WOJNY NAM TRZA!
Łażę sobie w owym dniu o dacie znamiennej po Rzeszowie i myślę. Niesą to
za pogodne myśli, bo to co dookoła, optymistycznie raczej nie nastraja. Oprócz
łażenia i myślenia jeszcze sobie patrzę dookoła. I widzę masę ludzi. Masę
Polaków. Masę przedstawicieli narodu upadłych górników, niezadowolonych
pielęgniarek, małorolnych chłopów, małosolnych ogórków, opasłych złodziei
i typów spod ciemnej Wiejskiej. Każdy na każdego wilkiem patrzy. Jeden
drugiego by zjadł, ogryzł tłuszcz i żyły, wyssał szpik, zżuł masę kostną.
Bo Polska to jeszcze kraj zawiści, zazdrości, żalu. Szczególnie do tych co
mają więcej, bo na pewno ukradli. Wszyscy kradną, co do jednego. Wszyscy działają
na szkodę Prawdziwych Polaków. Tak przecież w radio mówili.
Kapitalizm, gdy był daleko, był dobry. Był ustrojeniem wolności. Był rajem
na ziemi. Był mlekiem i miodem cieknący. Opowiadali nam o nim dziadkowie i
repatrianci ze Stanów, którzy mieli historyczną szansę uszczknąć deko
Wujaszkowi Samowi, pracując na czarno przez sezon albo dwa. Kapitalizmu wszyscy
chcieliśmy. Pod rękę kapitalizm szedł z demokracją, dobrą, czystą, piękną,
nieskalaną. Zaszli wreszcie do nas, roku pamiętnego. Po dziewięciu latach od
dnia, w którym wysłaliśmy po nich statek ze Stoczni Gdańskiej. Wspaniała
para przypłynęła aby żyć u nas długo i szczęśliwie
I co sie, panie, z tego małżeństwa zrobiło! A on ją tak kochał! Tak ją hołubił!
To zły facet jest, panie! Bezduszny! Chłodno kalkuluje! Biednym nie da,
bogatym sprzyja! Sodoma i Gomora Panie! Taką kasą obraca a o prostych ludziach
nie pamięta. I krzywda się nam dzieje. A ta jego kobita, ta demokracyja? Ona
też nie bez winy! Skurwiła się panie!Brudna, po knajpach, burdelach się
szlaja, nie wiadomo skąd pieniądze bierze, każdy teraz na nią pluje i ją
obsobacza! Za grosz szacunku do niej nie mają, tak jak i ona do siebie i do mężulka
nie ma! A nam, prostym dziatkom to tylko zewsząd krzywda, chlip!
A nie pomyślała pani że można by kapitalizm i demokrację jakoś obłaskawić?
A wy na dobry początek chcieliście zaledwie drugiej Japonii, a potem to juz
tylko żeby z roku na rok było lepiej. Do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. Do
tych dwojga też. Trzeba przy okazji niesamowicie dużo siły charakteru i
cierpliwości. I żmudnej pracy. Bo kapitalizm i demokracja swoimi ścieżkami
chadzają. I nie bedą się dobrze czuć widząc, że z roku na rok ludzie tylko
więcej od nich chcą, a nic w zamian nie dadzą. Gdybyśmy, proszę ja pani,
przyjęli ich jako dzieci, to nauczylibyśmy ich wszystkiego. I o nich też dużo
byśmy się dowie-dzieli. A tak - chcieliśmy ich uszczęśliwić na siłę i to
nam bokiem wychodzi. Bo się zbuntowali i rozbisurmanili. To takie typy, że
muszą przynajmniej trochę po swojemu. A że Polak gościnny to do pewnego
momentu pozwalał. Nie wiedział jak podejść do tej dziwnej pary z Zachodu.
Najwyższy już czas się dowiedzieć.
Nie ma jedności w narodzie, oj nie ma. Każdy ciągnie w swoją stronę, każdy
chciałby więcej i więcej. A kiedyś potrafiliśmy stanąć jak jeden mąż w
obliczu zagrożenia. Wtedy, gdy była wojna, rozbiory czy powstanie. Taki już
nasz narodowy charakter. Gdy jest naprawdę źle, potrafimy swoich pożytków
zapomnieć. Ale tylko wtedy. Ciekawe, czy gdyby dziś wybuchła wojna,
zobaczylibyśmy rolnika oddającego groszową składkę na potrzeby wojska,
SLD-owca podającego UPR-owcowi łopatę do kopania barykady, młodzieńca w
czarnej kurtce i glanach pomagającego staruszce przebiec od kościoła do
schronu przeciwlotniczego, warszawiaka dzielącego okop z krakusem, Gościa w płaszczu
za bajońską sumę stawiającego obiad biedakowi któremu zburzyło kamienicę?
Coś mi się widzi że tak. Zawsze uwielbialiśmy być Mesjaszami świata,
opowiadać o tym, ronić tradycyjną łzę, dobrze się czuć jako ciemiężeni.
Wtedy czuliśmy swoją wartość. A dziś niestety trzeba inaczej. Naprawdę
tylko w czasie wojny potrafimy mówić jednym głosem? Zróbmy wreszcie coś
razem, jeszcze raz ponad podziałami, ku ogólnemu pożytkowi.
Bo inaczej, to drugą Japonię będziemy mieć wtedy, jak się Putinowi po
pijaku palec na guziku omsknie.
Donald nieco wkurzony advocat@interia.pl
1-09-2003
PS1. Cytat o masie kostnej jest z Sienkiewicza