|
.::.
Ulubiona gra - jawny dar od Boga.
Don LOV Capone
Zaczął się (przynajmniej dla mnie)
rok szkolny. Na dodatek mam teraz na popołudnie i wracam do domu dopiero po
szóstej. Dzień w dzień jestem totalnie zmachany walką o życie i oceny. Jednak
jest jedna rzecz, która podtrzymuje mnie przy życiu. Cały czas o niej myślę, gdy
jest mi ciężko podczas jakiejś lekcji. A wiecie, co to jest? Moja ulubiona gra -
Mafia.
Dzisiaj jest sobota, więc mogę oddać się graniu całym ciałem i
umysłem. Przedemną na biurku stygnie sobie kawa capuchino (nie wiem jak to się
pisze:), a ja za chwileczkę zagram sobie w Mafię. I nawet nie chodzi mi tu o
wykonywanie misji (wszak już kilka razy przeszedłem tą piękną grę). Uwielbiam ot
tak, wsiąść do samochodu, zapuścić widok "ze zderzka" i pojeździć sobie po Lost
Heaven zgodnie z przepisami, zachwycając się architekturą miasta. I powiem Wam
jedno - strasznie, ale to strasznie mnie to uspokaja. Staję sobie na
skrzyżowaniu i uważam na przechodniów. A dlaczego to robię? Bo Mafia to gra mego
życia. Odkąd zagrałem w przygody T. Angelo moje życie uległo zmianie.
Przeczytałem stos książek traktujących o mafii i ostrzę sobie ząbki na każdy
film o tej tematyce. Nawet ostatnio na j. polskim nauczycielka kazała narysować
rzecz, która każdego z nas odzwierciedla. No więc ja narysowałem pistolet (inni
rysowali telewizory i grzyby;). Kiedy zacząłem opowiadać o La Cosa Nostra
wszystkim wyszły na wierzch gały. Do tej pory nie znali mnie z tej strony.
Wiedzieli jedynie, że Marcin to facet potrafiący robić z siebie głupa i
załatwiać dziewczyny. Powiedziałem, że w Mafii podoba mi się władza, siła i
pieniądze. Oczywiście zostałem posądzony o materializm, ale nie będę przecież
mydlił wszystkim oczu. Ja tak czuję i tyle. Co więcej. Zacząłem interesować się
mafią na poważnie (polecam www.gangster.kgb.pl) i ściągnąłem sobie zdjęcia
największych mafioso, którzy stąpali po tej planecie (razem z biografiami). Moim
ulubionym jest Sam DeStefano - egzekutor długów. Gościu miał w piwnicy salę
tortur. Potrafił wziąść szpikulec do lodu i przebić nim jajka dłużnika. Jednego
gościa walił młotkiem po kolanach i głowie, a potem (żywcem) wycinał mu kawałki
ciała. Dla zwykłych ludzi jest to obrzydliwe, ale dla mnie...
Wydaje mi się, że Mafia to gra od Boga specjalnie dla mnie. Nie
wszyscy mogą poszczycić się tym, że mają w domu grę, która tak na nich działa.
Ja sam dzielę gry na trzy kategorie. Pierwsza. Są to gry, w które gramy ot tak i
po wyłączeniu kompa od razu o nich zapominamy. Druga. Jest to grupa gier, do
których coś "czujemy". Dla mnie jest to np. Silent Hill 2. Gra wciąga mnie
doszczętnie, kiedy w nią gram, ale kiedy wyłączam kompa, to jakoś o niej nie
myślę (jedynie po grze w SH mój mózg wydaje się być cięższy, ale to od tego
klimatu). Trzecia. Jest to grupa bardzo rzadkich gier. Nie wszyscy grzacze mają
w tej grupie swoją ulubioną pozycję. I dlatego im współczuję. Jednak nie jest to
ich wina, bynajmniej! Ot po prostu, jeszcze nie zagrali w życiu w taką grę,
która by ich pochłonęła całkowicie i doszczętnie sponiewierała uczuciowo
(najlepiej świadczą o tym tapety, ikony i zdjęcia w moim kompie). Podczas gry w
Mafię nie raz zdarzyło mi się złapać za głowę i żałować, że nie potoczyło się to
wszystko inaczej (vide końcówka).
Mam nadzieję, że każdy znajdzie w swoim życiu taką grę jak ja,
która podziała na niego twórczo (w końcu moja pierwsza recka była właśnie o
Mafii). Już teraz wiem, że Mafia to gra mojego życia. Oczywiście, mam szacunek
do MGS'a, Silenta i ISS'a, ale Mafia jest najlepsza. Wiem, że krzywdzę konsole,
ale jest to najlepsza gra, w jaką w życiu grałem, swoisty dar od Boga. I tutaj
popieram PeCeta na całej linii, bo bez niego bym pewnikiem nie zagrał w tą "wydymiastą"
gierę. A teraz wybaczcie... miasto czeka. |