Kabaretowa Liga Dwójki: "Dla mnie bomba!" (3)
Rozpocząłem właśnie streszczanie i recenzowanie programu emitowanego przez TVP2 w niedziele około godziny 20.00. Tak się złożyło, że pierwszych dwóch odcinków nie zdołałem dokładnie obejrzeć, ale od trzeciego powinno być coraz lepiej. Postaram się także pokrótce opisać zasady tego programu. Nie przedłużając, zapraszam do czytania relacji właściwej.
Po wstępie i piosence do mikrofonu dopuszczają prowadzącego. Kto zgadnie, kto nim jest? Nie mylicie się. To Piotr Bałtroczyk, co wychodzi programowi na dobre. W każdym odcinku pojawiają się również goście w ilości trzech. W tym konkretnym przypadku byli to: Henryk Sawka, Andrzej Poniedzielski i pan Stanisław, którego nazwiska niestety nie zapamiętałem :-(. I co robi ta przemiła grupka ludzi? Ano dzieli się z nami swoimi (bo niby czyimi) spostrzeżeniami na temat każdego kabaretu. Niektóre wypowiedzi ekspertów powalają na kolana (o czym możecie się przekonać jeszcze w tym tekście).
Tak więc prowadzący przedstawia drużyny walczące o wielką sławę i wspaniałe nagrody ;-). Każda ma przyporządkowany kolor, który zostanie wykorzystany przeciwko niej na końcu programu. Po tym całym zamieszaniu czas na pierwszy kabaret.
A w trzecim odcinku był nim kabaret Rak, czyli faceci ze Śląska. Pierwsza scenka to tequila, którą pili Ślązacy przebrani w meksykańskie stroje. Dziwi mnie trochę, że w tym nie było nic śmiesznego. Może nieco zabawne było poruszanie się po scenie, ale ogólnie - słabiutko. Nie mogło więc być gorzej w następnym przedstawieniu, w którym brali udział Krzysztof Respondek i Bercik. Jak zwykle było nabijanie się ze wzrostu tego drugiego i było to nawet fajne. Po chwili jednak na scenie pozostał tylko najmłodszy z grupy. Niestety piosenka z udziałem trzech kobiet z publiczności to zły pomysł (dla mnie oczywiście). Piosenki to przeróbki innych "hitów", śpiewane do kobiet. Były w tym występie plusy, a mianowicie interakcja z widownią i wypowiedzi Respondka w przerwach między śpiewaniem. To było naprawdę niezłe, podobnie jak ostatnie wyznanie "Jestem gej". Dla mnie występ był nierówny, ale ogólnie - dość przyjemnie. A co na to jurorzy? Zachwyceni też nie byli, ale nie narzekali za bardzo. Jednak sam komentarz w wykonaniu pana Andrzeja Poniedzielskiego był świetny (np. trzech tekilerów).
Drugi kabaret to Szum, w którego skład wchodzą same panie. W związku z tym pierwszy skecz nie mógłby być odegrany przez inny kabaret, bo temat scenki to "damy na ulicy". Jest to rozmowa trzech kobiet, pracujących w najstarszym zawodzie świata. Mogło się spodobać dzięki fajnej grze słów (np. komu, komu, bo idę do domu). W drugim skeczu występują dwie pielęgniarki i, jak można było się domyślić, ten zawód został wyśmiany, choć i całej służbie zdrowia się dostało. Całość - równie dobra jak poprzednie wystąpienie. W trzecim skeczu pojawiła się tylko jedna osoba. Była to katechetka, która przyszła do dzieci w szkole w ramach zastępstwa. Niestety tematem lekcji było zakładanie rodziny, co trochę wstydziło "nauczycielkę", która widziała "to" tylko raz w parku. Mnie jednak to zawstydzenie nie rozśmieszyło, dlatego lepiej było to oglądać z zamkniętymi oczami :-). A puenta też taka przewidywalna. Dlatego skecz był najsłabszy, lecz nie tragiczny. Najbardziej spodobało mi się to, co się działo po zejściu Szumu, czyli komentarz profesjonalistów. To było po prostu genialne i na dodatek wymyślone na poczekaniu! Wspaniałe riposty sprawiały, że warto było to zobaczyć i usłyszeć. Pierwsze skrzypce w cudownym dialogu grał pan Poniedzielski, który potrafi wymyślić wszystko w ułamek sekundy. I niech mi ktoś powie, że Bałtroczyk nie jest dowcipny...
Na scenie jednak wielki powrót kabaretu Mumio. Pierwszy skecz to historia pana Eugeniusza. Starszy mężczyzna grał na fortepianie i opowiadał historię w "inny" sposób niż robił to drugi mężczyzna. Ten zachowywał się na scenie niczym człowiek guma :-). Cóż, tego nie da się dobrze opisać, to trzeba było zobaczyć. Podobnie ma się sprawa z następnym skeczem, w którym występował tylko jeden osobnik (ten starszy). Wykorzystał on niesamowite warunki głosowe, dzięki czemu co chwila słyszeliśmy inny (zabawny) głos. Dzięki balansowaniu głosem i zabawnej historii skecz był bardzo udany. (A podobno kiedyś Mumio było jeszcze śmieszniejsze, szkoda, że tego nie widziałem :-( ) Komentarz był chwalący, ale już bez takiego polotu jak wcześniej. Ważne jednak, że się podobało.
Czas na werdykt publiczności. Każdy widz na sali miał trzy kartki, każda w innym kolorze, co znacznie ułatwiło pokazanie, na który kabaret się głosuje ;-). Aby jednak biedny prowadzący się nie przemęczał za bardzo przy zliczaniu, użyto do tego trzech kobiet. Tym razem nie były one potrzebne, bo znacząca większość podniosła kartki koloru czerwonego, co oznaczało (zasłużone) zwycięstwo kabaretu Mumio. Wszystkie kabarety wyszły na scenę i zostały wręczone nagrody, w postaci bomby dla zwycięzców i bombeczek dla pozostałych (ale nie przegranych). Natomiast wygrani bardzo stylowo zachowali się przy odbiorze bomby, co świadczy o ich umiejętnościach. Teraz dopiero nagroda główna, czyli jeszcze jeden skecz. Mimo prośbyjurorów o czwarty, Mumio wybrało skecz piąty. I bardzo dobrze, bo był on i dobry, i śmieszny, i z klasą.
Podsumowanie krótkie, czyli dlaczego trzeci odcinek był bardzo udany. Najważniejszy powód to zadowalający poziom skeczy, ale dodać do tego należy osobę Piotra Bałtroczyka ze strasznie śmiesznymi tekstami, jak również gości znakomitych, którzy pokazali klasę! I na dodatek zwycięstwo odniósł mój faworyt :-).
Rafałek
xfiles1@go2.pl
PS. Skąd ten Bałtroczyk bierze tyle śmiesznych tekstów? Chyba jest kosmitą :-).
PS2. To ja też powiem wam coś zabawnego. Pewna osoba twierdzi, że najlepszą drużyną piłkarską jest Manchester United, a najlepszym tenisistą Hewitt, czy inny Kuerten. Bardzo śmieszne, nie sądzicie?
PS3. By wyeliminować wszelkie niedomówienia: najlepszy team to Real Madryt (z Roberto Carlosem), a tenisista to Andre Agassi!
PS4. Let Me Entertain You.