MLECZNA KURTYNA
Mgła... tak gęsta, że nie widać schodów oddalonych ode mnie o kilka metrów. Nareszcie mogę bez żadnych wyrzutów sumienia tkwić zapatrzona we własny czubek nosa. Czuję na twarzy kropelki pary wodnej, która otacza mnie ze wszystkich stron. Zdejmuję buty i brnę na oślep po piasku. Co chwilę potykam się o jakiś pień lub kamień - moje małe przeciwności losu. Siadam gdzieś pośrodku niczego i wsłuchuję się w otoczenie.
Szum fal jest tak głośny, że po kilku minutach pobytu w tym niezwykłym miejscu, czuję się tak dziwnie, jakby całą moją głowę wypełniał ocean. Z początku mi to przeszkadzało, ale teraz zaczynam się już przyzwyczajać... a nawet więcej - uzależniać od tego błogiego braku ciszy. Czy nie ma tu nikogo poza mną? Zwariowane myśli przechadzają się korytarzami w moim mózgu... chcę je wyłapać i uwięzić na kartce w notatniku, ale papier jest już całkiem mokry od osiadających na nim kropel. Staram się więc wytężyć wzrok, by dosięgnąć nim czegoś ukrytego za mleczną kurtyną... na próżno. Jestem skazana na samotność ubraną w białą, przesiąkniętą wodą, mgielną szatę.
Po kilku kwadransach spędzonych
pośrodku niczego, postanawiam dalej wędrować w to jakże monotonne
"nic", składające się z zabłąkanej chmury, która pewnie
przypadkiem znalazła się na plaży. Po jakimś czasie spotykam kilku chłopców,
budujących z piasku coś na kształt zamku.
- Co to będzie?
- Gród.
- A ta największa budowla?
- To kościół.
Ozdobimy go jeszcze muszelkami.
- Czemu chcecie, by
był większy, niż pozostałe domy?
- Bo zamieszka w nim Bóg.
- A nie sądzicie, że wasz Bóg wolałby raczej mieszkać skromnie?
- Nie. On lubi przybytek. Nie byłaś nigdy w prawdziwym kościele?
- Zależy... co rozumiesz przez słowo "prawdziwy"?
- W prawdziwym
kościele są ławki, ołtarz, dużo obrazów, kolumny, rzeźby na
suficie...
- I chłód.
- Jaki chłód?
- Nieważne.
Budujcie dalej.
Gdzieś w oddali odezwała się mewa. Gdy za jakiś czas odwiedziłam miejsce, gdzie chłopcy zbudowali swój baśniowy gród, część budowli rozmyta była przez fale, w miejscu kościoła widoczny był jedynie ślad czyjejś stopy...
...a ludzie nadal brną we mgle. Na oślep szukają odpowiedzi na od wieków zadawane pytania. Brną we mgle, mimo iż rozwiana została już dawno, a na niebie świeci ciepłe słońce...
vene
PS. Tekst ten jest jedynie fikcją literacką - to na wypadek, gdyby ktoś chciał wysłać do mnie maila z pytaniem, czy sytuacja ta wydarzyła się naprawdę.