|
.::.
CHAMPIOSNHIP MANAGER 01/02
Sly
"Krokiem chwiejnym wkroczył wśród żołdaków
krzyku,
ażeby, gdy kazane mu będzie,
wstąpić w glorii chwały w imię Jedynego,
co to w mniejszości bywa, [choć];
trupem niczym Sauron łoży,
li przez mędrców obwieszczony,
i na padół ziemski wkroczy, albowiem wielka jest siła Jego."
W niewiele gier dane mi było grać. Bynajmniej nie z powodu, że do
takowych nie mam dostępu (oraz zawsze potrzebnych funduszy), omijam je szerokim
łukiem z racji kompletnego braku zainteresowania czy też zwyczajnie - do
nałogowego gracza katującego codziennie w przeróżne gatunki, od FPS-ów
zaczynając na strategiach kończąc, daleka mi jeszcze droga. Można by nawet
pokusić się o stwierdzenie, że jeśli chodzi o komputerowe doświadczenie
zdobywane przez nieodłączne spędzanie czasu przy jakiejkolwiek pozycji, to
jestem absolutnie płaski, krótki tudzież nie wznoszę się na chociażby marne metr
dwadzieścia. Wiem, wiem - co niektórzy już zapewne kreują mnie jako masochistę
wykorzystującego komputer do nagmminnej nauki, lecz mylą się jak cholera, wszak
prawić słusznie niestety (stety?) nie prawią. Choć na padole ziemskim duszę
zostawiło tabuny gier beznadziejnych, kopy przeciętnych i tuziny wielkich, dla
których bezgraniczne oddanie powoduje patrzenia innych na człowieka z ironicznym
uśmiechem poprzedzonym zawistnym uśmiechem oraz intrygującym spode łba
spojrzeniem, w mojej, jakże krótkiej, karierze gracza tylko jeden tytuł zrobił
na mnie wrażenie, jakiego nie wywoła masa innych rzeczy, pieśni Caleba w to
włączając (a raczej Jego - makabreska! - sposób mówienia po całonocnej
imprezie.) (Poszedłem spać po godzinie siódmej rano, a ty zadzwoniłeś coś po
dziesiątej. Kac był dość spory, ale wybaczam;) - Caleb). Raczę sobie powitać
jednocześnie dostępując ogromnego zaszczytu, z racji mojego pośrednictwa w
wyprawie, Jego Wielmożność Championhip Managera. (I usiądź, królu wreszcie na
swym tronie - nie, nie tutaj... I zasiadaj po wieki, jako siedzisz teraz, Panie
- taaak, właaaśnie tak.)
Specyfika rynku przesiąknięta first-person-shooterami, grami
bazującymi na fabule amerykańskich komiksów czy też ostatnio przygodówkami jest
wręcz porażająca. A to z kolei odbija się na zainteresowaniu graczy - wielkie
promocyjne kampanie (nawet poświęcone tytułom słabym, jakby to programiści
myśleli, że ich 'dziecko' jest cholera-wie-czym... Co z tego - i tak sprzedadzą,
i tak, choćby chała z tego byłaby przednia.) , pojawianie się właściwie z dnia
na dzień nowych tytułów, wielkich hitów i przeciętnych szmatłaców, gier godnych
zapamiętania i spoczywających już na zacisznym cmentarzysku gier niespełnionych
lub zwyczajnie słabych, wreszcie coraz to nowsze mody i dodatki tworzone przez
społeczność graczy na całym świecie chcącą w dalszy sposób urozmaicać rozgrywkę
w swoją ulubioną grę. Kuriozum jest, więc fakt, że miłośnik Fpp-ów zasypywany
jest, więc niewyobrażalną porcją adrenaliny, sporą dawką emocji, masą produktów
obligujących go do zrobienia kawału porządnej papki na wszelakich mapach przy
obecności starych znajomych, można by powiedzieć "z dzieciństwa" - botów. W
