Astrofire
Szukając materiałów do znęcania się na łamach KC, natrafiłem (na stronie www.staregry.net;) na niniejszy (jakże bogato opisujący grę) opis:"Latasz samolocikiem i rozwalasz meteoryty..." Od razu pomyślałem, że to kolejny klon Asteroidsa (jedyna gra, która chodzi na szkolnych kompach (oprócz DSJ, ofkozz:))), ale akurat chwilowo znudził mi się Kret, a 342 kb to tylko kiladziesiąt sekund ściągania...
Fabuła i inne tym podobne dupe-rele
Zaraz po włączeniu gry coś mi zaczęło świtać... Ponieważ było południe, zignorowałem hipotezę, że może być to świtanie słońca. Po chwili zorientowałem się, że to w głowie mi coś świta... Skądś znam to menu i ten diabelny odgłos wybierania opcji w nim... O McChicken, przecież już w to kiedyś grałem! Pamiętam to, jakby to było jutro...:) Godzinami grałem w tą grę, nie mogąc nasycić oczu widokiem meteorytów lub Nielatających (Ja Ci dam!!! NIE [SPACJA] LATAJĄCYCH. - dop. The One) Obiektów Listonoszących ;) rozkładających się na części drugie... A teraz to się miało powtórzyć! Na samą myśl o tym zacząłem zacierać te sześciopalczaste imitacje rąk, które jakiś debil doczepił mi do nadgarstków...
"W roku 2007 asteroidy przystąpiły do inwazji na Ziemię (a może to my przystąpiliśmy do inwazji na Marsa? Nieważne...). Dzięki wysoko rozwiniętej technologii szybko zyskały przewagę nad Ziemianami, ale w tajnych podziemnych laboratoriach doktora Szajbki, dzięki nieodkrytym dotąd odkryciom, powstał super-statek- maszyna specjalnie zaprojektowana do niszczenia asteroidów. Jest on jedyną nadzieją ludzkości. Za sterem zaś zasiadasz Ty... Los ludzkości leży w Twoich rękach!"- gdyby gra miała jakąś fabułę, prawdopodobnie wyglądałaby ona mniej więcej tak. Celem gry jest roz...patroszenie;) asteroidów i latających talerzy z kolcami pośrodku (w "kampanii" Into the Storm), dramatyczna wojna przeciw "temu czemuś", morgernszternom bez łańcucha i "rączki" oraz urwanym kołom od roweru (Whirpool of Death) oraz trzymająca w napięciu, mordercza walka z czwórwymiarowymi, zawierającymi w środku kulki od myszki, kostkami (k6), napalonymi, srebrnymi glizdami oraz zmodernizowanymi asteroidami (Heart of the Fire).
Po wyborze "kampanii" widzimy nasz statek oraz po chwili (gdy wybierzemy "Into the Storm") niepewnie wychalające się zza granic ekranu meteoryty (na 1 poziomie meteoryt jest tylko jeden)- po oddaniu nań serii strzałów, meteoryt rozpada się na trzy mniejsze meteoryty (można je zestrzelić po paru strzałach), które z kolei rozpadają się na dwa jeszcze mniejsze meteoryty (na te wystarczy tylko jeden strzał). Mam nadzieję, że wszystko jasne? Kiedy już rozpieprzymy wszystko co jest na ekranie, przechodzimy na następny poziom, co nie jest jakoś szczególnie pokazane- nasz statek zostaje w tym samym miejscu co przedtem, nawet nie ma nigdzie wyświetlania, na którym poziomie jesteśmy, tyle że meteorytów jest więcej. Na drugim poziomie walczymy z dwoma asteroidami, na trzecim poziomie z latającymi talerzami, na czwartym-z większą ilością latających talerzy, na piątym z trzema asteroidami, na szóstym z dwoma meteorytami (asteroidami) + kilka talerzy, itd. Natomiast na ósmym (dziewiątym?) levelu pojawiają się nowi wrogowie- rozgwiazdy, które rozpadają się na jakieś pięć (na oko) takich małych, dryfujących rozgwiazd... Jak widzicie- nie sposób się nudzić, tym bardziej, że w pozostałych dwóch "kampaniach" znajdują się całkiem (no, prawie całkiem;)) inni wrogowie.
