|
.::.
Project IGI
military
Nazywam się
Jones. David Jones. Pracuję pod kryptonimem IGI, przydzielanym tym nielicznym
agentom, którzy odważają się iść na akcję zupełnie sami. Jestem jednym z nich.
Jednym z najlepszych. Tego pamiętnego roku dostałem kolejną misję - jak się
miało okazać, najważniejszą w życiu... A było to tak:
Transsyberyjski pociąg gnał niczym lawina - niemożliwe było jego
zatrzymanie; przebiłby każdą barierę, jaką postawiono by mu na drodze. Nie było
innego wyjścia - musiałem skakać. Dźwignąłem się i rzuciłem w rozmyty prędkością
krajobraz, lądując twardo na kamienistym podłożu. Nie tracąc czasu poszukałem
osłony i przykucnąłem za najbliższym budynkiem - wróg nie spał...
Rozejrzałem się po okolicy; w samym środku zimnej, górzystej rosyjskiej
tundry wyrastało miasteczko baraków i wież strażniczych. Zaprawdę piękny
krajobraz... Podziwiałbym go dłużej, lecz musiałem baczyć na patrolujących
okolicę strażników - wyglądali na profesjonalistów; mundury dodawały im powagi,
a kałasznikowy w rękach musiały budzić respekt. W końcu miałem do czynienia z
ludźmi; to nie były maszyny, jak w symulatorach działań komandosów, na jakich
ćwiczyłem przed zadaniem. Znalazłem się w centrum wrogiego terenu - wszystko
wyglądało tak, jak na zdjęciach. Jednak nie dawało mi to przewagi... Byłem sam.
Nie mogłem liczyć na siłę ognia, ani na jakiekolwiek wsparcie ogniowe.
Miałem misję. Coś się święciło na politycznej arenie - i to dało
się odczuć. Wszystkie agencje bezpieczeństwa zgłupiały, kiedy okazało się, iż
skradziono głowicę atomową w celu odsprzedania jej nieznanemu radzieckiemu
kontrahentowi. A to był dopiero początek... Oczywiście - brałem udział w takich
misjach już wcześniej, więc byłem przygotowany na przeprawę, jaka mnie czekała.
Do dyspozycji dostałem glocka "dziewiętnastkę"; idealnie wyważony, standardowy
nóż marines i pięknie profilowane, tłumione H&KMP5. Arsenał nienajgorszy - lecz
sam miałem kilka propozycji, co do jego doboru przed misją. Niestety - dowództwo
kategorycznie zakazało jakichkolwiek interwencji w skład ekwipunku. Cóż, góra
zawsze wie lepiej... Całe szczęście, że zdobyte na wrogu "kałachy" sprawdzały
się równie dobrze, a w dodatku amunicji było pod dostatkiem. Z upływem czasu
dostałem do dyspozycji takie cuda, jak Minimi czy wyrzutnia LAW, więc na
monotonię zaplecza nie narzekałem.
Mimo to musiałem działać cicho. Każdy podniesiony alarm powodował
wezwanie do akcji oddziałów specjalnych, którzy do tej pory kwaterowali w
barakach. A byli to doświadczeni żołnierze... W dodatku zdawało się, że w tych
domkach ich produkują - wybiegali z nich bez końca. Czasem z hangar wyjeżdżał
nawet czołg -i jeśli pod ręką nie było czegoś mocniejszego... Zmuszało to do
zachowania szczególnej ostrożności, przez co napięcie sięgało zenitu. Tym
bardziej, że nie mogłem kontynuować gry po śmierci - ale to chyba oczywiste. To
nie jakaś banalna gra komputerowa z sejwami!
Podczas kolejnych misji nabierałem coraz większej sprawności w
podchodzeniu wroga. Po pewnym czasie przestało to sprawiać jakiekolwiek
trudności - chyba Rosjanie zaczęli brać do wojska żółtodziobów, na dodatek
ślepych - nie reagowali nawet na śmierć własnych towarzyszy. A może tylko
dostali rozkaz stania na baczność? A wiecie, jak jest w Armii Czerwonej - jak
spoczniesz, dostajesz kopa, którego pamiętasz nawet po śmierci. Czyli w dwie
sekundy później.
Niedługo zajęło mi odkrycie, iż dowództwo wyposażyło mnie w najgroźniejszą broń
na świecie, gotową skutecznie razić wrogie jednostki nawet z odległości kilku
kilometrów. Dostałem... lornetkę! Tak - wystarczyło wycelować choćby z marnego
glocka, ustawiając muszkę tam, gdzie splatały się nitki celownicze lornetki.
Potem pociągnąć spust... i każdy, nawet najbardziej oddalony Rosjanin gryzł
piach. Spora w tym zasługa tych nowych naboi próżniowych. Ich produkcja polega
na tym, że wmawia się pociskom, iż są w próżni - a one, zmylone tym praniem
mózgu, rzeczywiście tak uważają - i raz wystrzelone lecą bez końca, aż napotkają
jakiś cel.
W czasie służby odwiedziłem wiele pięknych miejsc i wykonałem masę
ciekawych zadań. Zdarzyła się jednakowoż jedna, jedyna niefortunna misja. Miałem
ochraniać odbitego z niewoli handlarza bronią. Nic nie byłoby w tym trudnego,
gdyby - było, nie było - więzień, w jakikolwiek sposób słuchał moich poleceń!
Ale nie - on chodził, gdzie chciał; miał nawet UZI, lecz co ono daje, kiedy
pchasz się pod lufę dziesięciu SpecNaz? A samo Specjalnoje Naznaczenie działało
niczym chińskie duchy - pojawiali się znikąd i w ilościach hurtowych. W tym
dopiero momencie uzmysłowiłem sobie, jakie znaczenie mają miny
przeciwpiechotne...
Powiem szczerze - mimo wszelkich trudów, jakie napotkałem podczas
służby, jej okres wspominam bardzo miło. Na pewno się wtedy nie nudziłem, a
także mogłem zasmakować prawdziwej przygody łączącej dokonania Jamesa Bonda z
wyczynami oddziału SWAT! Te chwile warte były
poświęceń...
:: PLUSY:
+ Grafika!
+ Udźwiękowienie też...
+ Ogólnie - klimat rozgrywki
+ Brak save'a dodaje realizmu
|
:: MINUSY:
- Słabe AI
- Lornetka
- Feralna misja z ochroną...
- Niektóry brak sejwa może przeszkadzać (...mięczaki!)
- Nieskończony zasięg broni
|
No gra bardzo dobra! Nie wiem dlaczego niektórzy na nią bluzgają. Gra się miło i w ogóle wszystko ok, nawet brak save'ów w niczym nie przeszkadza. Podpisuje się wszystkimi trzema rękami pod oceną Militarego...
dr. Tedi Dla mnie gra niedopracowana jak nasi
nauczyciele, nudna niczym kolejne wygłupy Leppera - Caleb |
O P I N I
|
:: INFO O GRZE:
Autor nie podał.
|
|