|
.::.
The Sims
Sly
Czasy są
zmienne. Niemcy po rzezi, jaką wyrządzili w czasie II wojny światowej, nie
uczestniczą w operacji zbrojnej w Iraku, duma angielskiego Manchesteru - niejaki
Beckham, niby nie jest na sprzedaż, moda na buty zmienia się w iście
zastraszającym tempie - po "vansach" przerzutka na tajwańskie modele
uniwersalnych butów Adidasa, Nike czy Reeboka nikogo już nie dziwi, a Jankesi po
wielu doświadczeniach w swoich tajnych laboratoriach odkrywają, że ich
'genialne' wnioski sprzed kilkunastu lat okazują się błędne i je poniewczasie
podważają - zastępując oczywiście nowymi, jakże 'prawdziwymi' - do tego bez
cienia skruchy czy chociażby znikomego przyznania się do błędu ku poprzednim
informacjom. Wreszcie engine DoomIII powala na łopatki podczas króciutkiej
prezentacji na E3 i, wedle słów programistów, ma być najlepszym dzieckiem nowej
technologii oraz zapoczątkować nową epokę graficzną. Biada tym, którzy kłamią,
gdyż orzeczenia te jednak na niewiele się zdają w chwili, kiedy zza barykady
wielkim susem przemykają autorzy Half-life'a - i to w stylu niezapomnianego
Zorro, DonJuanów czy innych Spidermanów, wszak ponoć silnik sequela przezeń
tworzonego to pełna maestria wykonania, cudotwórstwo. Słowem: Doom się chowa.
Konkluzja prosta: nie czasy się zmieniają, a wnioski. :)
Dziwny jest ten świat - bo jak inaczej można określić sytuacje,
gdzie fani FPP-ów, ganiający do tej pory po mapach Q3 (bądź, jak to mówi mój
kolega od gta.pl - Kaczorka) czy UT, lubujący się w eliminacji wszelakiej maści
potworów, zmieniają nagle swoje preferencje wobec gatunków i wyznawanie przezeń
modłów ociera się o koślawą improwizację, wielbiciele sportówek odrzucają
bezwarunkowo CM-y, FIFY czy też inne NHL'e w zaciszny domowy kąt, a fani
rajdówek bezczelnie i z premedytacją nie wczytują już kultowego dzieła
Codemaster - Colina McRally2, natomiast Rally Championship - jak się okazuje -
nie bawi tak jak dawniej? WHY? Przyczyna jest prozaiczna, wszyscy bowiem oni
nagle, chyba w imię poprawności społecznej w danej chwili (BB), przerzucają się
na rozkoszną sielankę w... The Sims. A rok to, jeśli dobrze pamiętam, 2001.
Pierwszy, gdzie fala przestępczości w grach nagle maleje ;), maniacy Duke'a
zamieniają się w łagodne króliczki uosabiające białego rabbita (nie, nie Eminema)
z "Alicji Krainy Czarów", zaś więźniowie w USA - jak dowodzą 'wnioski'
amerykańskich psychologów - z krwistych, niepohamowanych tudzież agresywnych
bestii pragnących zrobić z drugiego człowieka kawał porządnej papki stają się
potulnymi pieskami na smyczy, przepraszam - ptaszkami na uwięzi. :) Dlaczego? Bo
rząd amerykański zapoznawszy się z produkcją twórców TS zakupują ogromne ilości
ów gry w nadziei, że zbrodniarze, homoseksualiści i znerwicowane matki nagle pod
wpływem 'interakcji' z bohaterami produktu przejdą na drugą stronę mocy - tak
zwaną Jasną, w innych regionach zwaną zaś Dobrą, i wyzbędą się swych
dotychczasowych, jakże okropnych, cech charakteru. Wniosek: TS łagodzi obyczaje.
;) (to jedna z nagłupszych dyrektyw, na jakie wpadłem w przeciągu ostatniego
roku.)
