Uzbekistan 1981
Asian Gaiden



     Don Alfredziasty w 3 numerzy Klasycyji Center zdradził Wam, Czytelnikom mrożące krew w żyłach i winko de la Patiqe w butelce fakty na temat jego ucieczki z Semipałatyńska. Nie napisał jednak całej prawdy. Ukrył przed światem wydarzenia pamiętnego (dla mnie) roku 1981 w Uzbekistanie. Otóż jak wiemy, po poznaniu Pedra i Zszywacza Don Alfredo musiał zaprzestać swej pirac... biznesowej kariery i uciekać na Ukrainę, aby potem uciec do Polski, gdzie KGB i PKO nie mogło go znaleźć. Ale... Tylko tutaj, szczegółowa relacja z "Wielkiej Ucieczki Don Alfreda"! Zostańcie Państwo z nami

     UWAGA! Jeśli odznaczasz się więcej niż dwoma szarymi komórkami (Plus\Era\Idea) - nie czytaj tego textu! W przeciwnym razie może to spowodować chorobę pasiastego krokieta!

     Nasz bohater zdecydował się na ucieczkę od swych prześladowców autobusem. Doszedłszy do najbliższego przystanku, postanowił zaczekać na najbliższy krążownik szos. Na tymże przystanku stał również tajemniczy osobnik z 2-metrową kosą. Ubrany był w długi, czarny płaszcz i ciemne okulary. Kolor jego fryzu był biały. Don Alfredo zapytał nieznajomego, kiedy będzie najbliższy autobus. Nieznajomy zaaammyyyśśśliiiiiłłłł się i odpowiedział - "Panzergimbus będzie za pół godziny!" "To może wychylimy kielonka?" Gdybym wiedział, ile ta zgoda będzie mnie kosztować... ooopppsss! Wsypa! No dobra... Zgodziłem się. Alfredo wyciągnął "Polococktę" - siarczan owocowy oparty na denatu... wodzie mineralnej. Wychylilim grzdyla, gdy nagle zza przystanku wybiegli Pedro i Zszywacz! "Łaaaa!" krzyknęliśmy. Don z wiadomego powodu, a ja dlatego że to byli dwaj najbardziej poszukiwani porywacze pączków na wschód od domu Marysieńki. Na nasze szczęście właśnie nadjechał bus. Bus to my toto tak nazywalismy, podczas gdy była to krzyżówka czołgu na parę i Volkswegena Jędrka od tartaku. Wsiadamy do auta, płacimy (0.99 kopiejek, musiałem pożyczyć Alfredowi, do dziś nie oddał), usadzamy się i krzyczymy do kierowcy "Panie! Na fullgaz do przodu!". Jak bzyna wyrwała z kopyta, to do dziś mam ślady po okularach, jak mi się wzięły i no normalnie wcisły w oczy.

     Pędzimy z prędkością niedorzeczną (zrozumiałe jedynie dla tych, co obejrzeli "Kosmiczne Jaja"), gdy nagle kierowca mówi:
- Bileciki do kontroli, panowie.
- No przecież zapłaciliśmy!
- A mają panowie bileciki?
Zgroza! Nie dał nam biletu! Kierowca się odwrócił i wtedy zobaczyliśmy jego oblicze - to był Caleb! Jego świdrujące spojrzenie przeszyło nas na wylot i wwierciło w siedzenia. Nagle odezwał się Alfredo:
- CAAAALLLEEEEEBB! Na drodze!
Caleb się odwraca, patrzy na drogę - a tu żul wybiega na drodze! O mamo! To nie żul! To nie samolot! To Super... Pedro! nie wiedzieć czemu Calebiasty przyspieszył, krzycząc "CaRmAgEdDoN rUlEz!" Niestety Caleb, jako że zawsze miał kłopoty ze słuchem, nie zobaczył że Pedro robi blokadę rolniczą. Uh-Oh.
- CAAALLEEEB! Zatrzymaj wóóóóózzzzz, do cioci nędzy!
...ouch.


CDN.

(Co za chamstwo i góralska muzyka ;) Jak można przerwać w najciekawszym momencie??? Zupełnie jak Matrix 2!!! Mysłałem że ich kurczak popowieszam!!! - dop. Don Alfredo)


Jazzman
jakubziemkiewicz@o2.pl