Teenage Mutant Ninja Turtles
K
to jeszcze pamięta te czasy, kiedy po (albo zamiast:)) szkole spędzało się dwie godzinki na flipperach? W tradycyjnej wypożyczalni wideo zazwyczaj znajdowało się parę automatów (tradycyjnej, tzn. takiej "wioskowej":))- jakiś Tekken albo Mortal Combat (bijatyczka), pinball, wyścigi oraz gierka platforomowa (proszę do mnie nie pisać maili w stylu: "Ale ty pierdoły piszesz! U mnie w wypożyczalni jest...". Piszę z własnego doświadczenia (tzn. widziałem dwie wypożyczalnie;))). Jeśli gdy czytacie "gierka platformowa" widzicie przed oczyma Croca albo Kangurka Kao- natychmiast zamknijcie oczy!;) Są to gry typu (znaczy się te flipperowe, a nie Kroki i Kały;P) "idziesz do przodu, nie możesz iść do tyłu, rozwalaj wszystko co spotkasz, na końcu każdego levelu jest boss"- właściwie tym zdaniem można opisać całą grę (Hi, Avistak;P)... Ale taki mój los, że muszę to zdanie jakoś rozwinąć...
Fabuła
Hmmm... Chyba zrezygnuję z punktu "fabuła". Bardziej by pasowało np. "pokrótkie objaśnienie zasad gry oraz wpisanie wszystkiego, czego Autor nie może wpisać do "Grafusia i Muzysia"". Ale to chyba ciut za długie...
Pierwsze co widzimy po dokładnym przestudiowaniu praw autorskich, to ekran wyboru naszego "nastoletniego zmutowanego (zbuntowanego?) wojowniczego żółwia nindża";). Do wyboru są czterej, (więcej) imion nie pamiętam;) (Leonardo, Michaelangelo, Rafaello, Donatello. Cowabungah!!! - dop. Pedro , którzy różnią się tylko wyglądem i bronią. Ale że każda broń zadaje identyczne obrażenia, nie ma sensu się nad tym rozpisywać. Po wybraniu naszego podopiecznego lądujemy (dosłownie!:)) w płonącym budynku. Gdy grałem pierwszy raz, przez pomyłkę wybrałem dwóch graczy. Tym pierwszym, na standarowych (strzałkowych) ustawieniach umiałem chodzić, natomiast drugim- walić łańcuchem. Nie mając dużo czasu, jako że atakowała mnie grupka nindża (nindżów?;)), o których zresztą zaraz będę szerzej pisał, wymyśliłem następującą taktykę: Ten żółw, którym umiałem chodzić pełnił funkcję "naganiacza", a ten drugi bez przerwy machał łańcuchem, mając nadzieję, że któryś z nindżów:) samobójczo wlezie na "pole rażenia" (o tym też zaraz będę pisał)) łańcucha. Tym sposobem załatwiłem jakieś pięć sztuk nindża;). Jednak dalej w ten sposób przejść się nie dało, bowiem do przesunięcia ekranu w bok potrzebny jest ruch obu żółwiów w tamtą stronę. Przebadałem więc szczegółowo całą klawiaturę w poszukiwaniu klawisza odpowiadającego za ruch w bok, poczym ukatrupiłem niepotrzebnego żółwia na jednej z spadających ze schodów żelaznych kul (nawiasem mówiąc, co robią żelazne kule spadające ze schodów w płonącym domu??? Po głębszym zastanowieniu się, doszedłem do wniosku, że złośliwy autor gry umieścił na dole schodów urządzenie, które winduje kule z powrotem:))- zawadzał mi on już tylko, ponieważ odkryłem, że żółwiem numer jeden atakuje się klawiszem Shift. Tymże klawiszem możemy również podskoczyć, wciskając jednocześnie Shift+ góra- "naskok" na jakiegoś wroga jest równoznaczny z zaatakowaniem go.
Jak już przy wrogach jesteśmy- wszyscy wojownicy nindża mają bardzo ładne, różowe (!!!) ubranka. Doprawdy, świetnie to wygląda! Grrrr, kto wpadł na taki *** pomysł?!!! Chociaż zresztą dobrze, że nasz żółw nie ma stroju a'la Raine...
Wracając do "pola rażenia"- w grze, oprócz chodzenia w prawo, można również chodzić "do góry" i "w dół". Widząc to, łudziłem się, że np. to, czy trafi mnie np. nóż, zależy od miejsca w którym się znajduję (w pionie). Otóż nie! Gra jest na tyle porąbana, że taki nóż może nas trafić nawet wtedy, gdy został rzucony trzy "pola" niżej, oczywiście nie zmieniając toru lotu!
