SZCZĘŚCIE?
Już od dawna poszukuję szczęścia. Zaglądam w każdy zakamarek siebie i
pytam: Gdzie jesteś? Bo tego, że siedzi gdzieś we mnie jestem pewna... Szczęście.
Czym jest? Czy to pojęcie da się zdefiniować?
Czasem doznaję objawienia, tak jak dzisiaj, bo dziś chyba czuję sie szczęśliwa...
Ten moment, ten dziwny stan chcę uwiecznić. Może kiedyś znów dostrzegę
szczęście w chwili takiej jak ta... Może.
Jeszcze kilka dni temu miałam ochotę zakończyć swoją egzystencję, dziś
czerpię życie z każdej przeżytej emocji. Co będzie jutro? Nie wiem, ale
cieszę się dniem dzisiejszym. Carpe diem... Czyż nie?
Kolejny dzień, właściwie taki sam jak wczorajszy i każdy z wcześniej przeżytych.
Jestem w domu ze starym Psem i chorą Babcią, która nie rusza się z łóżka.
Przed chwilą skończyłam obierać ziemniaki, słuchając ukochanego Kofty... Mój
kochany Piesio ma chory brzuszek, ugotowałam mu ryżowy kleik i teraz klęczę
przy nim żeby zachęcić go do jedzenia. On patrzy na mnie swoimi bursztynowymi
oczami, w których widzę zaufanie i bezinteresowną miłość. Głaszczę Go po
wielkim czarnym łbie i wiem, że On wszystko rozumie. Trzeba dać mu leki,
bardzo tego nie lubi, ale dzisiaj tylko spojrzał na mnie i połknąl kolorowe
pastylki. Teraz śpi. Opiera głowę o swoją poduchę i spokojnie, rytmicznie
oddycha. Nie będę Go głaskać, niech śpi...
Dom jest cichy, słychać tylko ptaki i samochody, ale ja ich nie słyszę,
rozkoszuję się wewnętrzynym spokojem jaki mnie ogarnia...
Otwieram okno, ogród żyje własnym życiem... Słońce wdziera się przez
grube “wiekowe” firany mojego lustrzanego pokoju... Wpatruję się w
olbrzymie lustro, zdejmuję okulary, przecieram oczy, widzę swoją zmęczoną
życiem twarz, oczy zapatrzone gdzieś daleko... Odgarniam włosy i uśmiecham
się do siebie... Tak. To jest szczęście... Okulary lądują z powrotem na
nosie... Idę do biblioteki, na biurku , jak zawsze, sterta książek. Z
namaszczeniem odkładam je na miejsce, czuję ich zapach i delikatne zgrubienia
w miejscach gdzie strony zapełnione są czcionką. Wokół na półkach czeka
mnóstwo książek, zbieranych przez lata, traktowanych z należytą im czcią.
Zbieram kurz z grzbietu moich ukochanych. Tak dawno przeżywałam ich historię...
Schodzę po drewnianych, skrzypiących schodach. Cichutko, żeby nie zakłócić
tej ciszy. Babcia śpi wtulona we własne sny i wspomnienia. Pies zawsze czujny
podniósł łeb i spojrzał z jakimś dziwnym bólem... Śpijcie kochani... Jak
dobrze, że Was mam....
Zaraz wróci Ktoś... Będą ją bolały plecy... Trzeba ugotować obiad...
Chociaż tyle mogę zrobić... Uśmiechnę się jeszcze i spojrzeniem powiem, że
Ją kocham...
Za szklaną szybą myśli zobaczyłam przemykające szczęście...
Tak czułam się przed godziną. Uciekło moje szczęście, razem z chmurami na
niebie przyszły chmurne myśli. Ale pamiętam o tej chwili i wiem, że kiedyś
wróci...
***
W samotnej ciszy
Okrytej płaszczem twoich wspomnień
W blasku bezsennej nocy
Najeżonej wspomnieniami
W moich włosach
Przesiąkniętych wonią strachu
O jutro
Dostrzegłam zamknięte drzwi
Z dębiny pachnącej dniem wczorajszym
Zaczęłam szukać klucza
W opasłych kieszeniach
Mojej świadomości
Drzwi delikatnie zaskrzypiały
Oślepił mnie promień
Radosnego światła
Przestraszona
Stanęłam w progu
Vani(tas)
judy@autograf.pl