Kwestia masochizmu intelektualnego dla takiego więźnia pozostaje
wciąż niemożebną zagadką - jak bowiem debil (nazwijmy rzeczy po imieniu)
strzelający ze swojej domowej strzelby - tajwańskiej roboty z roku raptem
czterdziestego siódmego - w każdego napotkanego przechodnia, ma za pomocą takiej
gry nawrócić się w imię wyższego dobra? Otóż ja Wam, i Mu również, oczywiście
chętnie w tym pomogę. Przy pomocy kilku niezbędnych rad i spostrzeżeń. :)
Były symulacje żołnierza, symulacje piłki nożnej (a raczej dążenie
ku tejże w FIFIE), wreszcie symulacje zarządzania hotelu bądź innych profesji
jak chociażby taksówkarza, złodzieja czy też bandyty, lecz w życiu przez głowę
nie przeszłaby mi myśl, na przekroju roku 2001 oczywiście, że ktoś wpadnie na
genialny pomysł stworzenia gry, gdzie jedyną i bezgranicznie urokliwą do tej
pory rzeczą jest katowanie i topienie gości w przydomowym basenie. :) Autorzy
mianowicie w chwili, kiedy o oryginalny pomysł naprawdę trudno, serwują ludziom
spragnionym domowego ciepła, miłości najbliższych oraz absolutnego spokoju,
"zbawienie" - "mesjasza" - "nowego Winnetou?" - w postaci gry. Gry nie byle,
jakiej Drogi Czytelniku, bo będącej iluzorycznie pierwowzorem codziennej
egzystencji. Ba, to jest wszak pomysł kultowy, nie powiem, jeno jeszcze
dostaniemy grę o korozji wojsk radzieckich na jajeczkowanie pingiwnów (made by
PMG)...
Co robimy w Simsach i kto (rozsądny) może w to grać? To zależy -
jeśli jesteś fanem FPP, odpadasz i nie masz tu czego szukać - no już, a poszedł
won! - słyszeli?! Powiedziałem przecież coś! Jeśli miłe Ci komputerowe boje z
rywalem zza miedzy w FIFIE - możesz zostać, postaramy się coś dla Ciebie
znaleźć, natomiast, jeśli uwielbiasz gry pokroju "Kurka Wodna", "Kapitan Pazur"
lub inteligentne gierki mające miarowo zwiększyć naszą wyrozumiałość - trafiłeś
w dziesiątkę, gdyż ta gra jest wprost stworzona dla Ciebie i drugiej takiej na
rynku absolutnie nie znajdziesz. Rzekłbym nawet: Musisz ją mieć! I to w chwili
obecnej, dodajmy.
Nigdy jakoś posłuszny to ja nie byłem - na wrzask ojca każącego
natychmiast pozmywać naczynia odpowiadam skrytym ironicznym śmiechem, żale matki
błagającej, abym pościerał kurze, wyniósł śmieci bądź odkurzył w mieszkaniu nie
wywierają na mnie żadnego wrażenia i wobec jej 'rozkazów' jestem kompletnie
obojętny (ależ perfidia, no nie?), zaś moja siostra to najwyżej może dyrygować
swoim pięcioletnim i zniszczonym Kubusiem Puchatkiem, co to go na szafie trzyma.