Autor (Thomas Owen) gry założył jednak, że takie ciągłe strzelanie do meteorytów może się w końcu znudzić- i dlatego wymyślił urozmaicenia- po zestrzeleniu jakiegoś N(iezidentyfikowanego)O(biektu)L(atającego)a większego kalibru (np. meteoryta dużej lub średniej wielkości) często (w przypadku talerzy rzadziej) zostaje po nim kryształ (kryształy przypominają mi trochę te z Croca)- kolor fioletowy (+ jedno życie), żółty (ulepszone działko, ograniczony czas działania), srebrny (ulepszone działko obustronne, tzn. strzela z przodu i z tyłu statku) oraz czerwony (życei na full)... O fuck! Ja Wam jeszcze nie mówiłem o życiach... No dobra- w lewym, górnym rogu ekranu znajdują się takie dwa śmieszne paski- na początku gry, ten górny jest pełny, a dolny pusty. Górny oznacza ilość punktów życia w danym życiu (mam nadzieję, że wszyscy rozumieją);), natomiast dolny pozostałą ilość amunicji w dodatkowej broni (podstawowa jest niewyczerpana). Oprócz tego, obok tych pasków znajduje się cyferka z liczbą "żyć właściwych":), a w prawym, górnym rogu ekranu- liczba zdobytych punktów. Ponadto co jakiś czas zza ekranu wyłania się duży statek, który strzela pociskami, jakie można zdobyć dzięki żółtemu/srebrnemu kryształowi. Na szczęście statek ten, (o ile go oczywiście nie zniszczymy:)) po przeleceniu całej "planszy" po prostu zniknie, a nie, jak cała reszta, (w tym my:)) wyleci z drugiej strony...
Grze należy się bardzo duży plus za regulowanie poziomu trudności- do wyboru Easy, Normal (domyślny lub Hard. Poziomy nie różnią się ani liczbą żyć otrzymywanych na początku, ani zmniejszeniem liczby wrogów, ani zwiększeniem zadawanych przez nas obrażeń, lecz, co jest według mnie najlepszym rozwiązaniem, zmniejszeniem liczby obrażeń zadawanych przez wrogów. Jeśli chcecie wiedzieć, jak to działa, przytoczę wam przykład- na poziomie Normal miałem rekord około 20 patyków (no co, dopiero zaczynałem sobie przypominać, jak w to się gra...), natomiast na Easy... 4x tyle! Aż się boję, ile zrobię na hardzie...
Znalazłem bardzo miłe wpisy w High-Scores: m.in. Einstein, Lenin... Nie ma co, nieźle musiało się nudzić panu Owenowi...
Trzeba jeszcze dodać, że przez zderzenie z jakimkolwiek NOLem punkty życia odejmowane są jedynie nam. Uważam to za niesprawiedliwe! To przecież jawna dyskryminacja statków!!! Ja chcę do Unii na równych warónkach!!!;)
Grafusia & muzysia
Na początku myślałem, że to taka współczesna minigierka, ale przypadkiem me oczy natrafiły na datę: 1994! Z poczucia obowiązku przyjrzałem się grafice, i zobaczyłem to, czego już od dłuższego czasu nie dane mi było zobaczyć: pikselki!!! Autorowi udało się pogodzić te dwie rzeczy: pikselowatość (lub, jak inni wolą: pikseloza) oraz ładną grafikę- pikselki nie rzucają się w oczy prawie w ogóle, ale wprawne oko doświadczonego gracza natychmiast wypełni się zadowoleniem, podziwiając idealnego rozmiaru pikselki (Dżizus, to ja to napisałem???). Fajnie wyglądają eksplozje (chociaż trzeba im się specjanie przyglądać, by je zobaczyć) oraz dryfujące kryształki.
Co do muzyki: nie usłyszałem takowej, ale może to dlatego, że w opcjach dźwiękowych musialem ustawić Adliba... Co ja poradzę, że spieprzyła się jakaś część magnetofonu, którego przez inny magnetofon podłączałem do komputera??? Ale trzeba przyznać, że odgłosy wybierania opcji w menu robią wrażenie- trzeba to usłyszeć na własne uszy... Te chrzęsty śnią się potem po nocach (jest to doskonały akompaniament dla mojego najczęściej powtarzającego się snu- robaków i pająków wychodzących z wszystkich kątów... brrrr!!!).
Plusy:
+wciąga!
+fajna grafika
+zróżnicowani wrogowie
+regulowanie poziomu trudności
+dobrze relaksuje
Minusy:
-chrzęst w menu...
-jawna dyskryminacja statków!;)
Werdykt
Bardzo fajna gra- nie trzeba się co chwilę denerwować z byle powodu- świetnie odpręża! Polecam!
<<<NOMINACJA DO NAGRODY ALUMINIUM-PIKSEL-GAME>>>;)
Nadsumowanie ;)
- Grywalność: 8+/10
- Muzysia:-6/10
- Grafusia:8/10
- Ogółem:-9/10 (wiem, że żadnym sposobem taka ocena nie wychodzi, ale ta gra wciąga !!!
**********
Weehawken
Rozumiem: literówki, brak spacji, ale Ortografia (przez duże O)... Podpadłeś... Już drugi raz... - dop. The One