Rzec coś trzeba o "systemie żyć"- otóż "głównych żyć" mamy na początku pięć. W każdym takim "głównym życiu" są cztery "podżycia":))). (Szanowna Korekto! Proszę nie zmieniać słowa "podżyć" na "podrzyć", bo nie jest ono czasownikiem utworzonym od słowa "drzyć" ani "drzeć", a tym bardziej nie jest rzeczownikiem określającym udo jako rzecz, która jest "pod rzycią":))), lecz rzeczownikiem składającym się z słów "pod" i "życie"! Acha, i tą uwagę proszę zostawić, bo jest śmieszna i zabiera dużo miejsca w recenzji!;)) Liczbę "podżyć" można zwiększyć przez np. "podżarcie";))) pizz, które, rozmieszczone tu i ówdzie, podnoszą liczbę "podżyć" o liczbę niesprecyzowaną (tzn. autorowi recki, z powodu późnej godziny, nie chciało się tego sprawdzać:)). Jako że co chwilę natykamy się na grupki nindża lub jakichś NONów (Niezydentyfikowanych Obiektów Nielatających:)) (NIE[SPACJA]LATAJĄCYCH - dop. The One), liczba "podżyć" szybko maleje...
Acha, zapomniałbym- "zestawów podżyć" (i tutaj, drogie dzieci, możecie zobaczyć, jak bardzo przydatna jest ortografia: gdybym napisał "zestaw podrzyć", mogłoby to równie dobrze oznaczać np. zestaw krzeseł:)) są 2 <uwaga tylko dla korekty: nie mam pojęcia, czy pisze się w tym miejscu "są" czy "jest"- rozstrzygnięcie tego fascynującego problemu pozostawiam Tobie...>, a więc w sumie na jedno życie główne, składa się 12 podżyć. (Jest. - dop. The One)
Gra jest mało urozmaicona: wrogowie często się powtarzają, rzadko kiedy występują "nowe typy". Nawet boss na końcu każdej "sceny" nie jest regułą: np. w trzeciej (o ile mnie pamięć nie myli) scenie w ogóle nie ma bossa, za to w piątej są przynajmniej trzy! (przynajmniej, bo tego trzeciego pakera nie przeszedłem...) W sumie to najlepszą techniką na zwyklych przeciwników to dużo skakać, a na bossów- dużo skakać, dużo walić i uważać, by upadający boss nie runął na nas:).
Jeszcze słówko na temat interakcji z otoczeniem- o dziwo taka występuje, choć jej objawy możemy tylko zauważyć na np. rozwalonych hydrantach, z których leją się hektolitry wody, znakach, które po walnięciu obracają się itp. Niemniej, zaliczam to in plus.
Zaraz, zaraz, przeczucie mówi mi, że oczymś zapomniałem...No tak! Trzeba jeszcze napisać o pułapkach. Oprócz wspomnianych wyżej kul występują również m.in. promienie laserowe, dziury (chociaż gdy w nie wpadniemy nie dostajemy żadnych uszkodzeń), spadające kraty. Nie wspominałbym o tym, gdyby nie fakt, że te pułpaki nie czynią żadnej szkody wrogom! To już drugi (a raczej pierwszy, bo ten drugi był później) przykład dyskryminacji w grach! W pierwszym chodziło co prawda o statki kosmiczne, a tutaj o żółwie, ale co z tego! Proponuję zacząć robić jakieś demonstracje na ulicach, żeby się Panowie Programiści za bardzo nam nie rozbestwili!
Grafusia & muzysia
Na początku grę chciałem strasznie objechać za grafę oraz za brak muzyki. Ale coś mnie tknęło i wypróbowałem wszystkie dostępne opcje graficzne i muzyczne. Zacznijmy od muzyki- na początku wybierałem "Adlib", przyzwyczajony do wybierania tegoż w Bumpy. Lecz chcąc być obiektywnym recenzentem, musiałem wypróbować conajmniej jeszcze jedną. Ośmielony sympatyczną nazwą wybrałem tryb "Beeper". Ludzie, nie miałem pojęcia, ile taka gra może tracić na byle jakiej muzyce (i to tylko na początku gry!) oraz brzdęknięciach przy obijaniu mord przeciwnikom!!! Naprawdę, ten dźwięk podniósł końcową ocenę gry o jakieś 2/3 punkty!!!
Grafę też chciałem objechać, ale dla zabawy wybrałem CGA (przedtem cały czas grałem na VGA) i to bez głosu! O Jezu, ja przecież nie należę do tych ludziów, którzy oceniają gry po grafie, ale moje wrażenia wyniesione z gry po męczeniu oczu na czymś takim były zdecydowanie negatywne. Po tym przykrym doświadczeniu włączyłem grę z powrotem, tym razem z VGA i z beeperem. Kurdelebelemol! Aż oczowytrzeszczu dostałem, jak zobaczyłem to, czego wcześniej nie widziałem!;) Ogromna ilość kolorów, pięknie dobrane (nawet różowi nindża przestali mi przeszkadzać!), a do tego te piękne dźwięki... No, mówię Wam, aż chciało się grać! A więc gdy pod wpływem mojej recenzji ściągniecie tą grę- najpierw spróbujcie pogierzyć kilkanaście minut na CGA i no sound, a potem zmieńcie na VGA i beeper (jak Wasz komp to wytrzyma;))!
Werdykt
Co tu dużo gadać- po prostu gra do wyżycia się na tych wszystkich pedalskich (bez obrazy dla gejów) nindżach! Chociaż do wyżycia się i ta wolę Mortal Kombat...
Podsumowanie
- Grywalność:-7/10
- Muzysia:8+/10
- Grafusia:8/10
- Ogółem:8/10
**********
Recenzja została ukończona w nocy 18/19 września, Roku Pańskiego 2003, o godzinie 00:26 przez
Weehawken-a