J.K. Rowling - cykl "Harry Potter"

Czy nie rozmyślaliście kiedyś o tym, jaka książka, według was, jest najlepsza, jaka najgorsza, a która po środku? No właśnie! Zdarza lub raczej powinno się to wam zdarzać. Jeśli nie, to nie moja wina! Z pewnością zauważyliście również na waszej teoretycznej liście ciągłe przeskakiwanie tytułów z miejsca na miejsce, na ogół tylko do tyłu. Jednak, co ma to do opisywanej książki? Wydawać by się mogło, że nic, a jednak nawet więcej niż przypuszczaliście po uwzględnieniu słowa "więcej". Błędne koło? Być może.
Otóż jak wam wiadomo książka "Harry Potter" bije obecnie rekordy popularności i uznawana jest za bestseller wśród tytułów dla dzieci i tej dziecinnej części młodzieży. Przygody "naszego ukochanego Harry'ego" i całej zgrai małolatów studiujących magię jest, ogólnie rzecz biorąc dobrze znana. Dodatkowo urozmaicona za pomocą filmu. Czemu jednak na samym początku tekstu zdawałem się zadawać pytania retoryczne? Podpowiem tylko, że teraz nastąpią retoryczne odpowiedzi, gdyż sądzę, że wszyscy, którzy artykuł ten czytają, ziewają z nudów, a robią to z powodu lania wody w tym artykule lub innych, trudniejszych do zdefiniowania powodów.
"Książkę z nagłówka" przeczytałem jakieś 3 lata temu. Polecił mi ją kolega (tak jak wszystkie dobre książki) [To o mnie mowa :) - dop.Ted]. Może nie tyle polecił ile założył się, że mi się spodoba. Dobra. To wziąłem. Miałem nie brać? Po jakimś czasie, gdy książkę tę mu zwróciłem, byłem bardzo zainteresowany dalszymi przygodami Harry'ego. Dołączyłem do tej sekty, myślę dzisiaj. Przeczytałem więc kolejne części. Trzeba przyznać, że jedną bardzo ciekawą cechę charakterystyczną książek J.K. Rowling - autorki: jest to, że jej książek się nie czyta! Je połyka się w całości. Bynajmniej w moim przypadku. A mój przypadek do najlżejszych nie należy. Na ogół czytam wolno, za wolno. Przeczytanie 200 stronicowej książki zajmuje mi 2-3 dni, a tu czwarty, 750 stronicowy tom "Harry'ego Pottera" - Czarę Ognia przeczytałem w - bagatela - 4 dni. Do tej pory nie wiem, jakim cudem to zrobiłem! Przy normalnej ilości zadań w domu.
Tak, książki J.K. Rowling do nudnych nie należą na pewno. Zawsze coś się dzieje, co oddala czytelnika od błogiego snu lub drzemania. Powiedziałbym nawet więcej! Jej książki wciągają w zawikłany świat przedstawiony. Jednak przez te trzy lata moja opinia uległa, że tak powiem, niezwykle diametralnej zmianie. Być może przez fakt, iż trzy pierwsze tomy przeczytałem po trzy razy i mi się znudziły. Może też dlatego, że z czwartym tomem w ogóle nie chciało mi się zapoznawać ponownie. Jednak dzięki temu przeczytałem "Władcę Pierścieni". I niech dzięki będą za to. Za moją, jakże słuszną decyzję - zapoznałem się z książką lepszą od "Harry'ego Pottera", który przez dość znaczny czas zajmował honorowe miejsce pierwsze na mojej teoretycznej, wcześniej napomkniętej liście ulubionych książek.
W książkach J.R.R. Tolkiena, mimo iż nie o nim piszę, zachwyciło mnie mnóstwo rzeczy. Choćby na przykład redukcja cukierkowatości i takiej nienaturalności. We "Władcy Pierścieni" Frodo miał wybór: iść na iście najniebezpieczniejszą podróż w jego życiu, czy nie. Mimo iż na jego decyzję dość wyraźnie wpłynął Gandalf, miał wybór [Kłóciłbym się - znów Ted]. Znano jego zdanie. Tak w "Harrym Potterze" wychodzi na to, ze Harry to bezmózga pacynka, albo człowiek z mózgiem komputera. Na jedno wychodzi. Po drugie, w książce autorstwa J.K. Rowling wyraźnie odczuwa się brak jakichś bardziej rozwiniętych zagadek, które ciągnęłyby się przez, przynajmniej kilka tomów sagi, iście ludzkich zachowań - żądzy, chęci rządzenia. To prawda: są jakieś tam i zagadki, obłudy, ale jest ich stanowczo za mało. Może z faktu, że książka jest przeznaczona bardziej dla dzieci niźli dla starszych. Tym bardziej utwór ten nie powinien zasługiwać na miano książki doskonałej, ponieważ książka takowa jest odpowiednia zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych - tak jak "Mały Książę". Takie lanie wody. Sam się sobie dziwię. Na ogół piszę zwięźle, bez rozwodzenia. A tu nagle ta megarecenzja. Nie zważajcie jednak - bardzo proszę - na to.
Harry doskonały na pewno nie jest. To jest pewne. Jest człowiekiem. Nie mówię tu o mugolach. Jest po prostu człowiekiem. W procesie ewolucji raczej się nie zmienił. Jego wyjątkowość polegała na bliźnie w kształcie pioruna i ambicji w zawodzie czarodzieja. Dlaczego więc - rok w rok, w szkole Hogwart, musi wydarzyć się coś nienormalnego? Tylko gdy Harry zaczął do niej uczęszczać od razu na szkołę zwaliła się masa nieszczęść. Dość nietypowo, bo cztery lata pod rząd i pięćdziesiąt parę lat od ostatniego, dziwnego i groźnego wydarzenia, jakim było otworzenie Komnaty Tajemnic. Cuś dziwne to. Może nie mam racji, ale w takim razie wychodzi na to, że Harry to chodzące nieszczęście. Takie tam lanie wody. Zaraz. Czyżbym użył już któryś raz z kolei synonimu od rozwodzić się? Chyba tak. Załamać się można. Bynajmniej ja się zaraz załamię. Jak Słowacki. Ratunku!!!
Podsumowywując: cykl "Harry Potter" nie jest, wbrew moim poprzednim domniemywaniom, książką złą. Jest nawet dobra. Tylko, że tak powiem, jednorazowego użytku. Uważam więc, że lepiej jest tę książkę wypożyczyć, bo gdy przeczytacie inne, ciekawsze książki, utwór ten zapadnie wam w niepamięć. Czyżby więc...? Tak. Właśnie! Polecam kolejny tytuł od początku istnienia Fantastyki. Tym razem jest nim książka autorstwa J.K. Rowling. Mam jedynie nadzieję, że, w przeciwieństwie do mnie, nie znudzi się wam od razu. Zapraszam więc do lektury. Na sam koniec rzeknę tylko: miłego czasu spędzonego przy tym utworze.



Peter