<<< QUAKE II >>> Gry multiplayerowe od zawsze są domeną komputerów. Miliony ludzi całymi godzinami zagrywa się w różne pozycje w trybie gry wieloosobowej po to, aby poczuć, iż gra się z 'żywym' przeciwnikiem a nie zaprogramowanym przez twórców botem który jest przewidywalny. Na tym polega magia multiplayera - nigdy, do samego końca nie wiesz, co zrobi przeciwnik gdyż umysł ludzki jest nieobliczalny. Tak samo zresztą jak producenci gier, którzy postanowili wydawać gry, zdawać by się mogło, przeznaczone tylko i wyłącznie, na PeCety. Jednym z tych produktów jest QUAKE 2, absolutny hit wieloosobowy na komputery. Już z góry mogę zaznaczyć, że całej serii QUAKE nie lubię - dla mnie jest ona po prostu mało pociągająca i stanowi bezmózgą rzeźnię która nie prowadzi do niczego. Kolejne części wydawane na kompa omijałem szerokim łukiem bojąc się o swoje nerwy. Lecz kiedy wyszła wersja na PSXa, postanowiłem sprawdzić, jak to wszystko wygląda na Szaraku. Z reguły najważniejsze rzeczy zostawiam sobie na sam koniec, ale tutaj muszę już napisać to na początku recenzji: jest tragicznie! Ogólne zasady gry zostały nie zmienione w stosunku do wersji na PeCeta - ciągle mamy zbierać fragi, błyskawicznie analizować sytuację oraz posiadać wielki refleks. Niby wszystko jest po staremu, lecz QUAKE 2 na Szaraka wypada gorzej pod każdym tym względem. Po pierwsze - gra jest wolniejsza od komputerowej odpowiedniczki i to widać gołym okiem. Na pewno graliście w Kwaka na PC - tam wykorzystywało się każdy teren aby uchronić się przed strzałem, skakało się jak dzikie osły po to, by szybciej dojść do celu, oddawało się mnóstwo strzałów tylko po to, żeby wrogowi uszczknąć choćby 10% zdrowia. Praktycznie nie było czasu na zastanawianie się nad obecną sytuacją i kolejnym posunięciem, działało się instynktownie. Tutaj natomiast mamy to samo, tylko że w trochę zwolnionym tempie. To jest wielka wada, zwłaszcza dla kogoś, kto miał już styczność z blaszakowym Kwakiem. Kolejną wadą - dla mnie największą - jest obłożenie pada. Sterowanie w niektórych grach musi być po prostu perfekcyjne, aby w czasie gry wszystko było pod ręką i nie myliło się w co bardziej gorących sytuacjach. Tutaj jest bardzo marnie, że tak delikatnie powiem. [Uroki pada, niestety - LOV] Podczas rozgrywki cały czas się gubiłem, nie mogłem opanować pada i przez to dostawałem sromotne lanie od botów. Wersja na PeCeta miała to, czego brakuje wersji PSXowej - combo klawiatura+myszka. To dzięki niej można było bardzo swobodnie prowadzić grę, dynamicznie przeprowadzać ataki i zgrabnie operować postacią. Tutaj to wszystko zostało spitolone do granic możliwości, po kilku godzinach grania zupełnie odechciało mi się wszystkiego, taki byłem wpieniony. Aby cieszyć się jako taką sprawną grą klawisze trzeba wykuć na pamięć i dopiero wtedy próbować swoich sił w poważnej zabawie. Tylko że niekórzy nie mają takiej cierpliwości, żeby przez tydzień dostawać równe baty od przeciwników a samemu zdobywać marne 5 fragów od areny... Doszedłem do kulminacyjnego momentu recenzji, czyli oczywiście opcji multiplayer, która powinna stanowić największą siłę całej gry. Niestety, tutaj także można doszukać się wielkich błędów, które rażą niesamowicie psują całą zabawę i radość z grania (chociaż przy graniu w QUAKEa ani nie bawiłem się dobrze, ani nie poczułem radości...). Jak wygląda gra wieloosobowa każdy wie - sprowadzamy kumpli i wzajemnie wyżynamy się. W Kwaku jest to samo, tylko że zanim dojdzie do rozwałki następuje długa chwila ciszy. Czemu? Gdyż mapy są za duże i znalezienie przeciwnika zajmuje jakiś czas! Nie ma nic gorszego od momentu spokoju w grze akcji... Wspomniany spaprany system sterowania także wprowadza element chaosu i przypadku, a jeśli doliczyć do tego wszystkiego bardzo ograniczoną widoczność otrzymamy produkt bardzo mało interesujący. Wielka, naprawdę wielka szkoda, ponieważ twórcy gry głównie pracowali nad właśnie multiplayem, jemu przykładali masę uwagi i starali się, aby właśnie on był najlepszy w całej grze a także wytyczył ścieżki dla innych produktów tego typu. Niestety, producenci nie sprostali wyzwaniu i stworzyli gniota. Oprawa audio-wizualna pozostaje na poziomie innych elementów gry, czyli... Grafika jest mizerna - kiepskie tekstury, rozmazane, niewyźne i po prostu bardzo brzydkie. Przez to areny prezentują się nieciekawie (architektonicznie też nie jest dobrze, a główną ich wadą jest zbyt duża przestrzenność). Człowiek może się pogubić i zasnąć podczas poszukiwań oponentów - szaro, buro, nudno. Muzyka taka sama, czyli samo dno, może nawet muł. Cieplej można powiedzieć o dźwiękach - wystrzały są odpowiednie, krzyki na wyższym niż cała gra poziomie. Ale to wszystko... Co ja mam więcej napisać o grze, która jest dla mnie najlepszym przykładem wielkiego gniota, który nie powinien w ogóle pokazywać się na półkach sklepowych? Tenże produkt obrasta samymi wadami, które można było usunąć w krótkim czasie. Trzeba było tylko trochę więcej popracować, ale Panom z ID wyraźnie spieszyło się z wydaniem gry na rynek. Mogli dać posiadaczom Szaraków wiele radości czerpanej z multiplayerowej zabawy z kumplami, jednak lenistwo wzięło nad nimi górę... Wielka szkoda, gdyż dobrych wieloosobowych pozycji na PSXa nie ma (przez co cierpią Gracze) [Mam wymieniać? OK - Bishi Bashi, Crash Bash, Crash Team Racing, seria Bomberman, Mr. Driller, Team Buddies, Worms, a nawet ISS. Jest tego od zarypania i jeszcze trochę - LOV]. Pojawienie się na rynku QUAKEa 2 tej sytuacji nie zmienia. Co więcej pokazuje, jak można grę bardzo dobrą przekształcić na kaszanę... Producent: id Software Gatunek: shooter FPP Platforma: PSX Grafika: 4 Muzyka: 4 Plusy: + hmm..., hmmm..., dźwięki...? Minusy: - wszystko! Ocena: 3- -> Devil, Łódź <-
|