podobnej sytuacji wszak są człeki lubujące i przygodówki, których ostatnio
naddatek taki, że szkoda cokolwiek mówić, jak najbardziej strategie w to
włączając. I tu, jak się okazuje, wielbiciele tychże mają ciągle zad zajęty,
gębę wciąż pełną, uszy podatne (uczulone również) na konania komputerowych
przeciwników. Słowem, dobrobyt niczego sobie, jeno pozazdrościć. I gdy taki
sympatyk sportówek, a tym bardziej managerów, z zazdrością spogląda na politykę
producentów kwapiących się do produkowania kolejnych gier a'la UT, Chrome czy
Quake, żywi nadzieję na pojawienie się kiedykolwiek tytułu będącego absolutnym
numer jeden na rynku, który nie dość, że zgniecie jak papierową kulkę resztę
pozycji dostępnych na tymże, to na dodatek wkroczy czym prędzej na tron i
niepodzielnie obwieści swe rządy. A że król może być tylko jeden, to powitajmy w
naszych skromnych progach kolegę CM-a. Przepraszam, Jego Ekscelencjo Najwyższa
Światłości, ja wiem, że Jego Świętobliwość kolegą dla mnie nie jest.
Pierwsze moje zetknięcie z ową opisywaną grą nastąpiło dosyć
niedawno, wszak bodaj pięć miesięcy znów tak odległym terminem nie jest.
Przyznam, początkowo czytując przeróżne opinie, komentarze i recenzje odnoszące
się do dzieła braci Collyerów, byłem dość sceptycznie nastawiony. Bo przeca jaka
jest frajda w patrzenie się na statystyki, machinalne klikanie myszką na "Continue
Game" i bezczynne gapienie się w naszą ligową tabelę, gdzie notabene zajmujemy -
niestety - miejsce pod sam koniec stawki? A gdyby do tego dodać jeszcze brak
animacji, ciągle ten sam jakże denerwujący dźwięk wrzeszczących idiotów podczas
rozgrywania meczu oraz mnogość opcji, przez które na samym początku dostajemy
niemałej gorączki, to czy można objąć ten tytuł opieką, o miłości (platonicznej)
wspominając? Nie sądzę. Świat ma to do siebie, że istnieje pewna granica między
normalnością a wariactwem - na której wciąż balansują zupełnie tego nieświadom
ludzie. Wiedz, Drogi Czytelniku, że właśnie rozmawiasz z fanatykiem. Fanatykiem
nie byle, jakim, bo oddanym w imię Wyższego Dobra, nie znoszącego przemocy,
będącym pacyfistą. Aniołkiem zresztą też. Borutą tylko zaś chwilami. Niewiele
słów ciśnie mi się na usta, ale ja tam swoje wiem - CM zasługuję na uwagę. Dla
maniaków. Na dzień i na noc. W deszcz i wśród Słońca. Mimochodem, więc omówmy,
co i jak, bowiem Jej Wielmożność się spieszy. I to spieszy się wcale nie bez
powodu, bo na spotkanie z fanami - chociażby takimi jak TY, mimo że jeszcze o
tym nie wiesz. I też nie wiesz o tym, że choroba to zakaźna, przenoszona przez
słowo pisane - witaj, więc kliniko, znaczy się - komputerze (i JENŚ). Załatwiaj
zwolnienia lekarskie jako dokument potwierdzający niemożność twego przyjścia do
szkoły, bo jak już gra złapie - nie puści. Zresztą i tak nie miała zamiaru...
Jeśli by porównywać CM-a do naszej, polskiej - rodzimej! (dziwnie
to brzmi, przecież nie wypuszczamy na rynek jakiejś pokaźnej ilości gier.) -
prudukcji, mianowicie LPM2003, musiałbym użyć specjalnych okularów z
nie-wiadomo-jakim filtrem, a moja wada wzroku sięgać granicy -6/-10 dioptrii.
