|
|
Woodstock
|
Biedni ludzie już od wielu lat bezustannie bombardowani są wszelakimi opiniami na temat Owsiaka, Wielkiej Orkiestry i Woodstocku. Opinie te dyktowane są głównie chęcią bądź niechęcią do całego tego owsiakowego kramu i nie da się ukryć, że (ze względu na swą skrajną stronniczość) z sensem mają niewiele wspólnego. Piszę więc by ukazać, myślę, prawdę o całym tym przedsięwzięciu, to znaczy o Przystanku.
Wśród społeczeństwa krążą dwa główne "nurty myślowe". Według pierwszego na Przystanek zjeżdżają kochający, wspaniali i pięknie bawiący się ludzie, według drugiego - bandy ćpunów i (w skrócie) niedoje**** brudasów. W rzeczywistości owszem, pośród wszystkich obecnych tam ludzi można spotkać również przedstawicieli tych dwóch skrajnych gatunków, ale to nie ma najmniejszego znaczenia - znaczenie ma za to stosunek do Owsiaka i jego "ideałów". Z jednej strony robi mu się piękną reklamę w publicznych mediach, z drugiej rżnie d*** bez litości w kościołach i mediach typu Radio Maryja. Kościół i powiązane z nim instytucje z jednej strony tworzą wizerunek Woodstockowicza - agresywnego, niebezpiecznego dla świata i niemyjącego się menela, który stał w kolejce po najtańsze wino kiedy rozdawali mózgi (wniosek po wysłuchaniu audycji na ten temat we wspomnianym radiu, nie moje wymysły), a z drugiej wysyła tam cały czas swoich ewangelizatorów i "werbuje" z powodzeniem nowych na miejscu, prowadząc z uczestnikami Przystanku bardzo mądre rozważania na tematy religijne (primo: taki głupi ten Woodstockowicz raczej więc nie jest, secundo: z całym szacunkiem dla innych subkultur, ale kto się trochę orientuje, ten jest równie pewien jak ja, iż cały ten jezusowy przybytek np. na podobnym zlocie hip-hopowym dnia by nie postał = nie taki Woodstockowicz straszny jak go malują :)).
W efekcie cały ten rozgardiasz powoduje, iż ludzie sami tak naprawdę nie wiedzą co myśleć o Przystanku, a ich opinie są w rzeczywistości fragmentami opinii tych dwóch głównych 'nurtów poglądowych' zlepionymi w chaotyczną i niespójną całość, na dodatek oprawionymi we własne przemyślenia. Opinie skrajnie niepochlebne mieszają się z rozpaczliwymi i moralizatorskimi, oraz przepełnionymi wyższością nad "bandą brudasów", nie wspominając już o gadaniu o satanizmie, deprawacji itd. ad infinitum. W efekcie ta, wydawałoby się, niepozorna impreza wprawia w kompleksy czołowe postacie z legend jeśli chodzi o liczbę mitów wokół nich narosłych. A jak to z mitami bywa, mimo iż są ciekawe, często z prawdą mają niewiele wspólnego.
Hm... dobrze więc, a jaki jest naprawdę ten Woodstock? Myślę, że opis "od wewnątrz" każdego zaciekawi, zwłaszcza jeśli nie będzie przesiąknięty reklamową propagandą (a nie będzie, choć dla niektórych będzie brzmiał jak reklama ;)), takim go więc stworzyłem, ogołacając jak się da wszelkie fakty z własnych komentarzy. Choć oczywiście nie zapomniałem też o odrobinie subiektywizmu, który gdzieś tam pod koniec się wedrze, ale będzie łatwo rozpoznawalny i chyba nawet największym głupkom nie powinien namącić w głowie :). No to start.
Przede wszystkim obficie leje się na nim alkohol, a miejscowe sklepy (szczególnie najbliższe spożywcze i 'Żabka' w razie większych zakupów :)) wyciągają tysiące procent normy. Ludzie są różni, choć jak na kilkaset tysięcy, to ogólnie spokojni i mili niczym owieczki po blancie, zaś małe przepychanki zdażają się niezmiernie rzadko. Alkohol może pić każdy (piwo na Woodstocku sprzedają za okazaniem dowodu, ale wódkę w mieście nie), jedynym ograniczeniem jest zakaz wnoszenia na teren Przystanku szklanych butelek etc. (najczęściej po zaobserwowaniu tego typu naczyń przez "Pokojowy Patrol" trzeba przelać zawartość - obojętnie, co by nią nie było - do czegoś plastykowego, a butelkę oddać). Po drogach nieustannie przewala się nieskończony tłum, w którym większość osób paraduje bez koszulek, a w pobliskich słonecznikach bez przerwy ktoś opróżnia pęcherz. Jest miło, tłoczno, duszno, procentowo, zabawnie - słowem, raj na ziemi ;).
Oprócz 'normalnych' ludzi po przystanku pałętają się głównie grupy "Pokojowego Patrolu", księża w sutannach i żebrżący menele, a od czasu do czasu przejedzie Wielki Pokojowy Wóz Hare Kriszna (nazwę sam wymyśliłem i jest to ironia ;)), z którego wszyscy drą się śpiewając mantrę. W nocy co chwilę ktoś zatrzymuje się wśród namiotów i drze "nie spać, zwiedzać!!!" (przynajmniej koło mnie tak było :D).
