Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja | |
|
.::.
Fightman Ostatnio gram tylko w Vice City. Jednak w przerwach w zwiedzaniu tego miasta tudzież wypełnianiu w nim różnych zadań pogrywam sobie w minigierki. Jedną z nich postanowiłem dla Was zrecenzować. Ten relaksator można by spokojnie zrecenzować w ok. 1.5 kilobajta (OldEnt bez wahania by taką reckę przyjął, jeśli w ogóle wiecie o kim mówię :). U Caleba jednak nie ma tak łatwo. U niego nawet z minigierki trzeba wycisnąć parę dobrych kilo. No dobra, jak trza, to trza. W końcu może wreszcie Caleb się przełamie i sypnie trochę kasą za te wszystkie teksty, jakie od nas - redaktorów dostaje. (Odstąpię wam kilka tych milionów, które dostaję od wydawnictwa… kiedyś – Caleb) Cała przygoda z tą minigierą zaczęła się w kawiarni internetowej, kiedy to tak sobie siedząc usłyszałem za swoimi plecami jakieś dźwięki uderzeń. Spojrzałem za siebie i zobaczyłem dwóch gostków nawalających właśnie w Fight Man'a. Giera od razu mi się spodobała. Jako że jestem urodzony "chakier" i niejednego Winixa bym pobił swoimi umiejętnościami ;) to czym prędzej zgrałem sobie pliczek z tą gierką przez otoczenie sieciowe. Jeszcze tylko kopia na dyskietkę i już mogę iść do domu. Cała gierka jest wagi takiej, jakiej są jej autorzy (autor?), czyli piórkowej (a są to bracia z dalekiego wschodu). Plik zaś jest rozmiaru rzędu 0.99 MB :). Po tych wszystkich zmaganiach wyruszyłem wesół do domu. Po ostrym dorzuceniu węgla do mojego PieCa mogłem go włączyć (rocznik 1906) i odpalić Fight Man'a. Giera jest flash'ówką, co widać zaraz po uruchomieniu (ależ jestem spostrzegawczy). Sterujemy gostkiem, na którego ciało składa się kilka kresek i koło w roli głowy. Tak samo wyglądają przeciwnicy, tyle że w odróżnieniu od naszego czarnego bohatera, są fioletowi. Animacja postaci jest bardzo płynna. Otoczenie to trójwymiarowe grafika przedstawiająca biurko z kompem i jakąś półkę. Gierka jest z gatunku beat'em up, toteż ciągle idziemy przed siebie i rozwalamy kolejnych złych panów. Niektórzy z nich mają kije, co by sobie pomóc w klepaniu naszego chłopka. Niestety owych kijaszków nie można podnosić i robić z nich użytku albowiem znikają wraz z pokonanym. Podczas wędrówki napotykamy na pewne „fajne” miejsce. W nim jeden gostek się odlewa (wyobrażacie sobie sikającą kupkę kresek?), a reszta kolesi siedzi sobie i udaje macho. Ostatni dupek, czyli boss to bardzo silny kolo znający mordercze combosy. Jednak po opracowaniu odpowiedniej strategii można go spokojnie powalić. Jedyne, co w nim denerwujące, to to, że ma niezwykle dużo zdrówka. Walka z nim jest po prostu nudna. O ciosach to ja się rozpisywał nie będę, bo i po co? Powiem tyle, że jest ich trochę i ogólnie jest fajna rozpierducha. Koniec. ;) A więc widzicie, Fight Man to całkiem przyjemna minigierka i polecam ją tak samo jak recenzowanego przeze mnie kilka miechów temu Firecrow'a. W obie gierki gra się jakieś 10 minut i obie dają przez ten czas trochę zabawy. W Fight Man'a tak jak i w Firecrowa polecam giercolić na nudnych informatykach. Zawsze to jakaś rozrywka. Plusy? Minusy? Ocena? A po co? Toć to minigierka!.
| |