Omińmy, więc jednak te procedury, a zajmijmy samym Królem, bo jeszcze mnie
później Partia Patriotów Polskich albo, jaka inna do sądu pozwie. Pierwszą
uderzającą w nasze oczy rzeczą jest niebywała ilość opcji, jaka przyświeca temu
tytułowi. Tak, więc wybór języka, możliwość ustawienia w pamięci gry liczby
rozgrywanych meczów (co jest w późniejszym etapie o tyle istotne, że im większy
przedział zaznaczysz - tym komp długo i mozolnie wczytuje dane), dźwięku,
czcionki czy też waluty, jaka rządzić będzie w obiegu handlu zawodnikami (tzw.
lewego przemytu) - jak najbardziej wchodzi w grę, można je dowolnie definiować.
Ciekawym rozwiązaniem jest ustawienie zapisu stanu gry przez program
automatycznie (sugeruje w miesięcznych odstępach) - jeśli jesteś, więc
zapominalski, skorzystaj z tego wariantu, oszczędzi ci to niepotrzebnych nerwów
(i pieniędzy za naprawę monitora również).
Drugą sprawą, która wywołała u mnie szok pokroju Hussaina, kiedy
mu Irak odbierali ci materialiści Jankesi*, jest NIESAMOWITA ilość lig do
wyboru. Wybredni nie mogą (nie powinni) mieć powodów do narzekań - lubisz
austriacką? A grajże w austriacką! Argentyńską? A proszę bardzo, jest i
argentyńska! Oczywiście nie brakuje najsilniejszych lig, czyli angielskiej,
hiszpańskiej i włoskiej. Akurat jest to o tyle ciekawe, że w tej ostatniej 8
drużyn prezentuje w miarę równy poziom, przez co właśnie, dlatego ów ligę uważam
za absolutnie w CM-ie najlepszą. Wierzcie - wygrać SerieA jest trudne, ale ile
później radości, jak osiągniemy swój cel! Ha! Argh... zapomniałbym napomnieć -
jest też oczywiście nasza kochana Dywizja, w edycji 01/02 niestety jeszcze ze
starym systemem liczenia punktów, podziałem na tabele w pierwszej części sezonu
itp. - straszne to mnie irytuje, nie raz i nie dwa mój monitor wytrzymywał
potężne me oblężenia (najazdy Hunów to w tym wypadku mała igraszki) oraz zadane
ciosy ciupagą kupioną od bacy z Zakopanego, którego chciałbym z tego miejsca
serdecznie pozdrowić, bo jak kocha - to przeczyta. ;)
Kiedy już przejdziesz przez całą "drugą instalację" i zasilisz
jedną z lig, otwierają się przed tobą nowe horyzonty. Zaczyna się to, co
najważniejsze - rządzisz i dumnie nosisz na biodrze przepaskę z napisem
"Manager", tą, którą zawsze, odkąd pamiętasz, chciałeś założyć. Ależ to brzmi
wzniośle, ależ fascynująco, ależ zarazem prostacko, no nie? Swoją drogą troszkę
nie mogłem przyzwyczaić się początkowo do faktu, że kilkoma kliknięciami myszy
jestem guru najlepszych zespołów świata (bo dla mnie gra w CM-a jest grą o
życie). Pierwsze, co robię, to szukanie zawodników - zazwyczaj młodych, ale z
talentem i ogromną szansą na wielką karierę. Choć zajmuje to sporo czasu,
późniejsze efekty przyprawiają mnie o palpitację, coniektórzy bowiem w CM-ie
zostali chyba wspomożeni przez geny rodem z Kryptona, jak nasz niezapomniany
Superman. Przykład? Brożek, Świętochowski, Harasimowicz, Salami, Morrone,
N'Diaye, Okoronkwo, Robben... Można by tak wymieniać jeszcze przez dość długi
czas, niemniej połowy zostawiam Wam, ponieważ sprawiają niemałą satysfakcję, a
tym bardziej wtedy, kiedy jako szukacz talentów odkryjesz perełkę pierwszej
wartości, nad którą rozpływanie się prasy będzie dla ciebie miodem najwyższej
jakości. Gdy już ściągniesz odpowiednich kopaczy do swego dream teamu, którym
masz zamiar podbić całą piłkarską Europę, dobrze by było na począku zająć się
taktyką. Trza powiedzieć, panie Havranek, że jeśli tego elementu nie dobierzesz
dobrze, to conajwyżej dane ci będzie oglądać piłkę z trzecioligowych CM-owych
boisk. Lub, w przypadku lig angielskich, jeszcze niżej, zaraz nad pieczarami
piekła.
