Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja | |||||||||||||||
|
.::.
GhostMaster PL
Ostatnimi czasy trochę się zmieniło w moim życiu.
Rozpocząłem naukę w liceum. Wstaję wcześnie rano, żeby zdążyć na autobus, a do domu wracam koło wpół do
piątej po południu. Znacznie więc zmniejszyła się ilość mojego wolnego czasu. Całe pięć dni czekam na weekend, bo mogę zrobić sobie wtedy porządną sesję z
jakąś grę. Ostatnio padło na demko GhostMastera po polsku z DVD dołączonego do ostatniego numeru CDA.
Już na samym początku muszę przyznać, że podczas, gdy instalacja posuwała się do przodu, ostro namyślałem się, co też takiego będziemy mieli do dyspozycji. Nie miałem wcześniej okazji, żeby zagrać w pełną wersję gry. Wiedziałem o niej tyle, co z zapowiedzi i recenzji Huta Sędzimira. Gra dostała od niego wysoką ocenę, więc spodziewałem się czegoś wielkiego. Pierwsze, co przykuło moją uwagę, to ciekawy i bardzo dobrze zrealizowany filmik. Powinniście wiedzieć, że super komputera to ja nie mam, ale mimo tego, wszystko chodziło bez najmniejszych choćby zaciachów. Moim oczom ukazał się ekran główny, nie szperałem zbytnio w opcjach, i przystąpiłem do rozegrania dostępnej misji. Oczywiście, tak, jak we wersji pełnej, najpierw musiałem wpisać swoje imię na tzw. Ouiji Board, po czym niezwłocznie przystąpiłem do straszenia studentek. Tak, pierwsza misja rozgrywa się w żeńskim akademiku. Dość powiedzieć, że ten akademik zajmuje całkiem sporą powierzchnię, a zamieszkuje go jedynie kilka pań. Nic to, pomyślałem sobie, może reszta lokatorek akurat przebywa na jakiejś imprezie? Od początku prowadzi nas tajemniczy głos lektora, a raczej lektorki. Dlaczegóż to tajemniczy? Pani, którą zatrudniono do czytania spisała się dobrze, ale czyta bez żadnych emocji. Wiem, że niekiedy lektor powinien być "neutralny", ale ta kobietka ma cały czas taki ciężki, drewniany głos. I to jest pierwsza rzecz, która mi w tej grze nie pasuje, bo nie pozwala wczuć się w klimat gry, a wręcz psuje go. Może jednak jest tak tylko w tej jednej, jedynej misji, w która miałem okazję zagrać? Druga rzecz, która nie przypadła mi do gustu, to interfejs gry. Po prawej stronie ekranu mamy pasek z mieszkankami akademiku, a po lewej widnieją "nasze" zjawy. Są to zjawy, które uprzednio wybraliśmy podczas ... briefingu (można to chyba tak nazwać, co?). No i szkoda, że mieliśmy do wyboru tylko kilka duchów, spośród których i tak wybrać można było tylko cztery. Na całe szczęście są one w dobry sposób opisane, znamy ich historię itd. Martwi mnie to, że aby wydać polecenie "podopiecznemu", muszę przeciskać się przez menu, podobne do windowsowego Menu Start. A u góry ekranu każdy gracz może sprawdzać aktualny poziom ektoplazmy. Rozgrywka przebiega w następujący sposób: zabieramy nasze duchy i hajda na studentki. Najpierw musimy przypisać każdego milusińskiego do pomieszczenia czy też rzeczy. Każdy rodzaj ducha przypisuje się gdzie indziej. Jednego przypiszesz do pomieszczenia, a innego do urządzenia elektrycznego. Jest więc możliwa sytuacja, w której wszystkie duchy możemy przypisać do jednego pomieszczenia. Denerwuje to, że nasze poczynania z uporem komentuje wspomniana wyżej lektorka. Kiedy już wreszcie zrobiliśmy to, co do nas należało, możemy wreszcie zaczšć naprawdę straszyć. W tym miejscu warto wspomnieć, że dopóki duch się nie uaktywni, czyli nie zacznie straszyć, mimo tego, że jest w pokoju, lokatorki nie będą go widziały. Ja uważam to za dobre rozwiązanie. Nasza armia jest zależna od poziomu ektoplazmy. Im więcej i im bardziej wystraszysz przeciwników, tym poziom zielonego ustrojstwa jest wyższy. A jeśli poziom ektoplazmy jest wyższy, możesz rozkazywać duchom stosować moce z wyższych poziomów. Grafika nie prezentuje się oszałamiająco. Odniosłem wrażenie, że dostaliśmy takich Simsów po małym tuningu. Autorzy nie postarali się o zbyt wiele szczegółów. Z drugiej strony, kto może powiedzieć, że to dobrze, bo tu chodzi o co innego. Może tak, jednak w dobie takich procesorów i kart graficznych, jakie dzisiaj są dostępne na rynku, można było się pokusić o co lepszego. Na kolana również nie powala dźwięk. W grę grałem dokładnie tydzień temu i dziś jedyne, co przypominam sobie z warstwy muzycznej, to już kilkukrotnie opisywana lektorka (pozdrawiam panią). W takiej grze przydałaby się muzyk podkreślająca klimat. Część z Was może mieć zastrzeżenia do tego, co napisałem powyżej. Przecież GhostMaster to nie jest żaden horror i nie musi mieć wielkich szczegółów i takiej samej muzyki. To powinna być przyjemna gierka. A z czego czerpać taką przyjemność? Oczywiście, z grywalności. Ten fakt mógłbym pominąć milczeniem, lecz powiem, że całą misję (łącznie z gadaninę lektora) przeszedłem w niespełna 13 minut za pierwszym podejściem. Niestety, na podstawie demka, uważam, że gra nie jest warta wielkiego zachodu. Średniak, o którym bardzo szybko zapomnicie.
| |||||||||||||||