IX Festiwal Kabaretu Koszalin 2003 "Na kabarecie w hipermarkecie"

Witam serdecznie :-). Opiszę wam teraz pewien festiwal kabaretowy, który odbył się w Koszalinie 2 VIII 2003 roku i został wyemitowany na żywo przez TVP2. Jako że był to program na żywo, wiązały się z tym pewne ograniczenia czasowe, ale wszystko przebiegło bez zakłóceń (ale więcej o tym później). Postaram się dosyć dokładnie przedstawić przebieg imprezy. Oczywiście nie będę prezentował całych skeczy, bo byłoby to bez sensu (nie zapamiętałbym tyle tekstu ;-)) i chyba niezgodne z prawem. A poza tym dla tych, którzy nie oglądali streszczę bardzo ogólnie, o czym był skecz i dam malutki przykładzik możliwości każdego kabaretu. Nie będzie to najlepszy kawałek, ale to, co mi się spodobało. Nie odda to tego klimatu, ale będzie to zawsze coś.

Ponieważ gusta są różne, postaram się, by ocena była obiektywna. Sądzę, że nikogo nie obrażę swoimi słowami. Zresztą mogę Wam zdradzić, że poziom był wysoki, dlatego nie musicie mieć osiemnastu lat, by to czytać ;-). Nie będę przedłużać, bo nie potrafię robić wstępów tak jak chociażby P.B. Zatem do dzieła.

Godzina 20.00. Rozpoczyna się transmisja i moim oczom ukazuje się scena, która ma udawać hipermarket. Dekoracja była dobra, nie przeszkadzała artystom. Dobrym pomysłem było ustawienie różnych stoisk pod sceną, co na pewno nie utrudniało pracy występującym, a widzom nie pozwalało zapomnieć, jaki jest temat przewodni festiwalu. Ale to nie dekoracja decyduje o sukcesie programu, ale jego uczestnicy, dlatego już akapit niżej możecie o nich przeczytać.

Jak zwykle wszystko rozpoczęło się od piosenki, która była średnia. Tu objawia się obiektywizm tego felietonu\recenzji, ponieważ nie bardzo lubię piosenki kabaretowe (choć są wyjątki). Przeczekałem więc pieśń i dalej z dobrym nastrojem zacząłem uważniej przyglądać się ekranowi. A mój nastrój poprawił się, gdy zobaczyłem, kto jest prowadzącym (mimo że nie trudno było odgadnąć). A był nim oczywiście stary wyjadacz, najlepszy kamerdyner III Rzeczypospolitej - Piotr Bałtroczyk. Ale co to? Okazuje się, że towarzyszyć mu będzie jeszcze jedna osoba. Była to Hela (która wygrała konkurs sesemesowy) z kabaretu Koń Polski, co nie może dziwić, jeśliby wziąć pod uwagę to, że Koń był organizatorem festiwalu. Ale co do prowadzenia nie można było mieć zastrzeżeń, bo duet był śmieszny. Dlatego mała próbka:

Bałtroczyk: - Jaki ma pani program?
Hela: - Wcześniejsze emerytury... przed dwudziestym.

Pierwszy kabaret, jaki pojawił się na scenie to Ani Mru Mru. Tych dwóch panów ostatnimi czasy zdobyło ogromną popularność i nie ma się czemu dziwić. W Koszalinie potwierdzili swoją klasę skeczem o otwarciu hipermarketu. Jeden komentował wydarzenie, a drugi to pokazywał. Wszystko wypadło znakomicie dzięki znakomitemu sposobowi obrazowania wieści. Tego nie da się opisać, to trzeba było zobaczyć.
- To nie jest pierwsze otwarcie przez pana woźnego Mietka. Wcześniej otworzył uparty zamek błyskawiczny, parasol i 280 butelek wina Samuraj. Miał także otwarte złamanie kości.

Następnie wjazd zrobili Robert Rozmus i Piotr Gąsowski. Ten występ nie podobał mi się, a to ze względu na piosenkę o motocyklistach. Nie było tu kabaretu, ani hipermarketu, dlatego według mnie był to najgorszy występ tego wieczoru. Trochę lepiej wypadła następna piosenka, gdyż była to parodia "Kałasznikowa" Krawczyka i Bregovica.
Kabaret Szum wszedł na chwilę ze scenką o pracownikach hipermarketu. Ponieważ był to bardzo krótki występ nie mogę go dobrze ocenić.

