Spear of Destiny
Wolfenstein przestawił świat (bardzo skromny wtedy) gier FPP klapkami do góry. Panowie z id postanowili jeszcze trochę zarobić na Wilczku, wydając jego sequela, Spear of Destiny.
  Fabuła dużo się nie zmienia - znowu Blazkowicz vs. Szwaby, tym razem w przyszłości. Gra jest podzielona na 3 epizody - o ile 2 pierwsze są "normalne", to trzeci jest osadzony w przyszłości, co widać po texturach. Broń jest inna, żołnierze mają inne mundury, nawet ściany czy drzwi są inne. Jak to zmienia rozgrywkę? W ogóle. Tym razem nie biegamy po zamku, tylko po jakiejś bazie. Bonusy też są inne - jakieś ładunki wybuchowe i elektroniczne gażety.
Wygląd broni też został zmieniony. Nóż jest dokładniej narysowany, karabinek przypomina deczko kałacha, a Venom zdaje się być robiony w jakimś programie do grafiki 3d. Tyle że z epoki prehistorycznej.
I znowu biegamy korytarzami, sieczemy Niemców, zbieramy bonusy, kluczami otwieramy drzwi. Zero zmian w rozgrywce. SoD jest jakoby oficjalną konwersją do Wolfa niż oddzielną grą. I tak zostanie oceniony.
Plusy:
+ stary, dobry Wolfik...
Minusy:
- ...ale czy to dobrze?
**********
Jazzman
Zdaję sobie sprawę, że to nie recenzja, a jakaś notatka o grze - bo nią jest. Wolfenstein 3D jest chyba tak znany, że rozgrywki nie trzeba opisywać.
(Na przyszłość jednak proszę pisać recenzję ;) ja tutaj miejsca na notatki nie mam... - dop. Don Alfredo)