.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Niezniszczalny|

Wyobraź sobie taką sytuację: spokojnie jedziesz sobie wypełnionym po brzegi pociągiem. Czas mija spokojnie, próbujesz poderwać siedzącą obok pasażerkę (uprzednio ściągając z palca obrączkę :)), ot przejażdżka amerykańską koleją. Nagle budzisz się. Jesteś w szpitalu. Przed tobą stoi lekarz i ze zdziwioną miną zadaje różne pytania. Okazuje się, że pociąg się wykoleił. Ty, jako jedyny, przeżyłeś. A co najdziwniejsze, nie masz nawet zadrapania...

Tak oto zaczyna się jeden z lepszych filmów jakie oglądałem. Jednak jest to nie tylko zasługa naprawdę ciekawej fabuły. W tym filmie najciekawsze jest to, czym ten film nie jest.

Co robicie taką minę? No to dodam jeszcze, że reżyserem jest M. Night Shyamalan ("Szósty zmysł", "Znaki"), co już mówi nieco o jakości. I nie, to nie jest horror. Bliżej mu do... hmm, czy ja wiem... dramatu obyczajowego skrzyżowanego ze Spiderman'em. I znowu ta mina... Czas trochę rozjaśnić. Po wspomnianym wyżej wydarzeniu, główny bohater (Bruce Willis) spotyka maniaka komiksów (Samuel L. Jackson). Ma on teorię, że Bruce jest superbohaterem, który powinien nieść pomoc bliźnim. Bruce od razu zakłada obcisły kostiumik i zaczyna prać... wróć! To nie ta bajka. Samuel zostaje wzięty za wariata, i tak będzie traktowany niemal przez cały film.

Ciężko pisać o takim filmie, żeby nie zdradzić za dużo (opiszcie np. fabułę "Memento"). Tutaj nie ma miejsca na prostą nawalankę w stylu "Spiderman'a" albo "X-man". W normalnym komiksowym filmie superbohater zaczyna ratować miasto od razu, gdy staje się super. Przez 10 minut sam albo wspomagany przez jakiegoś mentora odkrywa swoje możliwości i już. Tutaj odkrywanie trwa przez cały czas, mentor nie wzbudza zaufania a i moc nie jest zbyt prawdopodobna. Tu liczą się ludzie i ich problemy, a nie wartka akcja. Co jeszcze sprawia, że film jest inny? Np. brak efektów specjalnych. Nie ma ani jednego pokazu superhiper mocy. Więcej. Nie ma ani jednej sceny akcji, a każda zapowiedź, że może się pojawić (wykolejenie pociągu, walka z bandytą, test odporności na kule) jest albo rozstrzygana w prawdopodobny sposób, albo w ogóle się nie pojawia.

O czym by jeszcze napisać? Na muzykę nie zwróciłem uwagi, a to chyba dobrze. Praca kamer jest dokładnie taka, jaka być powinna w takich filmach: spokojna, niemal statyczna. Aktorzy to sama śmietanka, a do tego grają tak, jak powinni. Willis jako mąż, ojciec, z własnymi problemami i pomyleńcem na karku, którego nie można spławić jest po prostu przekonywujący. Jackson to chory na rodzaj osteoporozy zapaleniec, który święcie wierzy w istnienie herosa. Wyśmienity.

I jeszcze to zakończenie. Powinniśmy się go domyślić od samego początku (szczególnie, gdy czytamy amerykańskie komiksy), a mimo to jest zaskakujące. Tu wychodzi kunszt reżysera: film komiksowy, niekomiksowo opowiedziany, niekomiksowo zrobiony, komiksowo się kończący.

A wszystko spójne i trzymające w napięciu.

Film bardzo mi się podoba, tylko nie za bardzo wiem, komu go polecić. Ci, którzy lubią filmy obyczajowe, powiedzą, że jest zbyt nieprawdopodobny. Miłośnicy kina "superbohaterowego" powiedzą, że jest nudny, nie ma walk (właściwie to jest jedna ale... zobaczcie sami), efektów specjalnych, super git kolorków, kostiumów, dekoracji.

Dlatego niech obejrzą go ludzie, którzy widzą w komiksach coś więcej niż tylko dwóch piorących się gostków.

Ocena: 8/10 (oczko mniej, bo nie dla wszystkich)

Khamul


|strona 11|