Aczkolwiek mimo tego wszystkiego przyjęła się zasada, że na noc (lub raczej "na czas snu", a to nie to samo) rzeczy chowa się na końcu namiotu, a śpi głową do wyjścia (bo łba nikt nie ukradnie ;)) - przezorny zawsze ubezpieczony. Jeśli ktoś lubi sobie zapalić coś konkretnego, nie będzie głodował, obojętnie co by Jurek nie gadał. Jeśli zaś mam się na samej jego osobie zatrzymać, to muszę przyznać, iż jest to człowiek z gatunku tych, którzy potrafią sloganami i agresywnymi, odpowiednio wymierzonymi formułkami porwać tępy tłum, jak np. Rydzyk. To, co on wykrzykuje ze sceny, nie pokrywa się z rzeczywistością aż tak bardzo, jak można by mniemać po obejrzeniu transmisji w tv.
Z pewnym smutkiem muszę stwierdzić, iż tak naprawdę jest to taki sam fanatyk jak jego przeciwnicy, tylko w inną stronę. Jedyne, co go w moich oczach wyróżnia, to właśnie organizjacja Przystanku i Wielkiej Orkiestry, która nie zajmuje się (w przeciwieństwie do innych Caritasów i proboszczów) zbieraniem na biedne dzieci w, za przeproszeniem, jakimś Zadupowie którego nie wiadomo nawet gdzie na mapie szukać (a potem biskup ma nowy samochód), a konkretną pomocą przejawiającą się w kupowaniu aparatury dla polskich szpitali (głównie służącym noworodkom i małym dzieciom). Pozostaje jeszcze kwestia, czy przypadkiem jego zachowanie na scenie nie jest wymogiem czysto komercyjno-prezentacyjnym, ale dajmy z tym sobie już spokój.
Pozostańmy zaś jeszcze chwilę przy owej hipokryzji. Być może nie wszystkich rażą takie sformułowania jak "Pokojowy Patrol", "Pokojowa Wioska Hare Kriszny", czy wszędobylskie slogany "miłość, pokój, blebleble", co nie zmienia faktu, iż jest to po prostu pic na wodę. Pacyfistów na Przystanku jest pewnie nawet nie dziesięć procent ogółu, więc te hasełka to moim zdaniem nic innego jak zupełnie niepotrzebne, tanie i bardzo rażące robienie ludzi w bambuko (tudzież wpasowywanie się pod publiczkę w schematy, vide "POKOJOWA wioska..."), które w dodatku jest koronnym argumentem przeciwników Woodstocku (bo też tej miłości za bardzo nie widać, zwłaszcza w niedzielę na peronie). A już szczególnie śmiesznie to wyglądało w tym roku, gdy grał Vader :).
Słowem, Woodstock to festiwal punkowo-rockowo-metalowy i też tacy ludzie się tam zjeżdżają. Ludzie, którzy przyjeżdżają, by posłuchać muzyki, dobrze się zabawić, schlać w trzy dywizje, uprawiać seks pod namiotem lub spalić jointa (naturalnie nie wszyscy jadą po to wszystko naraz, nie daliby rady ;)) - a czy jest to dobre, czy nie, każdy niech sobie sam już oceni. Ja ze swojej strony dodam tylko, że odrobina rozrywki nikomu jeszcze nie zaszkodziła, wręcz przeciwnie, a jeśli ktoś jest menelem, to brak Woodstocku czy jego coroczne organizowanie niczego nie zmieni.
Jeśli słucha się czegokolwiek od rocka i punka w kierunku cięższych brzmień, z pewnością warto tam trafić. Tak samo, jeśli lubi się dobrą zabawę i jest się tolerancyjnym i otwartym na innych. Nikt tam nikogo do niczego nie zmusza i to sprawia, że obok siebie bez przeszkód bawią się tak różni ludzie. Woodstock ma status imprezy kultowej i nań z pewnością zasługuje, z jego powodu dzieci okłamują rodziców a PKP uruchamia dodatkowe pociągi ;). Trzeba tylko pamiętać, iż żadne slogany nawołujące do miłości i innych takich dupereli nigdy nie miały pokrycia w rzeczywistości, obojętnie kto by ich nie wygłaszał, i umieć odrzucić cały ten niepotrzebny propagandowy chłam. Na Woodstock przyjeżdżają ludzie ogólnie tolerancyjni i mili, ale ludzie. I z pewnością wśród tych kilkuset tysięcy każdy znajdzie kogoś w sam raz dla siebie, jak i kogoś, na kogo widok nóż sam się w kieszeni otworzy ;).
Wooward
wooward@o2.pl
[np. Vivaldi: Cztery pory roku - Lato - Presto (Tempo Impetuoso D'estare) :P]
|
|
Mała prywata: Kasiu alias Ilio! Zgubiłem Twojego maila a kiedy dzwonię, nikt nie odbiera. Napisz więc do mnie, proszę! |
| I proszę zauważyć że zmieniłem maila, jeśli ktoś byłby zainteresowany... :)
|
|