To samo znajdziecie w Simsach - tylko Twoją wolą jest, czy ów obowiązki
ostentacyjnie zignorujesz - a być może w przypływie dobrej woli postanowisz
wykonać. Zresztą, nie będziesz miał nic innego do roboty, bowiem to, czy w
symulacji życia codziennego będziesz się czuł dobrze, zależy od Twej inicjatywy
i chęci. Możliwości na zrobienie dużego szumu w TS nie masz zbyt wielu -
asortyment wyczerpany ledwie w dziesiątej części, a uparty to i powie, że w
jeszcze mniejszej, z czym nawet nie raczyłbym polemizować, gdyż osiągnąłbym z
nim zapewne całkowity consensus. Podlewanie kwiatków, bezczynne gapienie się w
wirtualny komputer (chociaż nie - ściany byłyby bodaj lepsze, he?) czy próba
znalezienia pracy przez internet (w końcu z czegoś trza wyżyć, no nie!?) nie są
atrakcjami godnymi takiego żabojada jak ja chcącego siekać wrogów na ćwiartki,
łamać im kości tudzież śmiać się na widok ich bezczynności i jakże marnego końca
- na ludzkim padole wszak miejsca dla słabych nie ma, i nigdy nie będzie*. Na
wirtualnym zresztą tym bardziej. W TS wieje nudą - jak cholera. Cóż, bywa, w
końcu nie każda gra jest wybitna i sprawia, że wątroba znajduje się nieco nad
płucami pod wpływem emocji i sporej dawki klimatu sugerowanego przez tą, że
zamiast w pierwotnym miejscu, jak ją tam pan Bóg raczył usadowić (za co Mu
chwała). Od czasu do czasu być może przyjadą sąsiedzi, aby Cię odwiedzić, poznać
Twoją rodzinę (o ile wirtualnie kazałeś się rozmnażać) i porozmawiać o starych,
dobrych czasach, a to jest dobry pretekst, by obudziła się w Was nuta
grzeszników, morderców, psychopatów, nieśmiałych człeków chcących wylać gdzieś
swoje żale, które nieporuszone tkwią w Waszych duszach, umysłach i sercach.
Pokusa oprowadzenia takiego przybyłego gościa, który zgodził się przyjąć Twoje
zaproszenie, zupełnie nieświadom skutków swych poczynań, jest wręcz diablo
ogromna. Witasz gościa starym oklepanym tekstem rodem z amerykańskich
niskobudżetowych tasiemców "George, no popatrz, jaki to basen żem wybudował
zeszłego lata! Te, George, chodź podejdziemy bliżej, pokaże Ci to z bliska, tą
ceramikę, cóżem zakupił w tym sklepie, któryś polecił. No, tę najdroższą!", po
czym - gdy się odwróci - bierzesz łom, sierp (pozdrowienia dla Donalda), karabin
maszynowy typu Uzi lub co-tam-jeszcze-pod-ręka-skrywasz i młócisz na mięso
armatnie do chwili, aż skona lub przepisze na Ciebie swój testament :P. Nie
możesz jednak zapomnieć o późniejszych porządkach, wszak czyściciele w mieście i
ich imiennicy ze służby ochrony - policjanci (policja również czyści, nie
wiedzieliście?... Szkopuł w tym, że nie to, co zazwyczaj trzeba.), nie próżnują,
a nuż coś niepożądanego zobaczą, a wtedy nie ma przebacz - lecisz i na łeb,
lecisz i na szyję - a późniejsze obcowanie ze ścianami w Twoich czterech metrach
kwadratowych według opinii biegłych, psychologów i pana sędziego powinno
otrzeźwić Twój, nieco przesiąknięty miłością do wielorakich egzekucji tudzież
morderstw, umysł. Zaiste naprawdę piękna to gra, a jej realizm zwyczajnie
wgniata kostki w piętę. Lepiej - kopie po zadzie jak mało kto. :)
Od Ciebie zależy, w jakiej scenerii widzisz swój przyszły dom.
Jego wielkość, umeblowanie i kształt możesz dowolnie definiować poprzez dostępne
w programie urządzenia domowego użytku jak pralka, lodówka, stoły itp.;
kolorystyką również zajmujesz się sam, tak więc tapety w konwencji czarno-żółtej
czy też niebiesko-czerwonej jak najmilej widziane - autorzy zadbali, że mogą w
to grać nawet daltoniści, co można zapisać jako zdecydowany plus, a to się
chwali ;). Rozmiary naszego, jedynego w swoim rodzaju domu, są jednak
ograniczone - nie zbudujesz pięknych posiadłości na wzór pałaców arabskich
szejków, ogromne wille piętrzące się na zachodniej ścianie Kalifornii pozostaną
tylko marzeniem, natomiast siedzibę pokroju Białego Domu (jeśli chciałbyś zostać
prezydentem), Pałacu Kultury albo moskiewskich cerkwi od razu porzuć w niepamięć
- autorzy bowiem doszli do wniosku, że bogaczem to Ty nigdy nie będziesz.
