Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja

.::. Vietcong

Daven

  Widokiem trupów żołnierzy w plastikowych workach (i żywych żołnierzy przypominających swym wyglądem trupy) powitany został w Wietnamie Kris Tylor, bohater filmu „Platoon” Oliviera Stona. Filmu dziś kultowego, jednego z pierwszych pokazujących prawdziwe oblicze wojny i jej wpływu na żołnierzy. Niewątpliwie autorzy tworząc grę Vietcong wzorowali się przede wszystkim na tym filmie. Niestety dotyczy to jedynie realiów militarnych i historycznych, gdyż gra jest osadzona w tym samym miejscu i czasie, co akcja filmu, a niektóre misje są żywcem z niego wyjęte, natomiast przesłanie moralne z filmu w grze nie istnieje, wręcz przeciwnie; żołnierze Vietcongu przedstawieni są tam w bardzo złym świetle, można by wręcz pomyśleć, że autorem gry jest spec od propagandy Nixona. (Cóż żołnierze Vietcongu miłosiernymi panami w krawatach raczej nie byli - Caleb)

  W grze Vietcong wcielamy się w postać doświadczonego sierżanta Steve R. Hawkinsa, oddelegowanego do bazy Nui Pek niedaleko granicy z Kambodżą. Wchodzimy w skład elitarnej jednostki do zadań specjalnych. I tu pojawia się pewien absurd, gdyż skład oddziału to 6 sierżantów dowodzonych przez kpt. Rosenfielda weterana II wojny światowej. Po krótkim wprowadzeniu lądujemy w bazie, gdzie po zgłoszeniu się u dowódcy ni stąd ni zowąd wyruszamy na pierwszą misję.

  Misje w grze są bardzo zróżnicowane - od krótkich i łatwych, po długie marsze i przedzieranie się przez labirynty podziemnych tuneli, czy misje rodem z Tenchu, gdy trzeba niezauważenie przeniknąć do obozu wroga. Nie ominie nas także jazda jeepem przez górskie drogi, eskapada motorówką, ostrzał z helikopterów, wysadzanie mostów, obrona baz, wiosek czy posterunków, dżungla, bagna i wszystkie „uroki” Wietnamu.

  Walczymy z trzema rodzajami wrogów: lokalnymi VC, regularnymi VC i NVA, czyli z armią północnego Wietnamu. Lokalni „charlies” to niezbyt wymagający przeciwnik, słabo wyszkolony i słabo uzbrojony, są za to idealni w opóźnianiu marszu i „urozmaicaniu” terenu niespodziankami (booby traps). Regularne odziały są już groźniejszym przeciwnikiem, często uzbrojonym w ciężkie karabiny maszynowe, granaty czy moździerze, no a armia - jak to armia - doskonale wyszkolona i wyposażona w rosyjskie uzbrojenie.

  W grze mamy 22 rodzaje broni (12 USA i 10 VC) - od broni krótkiej, do ciężkich karabinów maszynowych czy granatników. Na misję wyruszamy zawsze z dwoma podstawowymi rodzajami broni - krótką i długą, nożem, granatami, apteczką, lornetką, latarką i mapą. Możemy za to zabrać wszystkie dostępne rodzaje amunicji (tak na wszelki wypadek). Broń i amunicję można bez problemu zdobyć na zabitych wrogach. Przeszukiwanie truposzy może także zaowocować zdobyciem informacji dla wywiadu czy masy różnych pamiątek.

  W większości misji biorą udział inni członkowie drużyny. Możemy im wydawać podstawowe komendy, choć w momencie kontaktu z wrogiem priorytetem staję się walka i niezbyt chętnie nas słuchają, bądź też są poza zasięgiem głosu lub pod obstrzałem, tak że trzeba się fatygować samemu. Jest to szczególnie irytujące, gdy wezwiemy wsparcie artyleryjskie a drużyna zamiast wycofać się lezie prosto w pole ostrzału. Zanim zaczniemy grę polecam poćwiczyć w 3 misji tutorialu wyznaczanie namiarów do ostrzału, bo bardzo łatwo się pomylić a wtedy kapota. Każde zabicie swojego żołnierza jest równoznaczne z naszą śmiercią. Polecam także zapoznawanie się z dokumentami znajdującymi się w naszym baraku, jest tam wiele istotnych i ciekawych informacji zwłaszcza na temat wykrywania i rozbrajania pułapek.

  Od strony graficznej gra jest w normie. Żadnych szczególnych fajerwerków, ale też bez większych mankamentów. Wszystkie postacie wyraźnie się różnią, więc nie ma problemów z ustaleniem, kto jest, kto, z jednym wyjątkiem - łatwo pomylić Wietnamczyków z południa od tych z VC, ale nie stanowi to większego problemu. Dżungla jest naprawdę bardzo wiarygodna i efektownie wykonana tak, że często, jeśli sami prowadzimy grupę, o wrogu czy pułapce dowiadujemy się dopiero po własnej śmierci, więc jeśli nie lubimy ryzyka lepiej zdać się na prowadzącego.

  Muzyka w grze pojawia się wyłącznie w animacjach i w obozie, gdzie przygrywa radio z Sajgonu, natomiast w trakcie misji panuje idealny klimat i nastrój, który pozwala poczuć się jak w prawdziwej dżungli. Zamiast muzyki (irytującej, bądź nie) słyszymy odgłosy lasu, zwierząt, szmer wody, odgłosy walki gdzieś tam w tle - jednym słowem jak na prawdziwym patrolu. Po pewnym czasie bez trudu też odróżniamy, z jakiej broni i z jakiej mniej więcej odległości ktoś strzela. Gdy nie jesteśmy pewni, kto jest w naszym celowniku, można na wszelki wypadek posłużyć się lornetką, gdyż jak już wspomniałem nie wolno zabijać swoich. Teoretycznie wróg zaznaczony jest na kompasie kolorem czerwonym, ale nie polecam ufać tej sygnalizacji bezgranicznie. Nie zawsze ci na wprost przed nami to wrogowie.

