Rasy w powieściach fantasy: Krasnoludy

Jak już elfy były, to przydałoby się opisać krasnoludy. Wszędzie prawie charakteryzują się oni niskim wzrostem oraz puszystością. Jakkolwiek jednak cechy te nie utrudniają im zbytnio życia w podziemnych kopalniach. Po za tym mają długie brody, których długość i stopień zadbania wyróżnia ich spośród innych. Broda niewątpliwie jest ich chlubą. W przypadku książek - "Władcy Pierścieni", "Pierścienia Mroku" i "Wiedźmina" - krasnoludy niczym się prawie nie różnią. Większość pracuje w kopalniach, część walczy, inna podróżuje. Może tylko Nik Pierumow zrobił z omawianej rasy podróżników godnych rywalizowania z Markiem Polem (dziwnie się to słowo odmienia - dla uściślenia chodzi mi o podróżnika Marco Polo, który to pofatygował się aż do Chin na wycieczkę). [Hmmm... A ja myślałem, że Marek Pol to taki polityk :P - dop.Ted]
W "Artemisie Fowlu" zaś został przedstawiony nam zupełnie nowy i zupełnie inny rodzaj krasnoludów. Dla mnie całkowicie odmienny, albowiem tylko Eoin Colfer potrafi wymyślić, a raczej wykreować (bo to trudniejsze), takie ich przedstawienie by mniej więcej wszyscy, którzy czytali inne pozycje opisujące krasnoludów, pękali ze śmiechu, albo przynajmniej serdecznie się uśmiechnęli ze względu na groteskowość ich ukazania. Czemu? Krasnoludów, tzn. jednego krasnoluda (Eoin nie pofatygował się by ukazać innych przedstawicieli tej rasy, toteż uznać musimy, że wszyscy inni mają podobne zdolności) nam przedstawionego uznać można za kreta. Swoją drogą pomysł ciekawy nawet. Pomagał on naszej wróżce w sforsowaniu zamku Artemisa, dokopując się tam. Była to jedyna droga, której Fowl nie bronił. Na taki głupi pomysł i on nawet nie wpadł. Ziemia pożerana przez fatyganta zamieniała się w sekundkę w ziemię wydalaną, toteż, luźno to określając poruszał się wolno do przodu. Po podobnych dokonaniach ujawnia się kolejna ukryta zdolność: niszczycielska siła zdolna zmieść z powierzchni ziemi mały budynek, związana z opróżnianiem jelit od zebranego gazu, potocznie nazywana pierdnięciem.
To te dwie cechy wyjątkowo specyficzne. Oczywiście nie zapominam też przyuważyć innych niespecyficznych. Sapkowski, czy Tolkien nie pokusili się o taką umiejętność dla swych pupilków, ale to nie znaczy przeto, że postąpili źle. Wręcz przeciwnie. Krasnoludy jako rasa najmniej nadają się do zmiany swych, domyślnych, nazwę to, umiejętności. Oni zawsze wydawać mi się będą niscy, lekko puszyści (sam też nie jestem doskonały w tym wypadku - więc nie będę osobą pierwszą by to krytykować), opieszali w poruszaniu się, a żwawi i silni w boju. Zawsze będą silni i to oni powinni przesądzać los bitwy, w której uczestniczą.
Książki Eoina Colfera w żaden sposób teraz nie krytykuję. Nazwałbym ją takim miłym wyjątkiem od tych "standardowych krasnoludów". Tak mi się przynajmniej wydaje, że miło jest się na chwilę oderwać od stereotypowości.
Coś mi się zdaje, że nadaję jak "prawie uśpiony cieć budowlany po 7 kawach". Ted powie pewnie znowu, że "zbyt często oceniam swoje prace negatywnie, używając przy tym sformułowania o flakach z olejem". Tego przyzwyczajenia chyba nigdy zniweluję. Nie będę tedy owijał w bawełnę: Cholera, ten tekst jest jak ta miska z flakami przed komputerem!
