Anderlecht Bruksela - Wisła Kraków

Ostatnim Polskim zespołem, jaki zagrał w Lidze Mistrzów, był łódzki Widzew dobry kawał temu - coś koło 1997 roku (jeśli dobrze pamiętam). Od tamtego czasu polska piłka klubowa nie odnosiła praktycznie żadnych sukcesów. Wszystko jednak uległo zmianie, gdy Wisła Kraków zaczęła odnosić sukcesy w Pucharze UEFA w zeszłym sezonie. Wygrane mecze z Parmą, Schalke i równorzędna gra z Lazio kończąca występy Wisły na szczeblu 1/8 Pucharu UEFA podsyciły apetyty wszystkich polskich kibiców. Każdy czekał na tegoroczne eliminacje do Ligi Mistrzów. Po losowaniu nastąpiła istna euforia - lepiej nie mogliśmy trafić! Po tym, jak Krakowianie przeszli Omozję, każdy widział ich w elitarnej Lidze Mistrzów. Wisła jednak przed meczem z Anderlechtem i całymi eliminacjami zamiast rosnąć w siłę coraz bardziej się osłabiała. Odpadli niezastąpieni dla Żurawskiego skrzydłowi - Kosowski (wypożyczony) i Uche (zawieszony), sprzedany został Kuźba, nastąpiła plaga kontuzji i w ostatnim meczu z Nikozją czerwoną kartkę dostał Stolarczyk. I tak Wisła w cholernie osłabionym składzie przystąpiła do pierwszego meczu 3 rundy eliminacji do Champions League z Anderlechtem.

W pierwszej połowie Wiślacy grali słabo. Już w dwunastej minucie stracili pierwszą bramkę, której strzelcem był Jestrovic. Następną bramkę naszym strzelił w 39 minucie Lovre. Więcej bramek w pierwszej połowie piłkarze Anderlechtu nam nie strzelili, m.in. ze względu na dobrą grę bramkarza Wisły - Piekutowskiego. Mimo słabej gry Polaków wiedziałem, że po przerwie musi się cos zmienić! Przecież trener Kasperczak nie mógł tak tego zostawić... I dużo się nie pomyliłem. Już od początku drugiej połowy Wiślacy zaatakowali i zaczęli lepiej grać w środku pola. Czułem, że bramka wisi w powietrzu. I przewidziałem - 58 minuta, strzał Aruny i przegrywaliśmy 3:0. A miało być tak pięknie :(. Krakowianie jednak się nie poddali. Zaryzykuję stwierdzenie, że w ostatnich 20 minutach grali najlepiej w całym meczu. W 76 minucie Dubicki został sfaulowany w polu karnym i najlepszy strzelec Wisły - Żurawski pewnie wykonał "jedenastkę" 3:1. Takim wynikiem zakończył się mecz, choć mógł wyższym, ponieważ w doliczonym czasie piłkarze Anderlechtu - a dokładnie Aruna - mieli 200% sytuację. Na nasze szczęście jednak piłkarz ją zmarnował, bo w zasadzie byłoby już po dwumeczu, a tak ciągle pozostaje nadzieja - wynik 2:0 dla Wisły w Krakowie jest w zasadzie realny do osiągnięcia. Pozostaje czekać!

A teraz o samej transmisji. Gośćmi studia w Warszawie byli trener Adam Nawałka i Stefan Szczepłek z "Rzeczpospolitej", prowadzącym natomiast Jacek Kurowski. Co do Adama Nawałki nie mam zastrzeżeń, ponieważ miło się słucha komentarza kogoś znającego się na piłce nożnej. Wiele zastrzeżeń mam natomiast to szanownego pana dziennikarza "Rzeczpospolitej", który to swoimi wypowiedziami bardzo mnie irytował. Szczególnie jego przedmeczowe wypowiedzi na temat piłkarzy Wisły. Podniecał się chłopak osłabieniami Wisły i pewnym "osłabieniem" w bramce w osobie Angelo Huguesa, jak stwierdził, dużo lepszego od Piekutowskiego. Szkoda, że dzisiaj AH nie grał, może Wisła przegrałaby 8:1 :). Poza tym w studiu przedmeczowym mogliśmy zobaczyć reportaże autorstwa Marcina Feddeka na temat występów Wisły, a dokładniej goli Żurawskiego, w pucharze UEFA i jeszcze kilka innych. Na pewno było to lepsze od komentarzy pana Szczepłka (i jego porównań Wisły do Realu :P). W przerwie meczu w studiu mogliśmy usłyszeć dalsze ciekawe wnioski pana Szczepłka (np. słaba gra Krakowian w obronie, no, sorry, ale to każdy głupi zauważył, zwykły telewidz chciałby wiedzieć np. dlaczego). Dobra, więcej już nie wytykam niekompetencji temu miłemu panu, wytknąć natomiast muszę błąd prowadzącemu studio Jackowi Kurowskiemu, który po meczu powiedział: "Górą Belgowie - trzy:dwa". Może i w natłoku wrażeń mógł się pomylić, ale czemu nikt z gości go nie poprawił??? A gdyby ktoś wtedy włączył telewizor...

Komentatorem meczu był Janusz Basałaj, a pomagał mu Marcin Żewłakow. W połączeniu stanowili niezłą parę. Basałaj czasem popełniał głupie błędy, a Marcin go prostował. Było śmiesznie, oto kilka przykładów:
1) Akcja w polu karnym - piłkarz Anderlechtu coś pokazuje rękami.
Basałaj: Pokazuje, że czekał na podanie.
Żewłakow: Raczej pokazywał, że był faulowany.
2) Aruna kolejny raz strzela "panu Bogu w okno".
Basałaj: Na całe szczęście Aruna nie myśli.
Żewłakow: Myśleć chyba jeszcze myśli, tylko nie strzela.
Poza tym Marcin często komentował jako piłkarz takim śmiesznym slangiem np.:
1) Sytuacja, jak zderzył się piłkarz Wisły i Anderlechtu.
Żewłakow: Wypadek przy pracy - jeden drugiemu nadepnął na nogę.
2) Jestrovic po samotnym rajdzie na bramkę Piekutowskiego.
Żewłakow: Taki pies na bramki
Może Wam nie wydaje się to śmieszne, ale jak się tego słuchało w czasie meczu to był naprawdę fajnie :). Podsumowując, sam Basałaj to pewnie by była klapa, a tak w połączeniu z Marcinem komentarz był całkiem udany!

Transmisję meczu przygotowywał Canal +, pewnie belgijski. Do pracy kamerzystów nie można więc mieć zastrzeżeń, w pewnej chwili były tylko zakłócenia z dźwiękiem (17-19 minuta), ale to już pewnie wina łączy. To, że C+ był autorem transmisji mogliśmy zobaczyć w pierwszych minutach meczu nad ekranowym zegarkiem, potem TVP2 ocenzurowała ten napis i wszyscy mogliśmy myśleć, że w naszej publicznej pracują profesjonaliści :))))))))))). Profesjonalizm naszych się jednak kończył w momencie, gdy zegarek znikał i zostawała sama cenzura :P. Co jak co, ale uważam to za chamstwo! Jeżeli Taw się zgodziła, to poniżej jest zmontowana przeze mnie fotka z tym brzydkim procederem :). {Zgodziła się, zgodziła :)).}



Z przed monitora pisał dla państwa GDF - oddaję głos do studia w Popowie Kościelnym. {A jakby coś nie działało, to wina łączy - nasze tam-tamy czasami nie kontaktują ;).}

GDF
gdf@op.pl
GG:4129984