  Największą zaletą gry jest jej klimat, który idealnie oddaje atmosferę konfliktu w Wietnamie, nie bez znaczenia jest też liczba i zróżnicowanie misji. Gra nie jest prosta i wymaga sporo cierpliwości i opanowania. Bieganie i strzelanie do wszystkiego, co się rusza jest tu wykluczone, aby w miarę sprawnie wykonać misję trzeba sporo umiejętności. Każde użycie apteczki redukuje maksymalny poziom życia, liczba quicksave’ów ograniczona jest do pięciu a wdawanie się w długie strzelaniny powoduje, że przy zabitych wrogach znajdujemy jedynie łuski po nabojach i ani śladu medykamentów. W trakcie misji wielokrotnie dochodzi do sytuacji, że dowództwo swoje, a wróg swoje, przez co często zostajemy pozbawieni wsparcia i jesteśmy zdani na własne siły. Mimo wszystko jest to jednak gatunek FPP, więc zwolennicy ostrej nawalanki w kilku misjach też będą usatysfakcjonowani, a jeśli do tej pory za najgorsze piekło uważałem plażę „Omaha” z wiadomej gry to po Vietcongu zmieniłem zdanie. Obrona niektórych pozycji przyprawia o załamanie nerwowe a finałowa obrona bazy to misja, w której bardzo przydałby się do pomocy ktoś taki jak John Rambo. Odlotowe jest też penetrowanie podziemnych miast Vietcongu (zdecydowanie nie dla klaustrofobików), wywołuje ciarki na plecach przed każdym zakrętem a wpadnięcie w jakąś dziurę czy pułapkę może przyprawić o zawał, klimat jak z Silent Hill.

  Oczywiście są i wady. Główną jest niedopracowany system pokonywania przeszkód terenowych, często jest problem z przeskoczeniem powalonego drzewa czy wspięciem się na głazy. W niektórych miejscach można utknąć na dobre i pozostaje wtedy jedynie odbezpieczyć granat i wyrzucić zawleczkę. Bardzo irytujące jest niewykonywanie rozkazów przez członków oddziału, zwłaszcza w czasie walki, gdy pod ciężkim ogniem trzeba biegać za medykiem czy łącznościowcem. Sporym wyzwaniem jest dokładne wyznaczenie sektora, który ma zostać zbombardowany przez własną artylerię, mapy nie posiadają żadnej skali i są z reguły bardzo nieczytelne, a punkcik oznaczający naszą pozycję prawie niewidoczny tak, że nie można określić stron świata i wiele razy sprawiłem sobie własny pogrzeb, zanim udało mi się w końcu wcelować we wroga. Wadą dla mnie jest też opcja dla leniwych, czyli sierżant Nhut, prowadzący, który idąc na szpicy nigdy się nie myli, mapę ma w mózgu, rentgena w oczach a pułapki to chyba sam zakładał, bo wszystkie wykryje, więc wystarczy iść za nim a w razie natknięcia się na wroga wydać rozkaz ataku i przycupnąć sobie za jakimś drzewem, a odział zrobi swoje bez naszego udziału, a ponieważ są „nieśmiertelni” nie ma się o co martwić. Prawdziwa ironia, że tylko ty sam możesz ich zabić.

  Podsumowując, Vietcong zrobił na mnie olbrzymie wrażenie detronizując w grach tego typu dotychczasowy numer 1, czyli serię Medal of Honor. Nie jest tak monotonny, ma jeszcze lepszy klimat, przeciwnicy są o wiele bystrzejsi - na 4 poziomie trudności to prawdziwe wyzwanie dla specjalistów od FPP, o niebo trudniejsze od wszystkiego, co do tej pory widziałem. W miarę pokonywania misji otrzymujemy dostęp do nowych lokacji i broni w opcji quickfight. Gra posiada standartowo już opcję multiplayer a także możliwość przejścia każdej ukończonej misji oddzielnie. Dialogi oprócz zwykłego wojskowego żargonu często nacechowane są sporą dawką humoru a Wietnamczycy paplają jak najęci, gdy my siedzimy zaczajeni w krzakach 2 metry za ich plecami.

  Z całą pewnością gra ta dostarczy wspaniałej rozrywki nie tylko miłośnikom strzelania we wszystko, co w zasięgu wzroku. Zapewni też, wiele godzin niezapomnianej wędrówki przez wyżynny krajobraz Wietnamu pozwalając poczuć to, co czuli amerykańscy żołnierze wyrwani ze szkół i wyrzuceni w zielonym piekle błotnistej dżungli, walcząc z najlepszymi partyzantami w historii konfliktów zbrojnych.

9/10
:: PLUSY:
+ HUMOR!
+ Postać głównego bohatera
+ Fabuła
+ Różnorakie aluzje
:: MINUSY:
- Dość trudna...
Chyba najlepsza gra dziejąca się w realiach wojny wietnamskiej. Ma parę bugów, ale zagrać na pewno warto. I nawet niezły klimat ta gra ma. Dj-Pleban
O
P
I
N
I
A
:: INFO O GRZE:
Gatunek: Przygodówka
Producent: LucasArts
Wymagania: sprawny PC ;)
.:. Wyjście do AM .:.