Pozostają Ci jeno obskurne dziury rodem z przedmieści Warszawy, Nowego Jorku czy
Bagdadu. Choć, patrząc na to z perspektywy ogólnokrajowej, domów, jakie zbudować
można w Simsach, i tak nie znajdziesz u nas - w Polsce, rzecz jasna - zbyt
wiele, nie od dziś wszak Polak - mądra głowa - wie, żeśmy wychowani na
kilkupiętrowych blokowiskach zbudowanych jeszcze bodajże w latach
siedemdziesiątych. Mimo wszystko znalazłem plus! Świetnie pobudza inwencję i
pomysłowość, w przyszłości może zostaniesz więc architektem lub, gdyby Ci przez
przypadek nie wyszło, projektantem wnętrz czy też mody ;). Na plasterki!;)
Mimo ogromnej popularności zdobytej przez grę i zagoszczenia w
pulsujących pompach milionów szaraczków tego świata, ja ni w cholerę nie mogę
pojąć tego uwielbienia, tej radości, tegoż szacunku do TS - zwyczajnie, jak
widać, codzienne życie puszczam płazem i mnie nie interesuje (Wiecie już,
dlaczego grałem w to tylko półtora godziny? JEśli w tym momencie ktoś powie, iż
to za mało na zrecenzowanie gry, odpowiadam mu, że się myli.) - wolę zapuścić
CM-a tudzież Kaczorka na zaspokojenie moich wcale niewygórowanych potrzeb,
zapomnieć na kilka godzin o całym Bożym Świecie, o Świecie rzeczywistym, gdzie
masa problemów i stresy nie pozwalają na chwilowe odsapnięcie od całego zgiełku,
jaki w nim panuje. Tak, więc wyznawszy zasadę "nigdy niczego za wiele" nie mam
zamiaru, by miarowość ów kłopotów zdwajała się w chwili, kiedy na mojej
piętnastce zagości filmik wprowadzający z The Sims... Reasumując powyższe, TS to
hit ni przebój, a nowoczesna i sprawdzona już próba żerowania na ludzkich
uczuciach rodem, jak to powiedział kiedyś bodajże Smg, "pseudosensacyjnego
serialu V.I.P, który w porywach prezentuję klasę C, z Pamelą Anderson w roli
głównej". I owszem, nic dodać, nic ująć, ponieważ gra właśnie mieści się w ów
przedziale - w tym najniższym, znaczy się, oznaczonym czwartą literą naszego
alfabetu. Omijać z daleka szerokim łukiem Empiki, punkty ze sprzedażą gier i
warownie producentów TS, nawet nie zastanawiać się nad kupnem tego produktu, bo
jeśli lubujecie w grach złożoność - to raz, krztynę akcji, rozmachu - to dwa,
czegoś niekonwencjonalnego, groteskowego i zupełnie-nie-z-tego-świata - to trzy,
zakładajcie waciki na uszy, inaczej przekleństwo "The Sims" Was pochłonie i sami
nie zorientujecie się, kiedy to nastąpi(ło)... Wpleciono oczywiście tu i ówdze
kilka smaczków, lecz co najwyżej zadowoli to jakiegoś pieprzonego minimalistę.