Autorzy poszli graczom nieco na rękę implementując w grze gotowe
już formacje, pod które tylko przydzielamy zawodników, dokonując odpowiednich
zabiegów, jak przykładowo, kto ma strzelać wolne, wykonywać rzuty rożne, a
przede wszystkim - ciągnąć cały ten wózek na czterech kółkach, słowem:
podstawowym i chyba najważniejszym zadaniem jest mianowanie lidera zespołu - "playmaykera",
co jest wręcz diablo ważne dla dobra teamu. I tutaj taka moja mała rada -
zazwyczaj środkowi pomocnicy sprawdzają się w tym conajmniej świetnie, choć
jeśli pokusiłeś się o danie odznaczenia napastnikowi, nie, nie - pluć w brodę
sobie nie musisz, spokojnie. Taktyk do wyboru są krocie (do tego w kilku
wersjach), od 2-5-3 począwszy na mojej ulubionej i przeze mnie preferowanej
kończąc, a mianowicie 4-4-2. Naturalnie, jak jesteś samobójcą, wariatem i twoje
myśli destrukcyjne osiągają wzmożony pułap - możesz zagrać czterema bądź więcej
napastnikami przy mentality "Attacking" i "Counter Attack", lecz za ewentualne
szkody moralne oraz rzeczowe odpowiadaj we własnym zakresie. Mniejsza z tym, acz
zobaczycie, jaką frajdą jest, kiedy drużyna ustawiona na twej strategii nie
opuszcza pola karnego przeciwnika i na zawołanie strzela bramki, dosłownie jedną
po drugiej. Jak gram ja? Jeśli towarzysz Caleb opublikował screen starego
przyjaciela SLY'a obok (przynajmniej za kultowe "Caleb, to Ty?!" powinien), to
radzę zerknąć. Zalecam "Attacking", tackling "Normal", podania "Direct" i
skorzystanie z opcji pressingu - pozostałe opcje zostawić, jak je tam Pan Bóg
ustawił. Dodatkowo priorytetowym wręcz celem jest ustalenie zadań dla
poszczególnych zawodników, mianowicie czy brać ma udział w akcji ofensywnej,
jakie podania stosować, a także dla całego zespołu - twoim widzimisię jest
ustawienie tegoż na obronę strefową lub "krycie każdy swego". Po pierwszych
meczach, gdzie moje wyniki dawały mi do zrozumienia, że ja bardziej idiota niż
manager jestem, zdałem sobie sprawę, jak te niewielkie i niby nieznaczące
współczynniki są WAŻNE, więc jeśli chcesz, aby cię szanowano, pogłówkuj zatem
nad tymi elementami tudzież poświęć naprawdę kawał czasu przy taktyce - inaczej
zawita jakże miły napis "Sacked" i twoje despotyczne rządy skończą się
niechybnie w trybie natychmiastowym, o czym raczy cię poinformować stosowny
komunikat.
