Schorched Earth
W
czasch gdy rządził 286 i 15' mono (chlip), biura komputerowe i zwykłych użytkowników zaatakowała gra Scorched Earth, nazywana potoczniaście Schorch ([skorcz] - wymawiać używając otworu chłonąco-szamającego z użyciem języka, czytać od lewej do prawej, podczas czytania nie odgryźć sobie języka i nie opluć wszystkiego wookół. Mini-ster Zdrowia). Jej banalne zasady i wysoka grywalność były zniewalające zmysły smakiem i aromatem... oooops.
Po odpaleniu ujrzymy prościutkie menu z ekranem tytułowym i napisem: Schorched Earth - The Mother of All Games! Nie ma co, autor jest skromny ^..^. W menu wybieramy takie rzeczy jak: planszę, ilość graczy, poziom AI, siłe wiatru, warunki pogodowe itd. (W tych ostatnich można ustawić nawet burzę z piorunami! Robią nam zdjęcia!) Jeszcze tylko wybór czołgów i jedziemy na bitwę!
Plansza jest ukazana w 2d - są to różne górki i pagórki i pofałdowania jak na mózgu człowieka (lub Pedra - patrz ankieta). Czołgi są porozrzucane po całej planszy. Ich celem jest wzajemne wyeliminowanie się. Kto zauważył podobieństwo do Worms, ten może sam sobie podać rękę. (No co? Spróbujcie sobie podać rękę, tak jak ktoś Wam podaje. Życzę powodzenia! =)) Czołgi nie mogą się jednak poruszać - muszą stać w miejscu. Aby wystrzelić, należy ustalić kąt strzału, siłę, wcisnąć fire i... modlić się, żeby trafić. Jest to dosyć trudne, ale komputer nawet na dość niskim poziomie potrafi nas bezbłędnie trafić. A wtedy - [PIER-DOOT] i efektowna explozja.
I tu jest właśnie cała radocha! Kombinowanie co do pixelka, z wiatrem (a ten się zmienia), nigdy pod wiatr, jak gnoya przywalić ziemią, czy Baby Nuke, czy Funky Bomb... A właśnie. Po każdej misji odwiedzamy sklepik, gdzie poza krokietami i zimnym piwkiem można kupić rozmaite giwery. A tych jest - fiu fiu! Jak nie kijem go, to go pałą, a jak nie, to Diggerem lub Tracerem.
Graficznie jest - co tu dużo mówić - żałośnie, jak w naszym dzienniku szkolnym. Mimo że gra stara się emanować jakimiś efektami, to wszystko to wygląda, hmmm, nieciekawie. Dżwiękowo podobnie, aczkolwiek popiskiwanie głośniczka ma swój urok.
Ogółokształtem: ta gra jest kultowa. Nie ma prawa się nie znać tej gry, a nie zagrać - to zbrodnia przeciwko narodowi. Obozwiązek.
Nominuję tę grę do nagrody Pixel Game, a Zszywacza do opuszczenia domu Wielkiego Caleba =) (Spox, Zszywacz opuścił już dom Brata Alfreda, w GC coś tam jeszcze miesza ze swoimi reckami ;)) ale z KC rostał się definitywnie... - dop. Don Alfredo)
Plusy:
+ L_E_G_E_N_D_A
Minusy:
- Hę?
**********
Ocen za grafikę, dźwięk i przyprawy nie ma, bo uważam, że ta gra wymyka się jakiejkolwiek skali.
Jazzman