Kabaretowa Liga Dwójki - kontra

Właściwie tytuł tekstu wszystko wyjaśnia. Postanowiłem polemizować z backsiderem, ponieważ, moim zdaniem, zbyt ostro wypowiedział się na temat najnowszego programu kabaretowego TVP2.

Już na wstępie zaznaczam, że jestem fanem polskiej sceny kabaretowej, na której w ciągu ostatnich kilku lat pojawiło się wielu interesujących artystów i zespołów artystycznych. Postacie takie jak Grzegorz Halama czy Maciek Stuhr powoli wypierają ze sceny starsze, zasłużone pokolenie. Zmienia się jednak nie tylko wiek kabareciarzy - po prostu już nie śmiejemy się z tego, co bawiło nas kilkanaście lat temu. Młodsze pokolenie idealnie dostosowuje się do wymagań publiczności, która nie oczekuje już opowiadanego językiem ezopowym dowcipu politycznego. Teraz od artysty wymaga się przede wszystkim naturalności, spontaniczności, radości na scenie i pomysłów, a tego nie brakuje młodym adeptom sztuki kabaretowej.

Tyle tytułem wstępu. Prawda, że porywający? Ok, przejdźmy do meritum: za chwilkę przedstawię swój punkt widzenia i skonfrontuję go z opiną backsidera. Fragmenty wypowiedzi autora recenzji przytaczam pogrubionym drukiem.

Program ów jest po prostu słaby. Nie podoba mi się to, że nie ma praktycznie żadnej selekcji kabaretów biorących udział w programie.

Przepraszam, ale jak miałaby wyglądać taka selekcja? Casting jak do "Idola"? Przesłuchania? Po prostu autorzy programu zapraszają do jego nagrania najciekawsze kabarety z PaKi, czy innych przeglądów, a to też forma selekcji! A czasu antenowego nie ma niestety (a może na szczęście) tyle, by zapraszać wszystkich jak leci. A że nie wszystko się Tobie podoba - no cóż, de gustibus non disputantum. Ja też czasem umieram z nudów, podczas gdy moi znajomi umierają ze śmiechu :). A na serio: producenci często stawiają na oryginalność, gdyż liczą właśnie na to, że to, za czym oni nie przepadają, spodoba się telewidzom. Tak tłumaczyłbym obecność np. Kuzynów (dla nieuświadomionych: cyrk w formie kabaretowej), którzy nie trafiają w moje gusta.

No dobrze, powiecie: po co robić jakąś selekcję, skoro każdy ma inny gust i śmieszy go co innego? No to ja odpowiadam: żeby nie było sytuacji, kiedy podczas odcinka masa oglądaczy po prostu się nudzi. I nie chodzi tu tylko o "popisy" kabareciarzy. Ogromnie nudzą (poza niezwykle nielicznymi wyjątkami) jurorzy. Nie wiem, kto to wymyślił (a bym go z chęcią dorwał), żeby w każdym odcinku był inny zestaw sędziów. I w dodatku sędziowie ci nigdy (!) jeszcze, dopóki miałem "zaszczyt" oglądać program nie skrytykowali żadnego kabaretu.

Chyba pomyliłeś programy. To nie jest audycja oparta na rywalizacji! Po prostu autorzy obrali taką formę - współzawodniczenia trzech kabaretów w jednym odcinku. Zważ, że prowadzący na każdym kroku podkreśla, że nie chodzi tu o to, kto wygra. Grupy występujące na scenie mają za zadanie rozbawić publiczność, podkoniec widowiska wybierającą metodą głosowania kabaret, który będzie mógł tego dnia zabisować. A wybór odbywa się w prosty sposób - podnoszenie kolorowych kartek. To także traktuję jako zaletę - nie ma żadnego durnego głosowania sms-ami po 9 zł + vat ;)

Nie zgadzam się też, że występy są nudne. Ze swojej strony pamiętam tylko jeden niezbyt ciekawy odcinek (wygrany przez Mumio). W pozostałych zawsze znalazła się grupa, która przykuła moją uwagę i rozśmieszyła do łez. Przykłady? Kabaret Moralnego Niepokoju, Ani Mru Mru, Formacja Chatelet, Afera... długo by wymieniać. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jurorzy też są częścią widowiska, stanowią jakby czwarty, bonusowy kabaret. To nie są ludzie z ''Idola'', którzy muszą wytypować najlepszego. W ''Kabaretowej Lidze Dwójki'' nie ma nagród typu: nagranie audycji kabaretowej dla TVP. Zadaniem jury nie jest ocenianie, ale bawienie publiki (tak jak trzech uczestników Kabaretowej Ligi Dwójki). Poza tym w skład komisji wchodzą znani i zasłużeni satyrycy (tacy, o jakich napomknąłem we wstępie): np. Stefan Friedmann (znany z klasycznego wręcz dialogu z docentem), Andrzej Poniedzielski, Stanisław Szelc (lider Elity). Kreowani są jako ludzie doświadczeni w rozbawianiu publiczności, tacy, którzy szczyptę swojej wiedzy przekazują młodszym kolegom. Ciężko mi zrozumieć, dlaczego nie podobają Ci się ich komentarze, zwłaszcza że panowie wypowiadają się w bardzo charakerystyczny i nader zabawny sposób.

Rozumiem, program jest zrobiony tak, aby widz mógł się trochę rozerwać po ciężkim dniu pracy, ale sama nazwa (przynajmniej dla mnie) wskazuje na coś innego. Liga to współzawodnictwo, więc logiczne jest, że ktoś wygra, ktoś przegra i takie tam. Ale pytam się: czemu każdy, bez względu na poziom, jakie zaprezentował, otrzymuje nagrody?

Bo w kabarecie chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę. Rywalizacja psuje sielankowy nastrój kabaretu. Zauważ, że nawet najbardziej znany przegląd kabaretów - PaKA - jest rozgrywany raczej w formie happeningu niż zawodów, np. każda PaKA jest jubileuszowa. Świat kabaretu odcina się od świata show-biznesu (muzyka, film). Dziwi mnie, że nie doceniasz tej zalety.

Program stara się ratować swoimi zabawnymi komentarzami Piotr Bałtroczyk, ale nie zmazuje to ogólnego wrażenia. Szkoda, naprawdę szkoda mi czasu na oglądanie tego programu, ponieważ wielkie gwiazdy polskiego kabaretu mogę też zobaczyć gdzie indziej i to w o wiele lepszej i ciekawszej oprawie.

Bałtroczyk jest moim ulubionym konferansjerem, więc łatwo się domyślić, że w tym punkcie się z Tobą zgadzam. Inaczej rzecz ma się z następnymi zdaniami podsumowania. Ja lubię oglądać "Kabaretową Ligę Dwójki" i uważam, że mimo skromnej oprawy widowiska, jest ono warte polecenia z kilku powodów. Dzięki programowi możemy obejrzeć zarówno kabarety o ugruntowanej pozycji, jak i ''świeżą krew'' estrady. Na plus należy zaliczyć świetną atmosferę wprowadzaną przez Piotra Bałtroczyka i jurorów oraz to, co Tobie najbardziej doskwiera - brak rywalizacji. Zdaj sobie sprawę, że tytuł programu także należy traktować z przymrużeniem oka. Życzę dużo dobrego humoru i polecam czytelnikom opisywany w tym artykule cykl. Dla mnie bomba!

z backsiderem
backsider@o2.pl

polemizował SZkodek
szk@pf.pl