Wstępniak | Texty | Misje | Help Me! | Bronie | Linki | Download! | Listy | Redakcja | Kontakt | Exit to GC

Heloł! Jestem chory i dziś trzeci dzień nie jestem w szkole:( Nudzi mi się... Nie wiem, co mam robić to piszę sobie. Chyba jakiś tekścik do HZ wystukam, bo cóś mi się nudzi. I to baaaardzo. Hmmm... O czym tu napisać? Pamiętacie jak w pierwszym numerze Hyde napisał, aby ludzie pisali na tematy, nawet bardzo luźno związane z Hitman'em? W moim tekście będzie wątek Hitman'owski, ale będzie baaaaaardzo krótki i mały.[tak, tak oczywiście...-DKN po napisaniu tekstu] Tekst ten piszę, aby ludzie czytający HZ[są jacyś?] [Chyba :) tak, co wykazała ostatnia ankieta i nie jedna oferta współpracy - Hyde]mogli się czasem uśmiechnąć, a nie tylko czytać nuuuudne teksty np. o temacie: "Hitman, a zboczenia myślenia":)[wiecie, że ja taki tekścior napisałem? i wydaje mi się, że był strasznie nudny.] Zresztą nie ględzę już i zaczynam pisać teks właściwy q pocieszeniu Cię drogi czytelniku/czko.[ale z dziewczyn to już na pewno niema ani jednego czytelnika, ha! Jeśli się mylę to proszę o mail na dickinson_1@op.pl]

