworów, od których wszak jak powszechnie wiadomo chronią miasto świątynne tytułowe Wieczne Ognie, jest więcej! A jakie zamieszanie z tego wyniknie, to już będziecie musieli przeczytać sami...
IV. "Trochę Poświęcenia"
Jesli kat położyłby mi głowę na pieńku, wziął zamach dwudziestokilowym toporem i spytał uprzejmie po raz ostatni: "To najlepsze, gadaj psi synu jeśli ci życie miłe!", to raczej przykładu z Williama Wallece'a bym nie brał, bo do "Freeeedooom", mnie nie ciągnie, tylko krzyknąłbym właśnie "Trooochę Pooooświęęęceeeniaaa" i zemdlał. :) Długia historia, ale bardzo ciekawa. Wreszcie będziem mieć okazyję ku poznaniu mocy stworów morskich zamieszkujących "wiedźminland". Opowiadanie wręcz "połknąłem", a to ze względu na kilka czynników, z których najważniejsze, aczkolwiek ciągle powtarzające się, to a) warta akcja, nie dająca odetchnąć b) cięte dialogi c) ponętne i inteligentne kobiety; a szczególnie w tej historii daje nam się we znaki ta ostatnia zaleta, ale my chyba nie będziemy mieli nic przeciwko temu, prawda chłopaki? :)
V. "Miecz Przeznaczenia"
Zaczynający przygodę (niestety mnie już było dane skończyć, definitywnie ;..( ) z księgami opisującymi świat wykreowany przez Andrzeja Sapkowskiego, tu mogą dokładnie poznać bardzo ważne miejsce w "wiedźminlandzie" jakim bez wątpienia jest las driad - Brokilon. Tutaj także pojawia się Ciri, pierwszy raz od przysięgi prawa niespodzianki jaką Duny i Pavetta dali Geraltowi w "Kwestii Ceny" w zbiorze "Ostatnie Życzenie" (AM#41). Nie powiem, czyta się bardzo przyjemnie, a niektóre teksty Ciri po prostu rozkładają na łopatki i zrzucają z fotela. Jakaż ona rozkoszna była, jak była jeszcze dzieckiem! Należą się ogromne brawa panu Andrzejowi za to, że wraz z dorastaniem zmienia istotnie psychikę, co naprawdę widać.
Opowiadanie bardzo ciekawie się kończy, Ciri wykrywa bardzo brzydki spisek ("Tego nie mogły zrobić driady, one nigdy nie scięłyby drzewa..."), ale na szczęście wszystko kończy się happy endem.
VI. "Coś Więcej"
Historia, która już wyraźnie wprowadza w klimat sagi. Przygotowuje czytelnika do obrony przed agresją Nilfgaardu i trochę rezygnuje z beztroskiego humoru jakie dotychczas prezentowały opowiadania.
Opowiadanie zaczyna się niesamowicie. Geralt ratuje człowieka o imieniu Yurga przed hordą wygłodniałych stworów, wskutek czego zostaje ciężko ranny. Yurga czym prędzej wraca w rodzinne strony, wioząc Geralta, któremu to wcześniej przyobiecał wszystko co zapragnie za ratunek. Mimo, iż wiedźmin ledwo dycha, poczciwy Yurga bardzo skrupulatnie wywiązuje się z przyrzeczenia, co czyni go naprawdę wzorem bohatera pozytywnego. Ostatecznie los pokazuje, że naprawdę roztacza swoje palce nad każdą istotą która w niego wierzy... Geralt we wsi Yurgi, spotyka... Ciri, którą to przygarnęła Złotolitka (żona jego), od druidów. Do tego Yurga mu obiecał wcześniej... właśnie ją, nie wiedząc o tym. I jak tu nie wierzyć w
przeznaczenie? ;) Wzruszająca doprawdy końcówka.
Musicie mi wybaczyć, że zdradziłem cały sens tej historii, ale myślę, że zna ją naprawdę każdy, nawet jeżeli nie czytał, to musiał słyszeć krzyki napalonych kolegów na przerwach w szkole. :P
...dobrze, zbudź się już Czytelniku. Otwórz powieku, przetrzyj zaspane oczy. Spójrz na świat nasz wspaniały, pełen szczęścia i barw. Pamiętaj, że piękne czarodziejki, dumnych elfów, wspaniałe smoki, czy zarozumiałych magów możemy spotkać wszędzie, oni istnieją. Wystarczy dobrze obserwować i mieć bardzo rozwiniętą wyobraźnię, a ku temu zapraszam serdecznie, do lektury "Miecza Przeznaczenia". Żegnaj, Czytelniku...
spoxgreq
spoxgreq@poczta.onet.pl