- A Ty przebierz się za Shakirę i tańcz z każdym klientem.

Kolejny wykonawca to Krzysztof Daukszewicz razem z gitarą. Przedstawił on list do hrabiego, w którym zawarł wiele żartów i aluzji o polityce. Nieważne, że nie było tu marketu, ważne, że było śmiesznie. To musiało się podobać (jeśli ma się pojęcie o polityce, ofkorz ;-)). Potem zaśpiewał jeszcze piosenkę, która mi się spodobała i nie ma się czemu dziwić, bo to była piosenka satyryczna.

- Pytasz się mnie jak się żyje w wolnym kraju? Ja bym dodał: w coraz wolniejszym kraju.
- Co to jest Unia Europejska? Największa tajemnica III Rzeszy Niemieckiej. Dlaczego? Bo mówił o niej Wołoszański.

Teraz scena należała do Kabaretu Moralnego Niepokoju, który jest według mnie obecnie najlepszym kabaretem w Polsce. Tym razem również się nie zawiodłem, bo skecz był genialny. Jak zwykle kapitalna gra "aktorów", a do tego świetne stroje i przede wszystkim dialogi sprawiły, że uśmiech nie schodził z ust. A temat skeczu to rozmowa pijaka, jego żony i dżina z butelki po pewnym napoju ;-). Wyśmiane zostały różne promocje, zahaczono o politykę i inne tematy.

Pijak i dżin: - Jesteś duch? - Tak. - To jesteś z SLD. - Nie. Czemu? - A nie, to Dyduch. Pomyliło mi się... Żona pijaka i pijak: - Coś kręci ten dżin. - A nie mówiłem, że z SLD!

Po tej scence była jeszcze jedna "solówka". Opowiadanie o bogaczach i takich tam dorobkiewiczach :-). Też bardzo dobre.

- Jaki obraz? - Może koń? - Mam Kossaka. - To dawaj tego ssaka gadzie.

Po raz kolejny pojawił się Szum i znów była to bardzo krótka i mało śmieszna scenka. Była to kłótnia dwóch kobiet pracujących w hipermarkecie. Przeszło bez echa...

Nadszedł czas na kabaret Rak. Po raz kolejny w ich występie podobała mi się najbardziej śląska gwara. To co pokazali było średnie (rozmowa malarzy i ich szefa). I znów ta piosenka :-(. Ale dosyć fajny był show najmłodszego z grupy.

Pozostaliśmy w śląskich klimatach, bo wystąpiła Joanna Bartel. Jej rozmowa z Helą nie była najgorsza, ale widziałem lepsze. Ogólnie byłoby dobrze, gdyby nie cieniutka piosenka.

- Jaką masz miseczkę? Od A do E. - Chyba E, bo Marian jak mnie widzi to mówi "eee".

Na scenę powrócili Ani Mru Mru ze skeczem o chińskiej restauracji w hipermarkecie. Mimo że z tym skeczem wygrali program "Dla mnie bomba", to znów było śmiesznie, a nawet bardzo śmiesznie. Po raz kolejny dużo zależało od mimiki twarzy jednego z nich. Co można powiedzieć? Brawo, brawo, brawo!

Nie ma przytoczonego tekstu, bo tego się nie da zrobić tak, byście to zrozumieli ;-).

W końcu pojawił się kabaret-organizator tego festiwalu, czyli Koń Polski. Jeśli oglądaliście kiedyś program "Marian i Hela" to już wiecie, czego można było się spodziewać. Bardzo śmieszne to nie było, ale można było spokojnie obejrzeć i uśmiechnąć się w pewnych momentach.

Hela rozmawiająca przez komórkę: - Widzisz mnie w telewizji? - I jak wyglądam? - Jak z koziej co? - Ty se lepiej nogi umyj! - I Ty mnie też!

Ciąg dalszy tego kabaretu to piosenka. Czy mówiłem, że nie bardzo je lubię? Jednak tym razem było inaczej, bo wystąpił "mężczyzna z włosami". Parodia pewnego "artysty" z pewnego "zespołu". Było zabawnie, zwłaszcza gdy burakowłosy wspinał się na różne konstrukcje.