Jeśli już nuda doskwiera Ci niemożebnie, odpal sobie painta, narysuj króliczka,
baranka lub teściową, jeśli humor nietęgi, uruchom notepada, ażeby napisać, co w
duszy gra, a co w trawie piszczy - albo zwyczajnie wyłącz kompa i idź na spacer
z przyjaciółmi, w końcu real life daje dużo większe pole do popisu. No i ta
dziewczyna, co to już przed klatką stoi i się niecierpliwi - wyłącz wreszcie
tego kompa...! Czy dla niej zrezygnujesz na rzecz partyjki w "symulację
rodziny"? A później to, kto Cię, Drogi Czytelniku, że tak brzydko powiem, dzieci
nauczy robić, że co?! Gra?! The Sims, że tak?! Posypmy głowy popiołem, schowajmy
ją w piasek i milczmy - herezja jest niedopuszczalna.
Jeśli jesteś księdzem w czarnej sutannie, przez którego to masa
emerytek wzdycha na coniedzielnym kazaniu, znerwicowaną kobietą bez perspektyw
na dalsze życie bądź gdy pracujesz w firmie, gdzie stres i kłopoty są
nieodłącznymi przyjaciółmi, to - w pierwszym przypadku - dawaj ów grę wiernym
jako pokutę oraz karę za jakiekolwiek naganne zachowanie, w przypadku drugim -
włącz na kilka minut, możliwe, że zrelaksuje i stonuje i tak nieco zawyżony
poziom adrenaliny, choć może też działać w zgoła odwrotnym kierunku -
doprowadzić do szału w stopniu jeszcze większym :) (co poniekąd może wpłynąć na
znaczniejsze dochody psychiatrów, którzy już chełpiąco zacierają ręce), w
trzecim zaś przypadku - rzucić w cholerę ów pracę, pograć w TS, a następnie dać
ogłoszenie w gazecie, że zwiększyłeś/aś swoje kompetencje w pilnowaniu dzieci -
opiekowanie się cudzym bobasem na pewno dobrze Ci zrobi. Pamiętajcie - ja
ostrzegałem, ewentualnie późniejszą resocjalizację przechodzicie według swego
widzimisię. To tylko taka mała ewokacja i żywię nadzieję, że te wasze źrenice we
właściwym momencie rozszerzą się maksymalnie. Not look in site. ;) Jak widać,
gra posiada wielorakie opcje, ma bogato rozwinięte aspekty kulturalne i
społeczne, dlatego postanowiłem postawić mocne 2+ w nadziei, że kolejna część
będzie jeszcze lepsza od poprzedniczki oraz rozbudowane będą weń wątki z innych
gatunków, jak chociażby FPP-ków czy RTS-ów. Tymczasem, Alleluja. Śpij(cie) w
pokoju.
:: PLUSY:
+ Możesz sprawdzić swoją pomysłowość;
+ Fani Diablo oraz FPP-ków znajdą tutaj coś dla siebie; ;)
+ Może nawrócić jakiegoś skazanego idiotę z USA, ale szczerze w to wątpie;
+ Możesz mieć nad kimś władzę, niestety - dla Ciebie tylko w virtual; :P
+ Jeśli nie umarłeś z nudów - nauczy wyrozumiałości;
|
:: MINUSY:
- Poważne ograniczenia w budowie domostw;
- Dzwięk i muzyka;
- Plastikowa grafika;
- Animacje;
- NUDA!;
- Pobudza u człowieka chęci destrukcyjne w chwili ostatecznej rozpaczy; :)
- Wszystko inne
| Całkowicie nie zgadzam się z
oceną wystawioną tej grze. Ja rozumiem, że autorowi ta gra nie przypadła go gustu, ale inni w to
grają i bawią się całkiem nieźle. Ja bym dał 7/10, gdyż nie w tym przypadku autorzy nie zmarnowali pomysłu na
grę.
BedzioJa spędziłem wiele miłych chwil przy The Sims.
Jednak gra na dłuższą metę przynudza. Na samym początku wciąga, ale później jest
coraz gorzej. Według mnie tą grę powinni zrobić panowie z Nekrosoftu (Rezerowe
Psy) dopiero by była zabawa:) - Caleb |
O P I N I A
|
:: INFO O GRZE:
Autor nie podał.
|
|