Ustawiwszy już wszystkie parametry, wyselekcjonowawszy podstawową
jedenastkę gotową do walki na śmierć i życie oraz przygotowawszy się psychicznie
do pierwszego spotkania, można zacząć grę właściwą - mecze rozgrywać, znaczy
się. Jedno jest pewne, są dziwne - najczęściej zostajesz ofiarą jakiegoś
kuriozalnego działania produktu (przy 25 strzałach twojej ekipy i 2 gości,
przegrywasz 0:2) lub zwyczajnie w bambuko zrobi cię sędzia, kaloszem zwany,
który - jak mówi regulamin PZPN - ma zawszę rację. Jako że instytucja ta w
świecie wirtualnym ma mniej więcej tyle do gadania, ile ja do budżetu Polski -
ostentacyjnie możesz to zignorować. :) Sposób przebiegu spotkań obrazują
tekstowe komunikaty typu "Ronaldinho scored!" lub "Robben take the ball, he shot,
fantastic saved by Chiotis!!!". Nie wiem jak wy, ale zaznaczając opcję "Very
fast" powodującą najszybsze zmiany treści na ekranie - czuje się prawdziwą
walkę, powiew, siłę tej gry. Kontrataki a to z jednej, a to z drugiej strony,
koronkowe zespołowe akcje flankami kończące się przeważnie przednimi bramkami,
rewelacyjne interwencje bramkarzy plus masę innych rzeczy sprawia, że
giercologia jest, co najmniej satysfakcjonująca. W moim przypadku przedstawia
się to ciut inaczej - już nie chodzi mi o zdobywanie bramek, kolejne zwycięstwa,
puchary, triumfy czy sromotne porażki z rywalem zza miedzy, liczą się emocje
towarzyszące przy rozgrywce. Strach podchodzi do gardła, kiedy twa drużyna pięć
minut przed końcem najważniejszego spotkania w sezonie przegrywa 1:0 mając
jednocześnie ogromną przewagę. Minuty płyną jakby szybciej, a sam nie możesz
usiedzieć przed swoją piętnastką, trzymasz zaciśnięte kciuki, ciągle coś
krzyczysz i nawołujesz - właściwie to nie wiesz, do kogo, bo i cię nikt nie
usłyszy, ale czujesz się trenerem. Ten ciężar, jaki spoczywa na twych barkach -
głód sukcesu. To jest piękne w CM-ie, że choć to tylko gra, pozwala przenieść
się w obszar rzeczywistości, na ławkę Romy, Realu bądź kopaczy z Bawarii, że
daje poczucie odpowiedzialności spoczywającej na tobie, te kilkudziesiąt tysięcy
kibiców spragnionych rezultatów, ten oddech prezesa, który jest nieodłącznym
elementem w piłkarskim rzemiośle i ciągłe widmo zwolnienia krążące nad Twoją i
tak już zapracowaną głową. CM posiada, zatem wartości, których na próżno szukać
w większości gier - podnosi adrenalinę. Równa się FPP-om, równa samochodówkom,
równa również i strategiom, a nawet je nieznacznie przewyższa. Urealnia
największe marzenia, chociażby nawet w niepełnym stopniu, połowicznie. Kreuje
cechy wielkiego trenera, zaznajamia z niuansami pracy coacha, daje możliwość
swobodnego ingerowania w budżet, finanse i element sportowy klubu. Miłość
wyznawców tegoż kultu jest dla mnie wręcz całkowicie zrozumiała, bo wiedzą
ludzie, co czynią. Kośćcem klubu jesteś zatem ty - lecz pamiętaj, że o
ewentualnych hochsztaplerstwach mogą wiedzieć również inni... Machlojki więc
niemile widziane.
Tak miotając się między opcjami i właściwą rozgrywką nie
powiedziałem ni słowa o zawodnikach. Każdy z nich posiada kilka(-naście? -dziesiąt?)
czynników, dzięki którym poznajemy jego wartość. Są to m.in. drybling,
prostopadłe podania, siła czy też technika. Trzeba powiedzieć, że trzyma się to
wszystko kupy - obrońcy nigdy nie będą mieli podobnych atutów, co pomocnicy i na
odwrót - pierwszych wszak, z racji budowy ciała, cechuje wytrzymałość, warunki i
tężyzna fizyczna, drugich zaś takie parametry jak podanie, szybkość lub technika
użytkowa. Rzucające się natomiast wartości napastników to wykończenie akcji.