Dobra. Po dygresji. Ale te flaki są niczego sobie. ... Aha. Nic nie mówiłem! Tam, ta ram. Pam, pa rum.
Krasnoludy bardzo fajnie są też wykreowane w książce Marka Utkina pt. "Technomagia i smoki". Tytuł beznadziejny, ale książka fantastyczna. Bynajmniej dla mnie. Ci najbardziej pasują mi do ogólnej, mi odpowiedniej, definicji znaczeniowej słowa krasnolud: Stworzenie niskie,... (cechy są opisane wcześniej i nie będę się powtarzał)..., lubujące się w wytwarzaniu różnorakich sprzętów, najczęściej metalowych. Oczywiście Andrzej Sapkowski też podkreślił u swych pupilków taką zdolność. To oni są monopolistami na rynku stali. Oni też dzięki temu są jakby neutralni w trwającej wojnie. Gdyż to oni właśnie zasilają obie strony konfliktu w stal (miecze, pancerze, nocniki, itd.) Powiedzieć nic nie mogą, ale ich udział, nawet nie o militarny mi chodzi, jest bardzo zauważalny. Chociażby te nocniki...
U Utkina cała ich obecność w fabule sprowadza się do pomocy naszemu bohaterowi w budowie sterowca, podróży i takich tam. Mimo to, to właśnie oni są chyba najsympatyczniejszymi, zaraz po tolkieniowskich, krasnoludach. Może wam akurat takie ustawienie nie odpowiada, ale, jak to mówią, trudno. Piszę ja i koniec, kropka!
Na zakończenie warto byłoby jeszcze przytoczyć raz jeszcze literaturę tolkienowską. Tu, w zależności od tłumacza spotykamy dwa tłumaczenia angielskiego słowa dwarf i liczby mnogiej dwarves. Maria Skibiniewska uznała, że należałoby skorzystać z baśniowego stereotypu, wywodzącego się z różnorakiego rodzaju bajek i starych podań legendowych, czy w ogóle legend. A owe słowo, krasnolud, gdyby rozbić, ukazałoby się prawdziwe jego znaczenie. Krasny lud, czyli, luźno mówiąc, czerwony ludek. Jeśli kto czytał lub oglądał jakieś bajki dla niemowląt, to zapewne zauważył, że te "krasnale", czy, jak kto woli, "krasnoludki", mają czerwone, spiczaste czapeczki. Stąd też pochodzi ich nazwa. Skibiniewska zrezygnowała, co prawda z przyrostka zdrabniającego -ek, nadając omawianej rasie odpowiednią do ich charakteru twardość i siłę. Dzięki temu krasnoludy nie powinny kojarzyć się nam z małymi ludkami, a wręcz przeciwnie; nie z milutkimi duszkami sikającymi do dzbanuszków mleka, a (czasami) bezlitosnych, silnych, mężnych, odważnych mężczyzn. Nadal pozostaje jednak przedrostek krasno-, którego tłumaczka nie mogła zlikwidować. Drugi tłumacz (zapomniałem jak się nazywa)[Łoziński -dop.Ted] posunął się jednak dalej. Zastąpił ciągle mylącą nazwę krasnolud na krzat, nie dołączając zgubnej i nieznośnej litery "s", która mogłaby popsuć jego szyki, dalej, natrętnie kojarząc się z kolorem krasnym. Czytałem oba przekłady i przyznać muszę, że dla mnie różnicy zbytniej to nie miało, czy krasnolud, czy krzat. Jedno licho.
Napisane na podstawie lektury książek następujących pisarzy:
J.R.R. Tolkiena
Nika Pierumowa
Andrzeja Sapkowskiego
Marka Utkina
Eoina Colfera (Artemis Fowl)

Za miesiąc, jeśli mnie szlag pierwej nie trafi, zdobędę się na artykuł o ograch i orkach.


Peter