Teraz nastąpiło wykonanie piosenki przez wszystkich wykonawców i pożegnaliśmy się z emisją na żywo (na szczęście nie przerwano kabaretowi podczas skeczu). Trzeba było przeczekać Panoramę i już byliśmy z powrotem. Powrót był udany, bo oto przed nami zespół OT.TO. Cały występ spodobał mi się, nie ma co kryć. Na początku rozgrzewka - nawet niezła. Później koncert życzeń, czyli zlepek piosenek, też (o dziwo) był nawet, nawet. Bardzo zgrabnie wyszła "Szła dzieweczka" zaśpiewana po niemiecku i angielsku.

Ponieważ trudno coś przytoczyć, powiem, że wychwyciłem słowa "Nie filozuj" rozsławione przez pewną nauczycielkę w mojej szkole :-).

I jeszcze raz Koń Polski w rozmowie o marketingu. Mogę tylko powiedzieć, że było dobrze, bo jakoś nic nie zapamiętałem więcej.

Kuzyni natomiast nawiązali do tematu głównego i przedstawili skecz o hipermarkecie kieszonkowym. Choć niczym szczególny się nie wyróżnili to mogło się podobać. Zastanawiam się tylko, skąd znam ten głos jednego kuzyna.

- Klient nasz szpan.
- Kamer jest tu tylko dziewięćdziesiąt dziewięć... przecinek dziewięćdziesiąt dziewięć.

Kolejna dobra piosenka! (ale ja naprawdę nie lubię piosenek w kabarecie) Tym razem w wykonaniu Koniczynek. Tematem były produkty babuni, co ma związek z reklamą i może dlatego było takie dobre.

- A wszystkim babuniom się zbiera chole...sterol.

Powoli zbliżamy się do końca, a na scenie kabaret Klika. Na początku takie sobie, ale później coraz lepiej, acz nie doszło do doskonałości. Temat to w głównej mierze polityka, dlatego niektóre aluzje były zabawne. (Najlepsza była zamiana kabaretów, czyli zmiana mikrofonów, ale opis tego zająłby za dużo miejsca ;-)).

- Dziewczyna dostała mieszkanie. Wchodzi do pokoju, a tam kuchnia. Wchodzi do łazienki, a tam kuchnia. Wchodzi do kuchni, a tam kuchnia. W środku nocy dzwoni do niej prezes spółdzielni i mówi: Przepraszam, że nie|pokoje".

Zanim na scenę wszedł kolejny (i ostatni zarazem) artysta, dokonano zapowiedzi, brzmiącej mniej więcej tak: "Zaprezentował się on z wielu stron, a jedną nawet błysnął". O kim mowa? Wszystko się wyjaśniło, gdy wyszedł Skiba Krzysztof. Spodobało mi się jego przedstawienie i życiorys. Fajna była ta gra słów, z której słynie Skiba. Po prostu pokazał, na co go stać. Na zakończenie zaśpiewał swój utwór "Każdy coś ma", który też jest dobry (podobnie jak te blondyny ;-P).

"Sportowcy mają chody, a zwłaszcza chodziarze. Chcesz mieć życie pokopane to zostań piłkarzem."

Na tym zakończyło się (jeśli nie liczyć afrykańskiej piosenki Konia Polskiego i pożegnania przez prowadzących) to spotkanie kabaretowe. Warto było poświęcić ten wieczór dla pośmiania się z otaczającej nas rzeczywistości. Festiwal miał wiele plusów: emisja na żywo (a przynajmniej pierwsza część), dzięki czemu można było obejrzeć całość bez żadnych cięć i to bez czekania przez kilka tygodni, ciekawa dekoracja, świetny prowadzący i oczywiście dosyć wysoki poziom kabaretów. Były także plusy ujemne ;-). Artyści prawie w ogóle nie podejmowali tematu jakim był hipermarket, ale może to i lepiej. Poza tym realizatorzy pokazywali w niektórych momentach widownię miast tego, co się dzieje na scenie. Trochę to denerwowało, głównie gdy występowali Ani Mru Mru, gdzie ważna była obserwacja zachowań chłopaków. Jednak każdy powinien być zadowolony z tego festiwalu i oby częściej można było takie widowiska oglądać w telewizji.

Z poważaniem,
Rafałek
xfiles1@go2.pl

PS. Chyba się starzeję, bo w tym tekście ani razu nie wspomniałem o cudownym Roberto Carlosie, jak i równie wspaniałym Andre Agassim ;-).
PS2. Ja wiedziałem, że tak będzie.
PS3. Pozdrawiam iyo, Adamsa, Maćka i grzywacza, bo znają się na kabarecie (chyba o tym wiecie).
PS4. I Want To Break Free.