Cholera, to mi się podoba - to jest dopiero realizm! Więc cieszy mnie nawet to,
że mój drobnej postury, filigranowy środkowy pomocnik przegrywa z wielgaśnym
obrońcą drugiego zespołu pojedynek bark w bark. Serce aż się raduje, w końcu na
prawdziwych boiskach takowe sytuacje zdarzają się bardzo często! To się chwali,
nie powiem - duży plus.
Osobną sprawą jest ustalanie kontraktu z zawodnikiem. Czasem to
mnie ciarki przechodzą, jak patałach trzeciego rzędu żąda niebotycznej rocznej
gaży, podczas gdy inna, o wiele bardziej utalentowana piłkarzyna, wygórowań zbyt
wielkich nie ma zadowalając się ledwie 1/5 sumy poprzednika. Klauzule umowy są
przeróżne - okres, na jaki wiążesz się z kopaczem, "yearly wage" - czyli poziom
rocznych dochodów, wreszcie płace za strzelenie bramki czy asystę. Ciekawym
rozwiązaniem jest zakładka, gdzie ustalasz sumę odstępnego, jeśli inny klub
chciałby zakupić twojego pupila przed zakończeniem ważnego kontraktu w twoim
klubie. Cała ta "chołota" podlega również dyscyplinarnej komisji czujnie
przyglądającej się rozgrywkom, często wymierzającej bardzo surowe kary za
niesportowe zachowanie (pobicie sędziego), czerwone kartki czy niesnaski z
klubem z winy zawodnika. Alleluja, Bracia! Na plasterki!
Może i wszystkiego powyżej nie zawarłem , lecz wiedzcie - słów
brakuje na opisanie CM-a. Bracia Collyer nie zawiedli po raz kolejny,
zaserwowali dzieło niezwykłe jednocześnie powodując u wielu poważne zaniedbania
w nauce tudzież kontaktach z rówieśnikami. Te, całkowicie zrozumiałe - dla tej
gry warto poświęcić pół soboty, trzy czwarte niedzieli i cały poniedziałek, w
każdy dzień odczuwając taką samą, a nawet rosnącą w miarę czasu, radochę z
grania. Przypomniały mi się czasy, kiedy gry z ośmiobitowców czarowały
społeczność graczy, oddanie dlań zaś można porównać chyba tylko do powstańczej
armii przyjacieli Saddama, a otoczka (świat) zupełnie tracił na wartości,
ponieważ dwa joye uiszczały marzenia użytkowników - znalezienie się w innym
wymiarze. CM to umożliwia - powitajcie nowoczesną wersję z immanencją
grywalności gier z Commodore C-64, poczciwej i wiecznie żywej Amigi,
nieprzemijającej Atarynki. Mówiąc krótko, stare, dobre czasy powracają! Czasy
River Raida, Giany Sisters czy Prehistorica...
(*)... = odczuwalna ironia, mam nadzieję?
:: PLUSY:
+ A macie 150kb miejsca? Tak? Świetnie.
+ Ilość lig;
+ GRYWALNOŚĆ!;
+ Mnogość opcji;
+ REALIZM!;
+ Idealne rozłożenie sił poszczególnych lig;
+ Wszystko inne.
|
:: MINUSY:
- Człowieku, skąd Cię wyrwali, że co?! Jakie minusy?!;
- No, może czasem są za wysokie wyniki;
| Gra może i dobra,
ale na dłuższą metę staje się nudna. Ja najdalej doszedłem do roku 2012 i dalej
nie chciało mi się grać. - DJ_Pleban
Prenumerata
Forum |
O P I N I A
|
:: INFO O GRZE:
+/- nie grajcie weń, jeśli macie obowiązki na łbie.
|
|