Zaczęło się wszystko od zakupu, świeżutkiego jeszcze, CDA. Jak zwykle, pierwsze, co Dickinson otwiera, to "Na Luzie". Zgadnijcie, co tam zobaczyłem. Takiego super malutkiego, mega fajnego chomńjyka[Pata - wiesz, o co chodzi:)] Normalnie tak mi się spodobał, że aż. Ale cóż począć, żyłem dalej, aż w końcu... Zakupiłem nr. 10/2003 CDA. Oczywiście otwieram "NL" i co widzę? Tak! Kolejny super, mega, giga fajowasty chomńjyk.[specjalnie taka pisownia. np. Pjyngwjyn:)] Teraz to już nie wytrzymałem, i zacząłem myśleć, a proces to u mnie ciężki i powolny. Myślałem, myślałem aż wymyśliłem. Pod każdym zdjęciem chomńjyka było coś o zawijaniu. Używając myślenia taktyczno-hitmanoiwskiego[patrz: "Hitman, a zboczenia myślenia"] wymyśliłem, że takim chomńjykiem można się posługiwać w roli zawijaczki!!! To było przecież odkrycie na miarę ognia. Nie dość, że taki chomńjyk sobie tak fajowsko śpi, chodzi i wogóle,[ale to było głębokie:)] to można z niego zrobić zawijaczkę. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Za 0,000000000000000000000001 sekundy stałem obok mej Mamy z tekstem: "Mamaaaa, a kupisz mi chomńjyka?" Na co usłyszałem odpowiedź, która mnie nie satysfakcjonowała, a brzmiała ona następująco: "Nie." Po tej, jakże długiej, rozmowie czas przyszedł na kombinowanie vel. myślenie po Hitman'owsku. Ze swych zapasów pieniężnych wyskrobałem całe trzy i pół grosza. Po tym zabiegu miałem już w ręku 1/200 chomńjyka. Bo trzeba wam wiedzieć, że chomńjyki u nas[w moim mieście] w zoologu kosztują całe 7[!!!] nowych polskich złotych. Teraz czas przyszedł na skombinowanie reszty kaski. Tak sobie znowu myślę jak ją zdobyć. I w tym momencie przyszedł mi do głowy plan doskonały. Zabiję kogoś na zlecenie, HA! Doświadczenie jako-takie już mam. [nie bez potrzeby zarywałem noce, wcielając się w Tobiasa.R] Za chwilkę przyszedł listonosz z paczką. Nie miałem kaski, ale on powiedział, że już zapłacone, więc nie miałem innego wyjścia jak ową paczkę przejąć z rąk doręczyciela. W paczce było: Czarny garnitur i czerwony krawat, pantofle, biała koszula, maszynka do golenia głowy, list, jakiś dziwny sznureczek z rączkami na końcach, dwa bliźniaczo podobne do siebie pistolety z jakimiś dziwnymi znaczkami na rączkach, i taki stempel z kodem kreskowym. Z listu dowiedziałem się, że te dwa pistolety to Ballers'y, a ten sznureczek to garotta lub wiber-cośtam. Na samym początku listu widniała instrukcja, co mam zrobić z rzeczami z paczki. A więc:
1)maszynką do włosów ogoliłem się na łyso.
2)stemplem walnąłem sobie kod kreskowy na potylicy
3)przebrałem się w ubrania
4)do kieszeni marynarki włożyłem Ballers'y i wiber-cośtam.
W następnej części listu pisało, że jeśli chcę zarobić na chomńjyka, muszę killim jednego gościa. Po przeczytaniu tego zdania, bardzo się ucieszyłem, bo i tak miałem to zrobić, aby dostać kasę na moje zwierzątko, a oprócz kasy dostałem jeszcze fajny zestaw różnych rzeczy. [garnitur itd.] Nie wiem czemu, ale jakiś głos w mej głowie kazał mi wyjść z mieszkania i kierować się na pobliski parking. Tak też uczyniłem. Na parkingu ujrzałem samochód moich marzeń: Piękna różowa syrenka. Podszedłem do niej, i w kieszeni marynarki znalazłem kluczyk od wozu. Sprawdziłem. (_!_) blada. Nie pasuje. Sprawdziłem wszystkie wozy na parkingu i kluczyk pasował tylko do jakiegoś nędznego: frari? Nie wiem jak się nazywał owy samochód, ale miał obok nazwy F50. Cóż, taki los mordercy na zlecenie. Trzeba znieść wszystkie niewygody i zasiąść za kierownicą tego czerwonego rupiecia. Na szybie widniała mapa. No to jedziemy do Włoch, pomyślałem. Konkretnie to nie wiem gdzie wylądowałem, bo te piwa były bardzo mocne. Wiem, że gdzieś widziałem napis Sicily, czy coś w tym stylu. Obudziłem się na jakimś wzgórzu. W ręku miałem jakiś pistolet z tłumikiem. Nie zważając na tą małą zagadkę,[?] ruszyłem z pagórka biegiem na sam dół. Moim oczom ukazał się wielki mór otaczający jakiś wielki dom. Na szczęście były w nim drzwi, przez które wyszedł jakiś gostek. Też był w garniturze, i też miał pistolet, ale był do minie jakoś dziwnie nastawiony. Zaczął strzelać, a przecież ja mu nic nie zrobiłem. Przy tym jeszcze krzyczał coś w stylu: "assasino!". Nie wiem, co to miało znaczyć, bo nie znam języka majów, ale pewnie oni się tak witają... Jak zaczął strzelać to już wiedziałem, że on zaraz będzie leżał na glebie, a ja sobie wezmę jego ciuszki. Z tymi ciuszkami to był genialny pomysł, bo jak wszedłem na teren domu, to nawet trzymając pistolet, nikt nic ode mnie nie chciał. Swoją drogą, to miałem takie dziwne wrażenie jakby ktoś mną kierował. Pewnie jakiś master of puppets.[:)] I w tym momencie zaświtało mi w czaszce, po co tu się znalazłem. Jestem tu po to, aby killim kolesia, który zwie się...yyy...zapomniałem. Nie ważne poznam go po czerwonym kółeczku nad głową. Niepostrzeżenie dostałem się do balkonu, na którym mój cel grał sobie w golfa. Podchodzę do gościa, i jak najuprzejmiej można, aplikuję mu jedną ołowianą kulkę między patrzałki. No to już chomńjyka mamy. Podnoszę jakiś klucz i spokojnym krokiem przechodzę przez pusty pokój. W pewnym momencie ktoś nacisnął jakiś przycisk: "B". Nie wiem, co to miało znaczyć, ale przed oczami pokazała mi się taka dziwna wiadomość z głosem i lecącymi literkami. Czułem się jak robocop. Dowiedziałem się, że dzięki temu kluczowi mogę uratować jakiegoś księdza. Darowałem sobie batmana i kieruję się w stronę wyjścia. Były jakieś problemy, że nie wykonałem wszystkich celi misji, ale po włączeniu kodu już wszystko było ok. W pewnym momencie zobaczyłem jak obraz mignął, a po tym to już tylko widziałem jakiś "start" na dole po lewej, a po prawej godzinę. Zorientowałem się, że siedziałem przed kompem. To nie mogła być gra, pomyślałem. Ślady, na ramieniu, po pociskach mam. Odwróciłem się i na stole leżała biała koperta. Otworzyłem ją, a tam calutkie 7 złotych!!! Jakie me szczęście było nikt nie pojmie. Od razu pobiegłem do sklepu po chomńjyka. Przetestowałem go przy zawijaniu kanapek. Świetnie się spisywał, ale od razu pomyślałem o tym żeby do tegoż chomńjyka zrobić upgarde. Wtedy to mógłby pakować książki do plecaka. Jedynym problemem były pieniądze. Wiedziałem, że od Mamy nic nie dostanę. I tu nagle myśl: "A może bym kogoś zabił na zlecenie..." W tym momencie ktoś zapukał do drzwi i się obudziłem. Koniec.

Made by Dickinson


PS. Wiem, że tekst beznadziejny, ale musicie mi wybaczyć. Jestem chory:(
PS2. Autor powyższego tekstu nie odpowiada za skutki psyhiczne/fizyczne spowodowane przeczytaniem tegoż tekstu. Tak właściwie to Autor za nic nie odpowiada :P
PS3. JZPZWBOJIS
PS4. Piszta do mnie luda, bo nikt do mnie nie pisze:(
PS5. Potraktujcie ten tekst z przymrużeniem oka.
PS6. Up The Irons, buźki rulz :), słuchajcie Iron Maiden, paputek.