.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|8. Mila|

Film ten pierwszy raz widziałem, o ile dobrze pamiętam, 17 stycznia 03 w każdym razie był piątek 10 30 rano i był to dzień polskiej premiery. Z tamtego wydarzenia została mi smycz z motywem filmu :). Po tym wydarzeniu widziałem go jeszcze wiele razy...

Do dnia dzisiejszego byłem tylko biernym czytelnikiem kącika filmowego. Tak, tak Gregorius tego kącika nie czytają tylko twórcy :), istnieją też tacy ludzie jak ja :). {Nawet jak nie czytają, to oglądają. Myślisz, że po co panienki wstawiam co miesiąc? ;) - dop. G.} Po przeczytaniu jednak recenzji Dishman'a (42 AM) właśnie 8. Mili nie mogłem zostać obojętnym wobec paru kwestii związanych z tym filmem. Jeśli nie czytaliście arta Dishman'a to przeczytajcie, bo mój jest tylko dopowiedzeniem pewnych faktów do jego tekstu, nie jest to czysta recenzja...

8 Mila nie jest (i nigdy nie była już nawet z założenia) zwykłym filmem ze zwykłymi aktorami, a Eminem nie był w tym filmie zwykłym muzykiem-aktorem, zatrudnionym przez reżysera, aby film miał większą sprzedajność. Nie ma co ukrywać, że film ten od podstaw był robiony pod Slima, a w samym filmie i postaci Jimmy'iego jest cała masa nawiązań do życia Ema.

Dishman 8 Mili zarzuca także, że "(...) zdziwi się ten który myślał, że w filmie usłyszy jakąś melodię z płyty. Tak, na samiuśkim końcu możemy posłuchać sobie doskonałego utworu "Lose Yourself", ale na tym koniec. Wielka wada filmu. Jak można było z dobrze zapowiadającej się historii zrobić coś tak słabego?" Podobne zdanie usłyszałem od wielu osób, z którymi rozmawiałem na temat tego filmu. Założeniem tej produkcji nie było jednak zrobienie filmu z super happy-endem, takim jak np.: Jimmy zostaje najlepszym raperem na świecie mającym setki fanek. Ten film przedstawiał tylko JEDEN TYDZIEŃ Z ŻYCIA naszego głównego bohatera! Zostało to zrobione genialnie! A co do muzyki to Lose Yourself jest doskonałym uzupełnieniem tego filmu. Na soundtracku znajduje się kilka utworów z filmu, ale w większości są tu także kawałki ZAINSPIROWANE ósmą milą (w ogólnym tego słowa znaczeniu). Eminem jak nagrywał utworki na tę płytkę to pisał je z punktu widzenia Rabbita, po prostu majstersztyk. Została tutaj wytworzona taka magiczna otoczka, ma się wrażenie, że Jimmy naprawdę gdzieś tam za oceanem sobie żyje.

Bitwy i wszelkie freestyle. Nie można ich traktować jako miły przerywnik w filmie, one są główną częścią. To tutaj widzimy nieprzeciętne, a można i spokojne rzec fenomenalne zdolności Rabbita do składania rymów!

Gra aktorska. Eminem zagrał w tym filmie fenomenalnie, żaden aktor by nie zagrał tak dobrze młodego chłopaka, białego wśród czarnych, próbującego się wybić rapując. Nie mówię tutaj, że Marshall jest super aktorem. W 8 Mili zagrał on kogoś, kim był w życiu, gdyby miał np.: zagrać Makbeta to pewnie nie wyglądałby już tak interesująco. Nie był to debiut filmowy Slima, zagrał on małą rolę w "Hip-hopowej Myjni" i zagrał też w kilku innych filmach, których niestety nie widziałem.

Dishman na samym końcu napisał "(...)Jedyną atrakcją filmu jest główny bohater. (...)Czy warto, więc ten film obejrzeć? Uważam, że tak, ale za wiele się po nim nie spodziewajcie, a dla fanów Eminema to pozycja obowiązkowa, żeby przekonać się, że ich idol nie jest idealny." Teraz będzie odpowiedź fana Eminema. Nie uważam, że Eminem w życiu jest idealny (choć pojęcie idealności każdy może rozumieć inaczej), w filmie jednak bez dwóch zdań jest, masz rację, dla jego fanów to pozycja obowiązkowa. Dobrze napisałeś, że jedyną atrakcją 8 Mili jest Eminem... ja za to właśnie ten film kocham...

Ocena 10/10

GDF


|strona 3|