STARZEC
Zostałem sam. Przyjaciele i znajomi rozjechali się w różne strony,
a ja jestem akurat w domu. Będzie tak jeszcze przez około dwa tygodnie.
Pojawiła się nuda. Podobno człowiek inteligentny i nie pozbawiony
odrobiny chęci nigdy się nie nudzi. Nic to, że samemu dużo trudniej
się opierać, gdybym chciał, na pewno bym ją odgonił. Rower zepsuty, na
grę w cokolwiek za ciepło, a książki, artykuły, muzyka - wszystko może
się z czasem przejeść. Zwłaszcza na wakacjach. Przeczytałem gdzieś,
że odpoczynek ogłupia. Iloraz inteligencji może spaść dość znacznie
w wyniku lenistwa. Nie chcąc więc dać się leniowi, zniechęceniu i
natrętnym niezbyt pogodnym myślom, wpakowałem do walkmana kasetę
z Pink Floydami i wybrałem się na spacer po mieście.
Po ostatniej wizycie we Wrocławiu przekonałem się trochę do dużych
miast. Okazuje się że nie wszędzie poziom snobizmu jest tak wielki jak
w Warszawie czy Krakowie, a na ulicach można spotkać ludzi wesołych i
zrelaksowanych. Ponadto muszę zweryfikować pogląd, jakoby tzw. "kli-
mat" (np. do studiowania), tworzyli tylko ludzie. Mnogość knajp, tanie
alkohole, atmosfera - to również ma swój udział. I tego mi w Rzeszo-
wie brakuje. Najważniejszym elementem są jednak ludzie, to będę zawsze
twierdził. Nieważne gdzie, ważne z kim. W tym miejscu pragnę pozdrowić
wszystkich, którzy pojawili się na zjeżdzie AM.
Udałem się na stary cmentarz, rzeszowskie Krzyżyki. Dlaczego właśnie
tam? Nie będe pisał że do końca nie wiem, coś we mnie wiedziało, jak
zawsze. Na cmentarzach można znaleźć spokój i wyciszyć się, może dla-
tego. Krzyżyki są zaniedbane i zarośnięte, nikt się nimi nie zajmuje.
Dawno nie chowano tu zmarłych. Można by urządzić muzeum, takie jakie
jest we wspomnianym już Wrocławiu, tym bardziej że leżą tu powstańcy,
naukowcy i ludzie zasłużeni dla miasta.
Idąc wśród pomników nagrobnych, pod wysokimi drzewami, ma się wraże-
nie, jakby spacerowało się po parku. Cmentarz... od pewnego czasu mam
uczucie że choć ciałem jestem dwudziestolatkiem, mój duch ma lat co
najmniej osiemdziesiąt. Rzeczy, które lubię, robię jak dawniej z chę-
cią. Jak dawniej potrafię się cieszyć ze wszystkiego. Jak dawniej
śmieję się i żartuję. Ale dużo mniej i dużo rzadziej. I z jakąś rezer-
wą, z kalkulacją, z małym entuzjazmem. Coś tam we mnie usiłuje kolej-
ne dni nie przeżyć, a zwyczajnie ścierpieć. Idąc po cmentarzu myśla-
łem, czy trzeba pogodzić się z własnym cynizmem, jeśli od bardzo daw-
na wiedziało się że jest się nim podszytym. I czy jest pewna katego-
ria ludzi, którzy nie potrafią dobrać właściwej formy na miłość, lu-
dzi którzy zakochują się raz i kochają do śmierci, niezależnie od te-
go czy z tą osobą są, czy nie. I którzy zwyczajnie nie potrafią
zakochać się po raz drugi. Jak zwykle nie wymyśliłem nic nowego.
Mój umysł wrzucił na dystans, co jest reakcją ochronną przed zbytnim
zamartwianiem. Zobaczyłem na cmentarzu grób rodziny Dzierżyńskich.
Co prawda z "tym" Dzierżyńskim mieli oni tyle wspólnego co ja z
wice-
marszałkiem sejmu, ale zrobiłem zdjęcie napisowi. Ku swemu zdumieniu
stwierdziłem że na cmentarnym murze znajduje się kilka tablic
poświęconych zmarłym w ostatnich latach pisarzom i aktorom. A więc
coś się na cmentarzu dzieje...
I znowu to samo. Znów ten sam powtarzający się schemat. Najpierw hura-
gan myśli które potrafią odebrać jakąkolwiek chęć, potem ten dystans,
potem w domu kilka stawiających na nogi piosenek, potem sprzeczki i
kłótnie, potem poczucie wyalienowania, potem huragan myśli... Już na-
prawdę mało miejsca zostało mi na optymizm i uśmiech. Ale dopiero teraz
widzę i wiem jak bardzo chcę żyć. Jestem klasykiem, może tylko podszy-
tym romantyzmem, ale klasykiem. Potrafię rozsądnie spoglądać na
świat... Ale to podszycie nie daje mi spokoju juz ładny kawał czasu.
Zimne ręce, bóle brzucha... Ale nigdy nie powiedziałem sobie że jutro
będzie gorzej, bo to nieprawda. Facet sobie ze wszystkim poradzi...
oprócz jednej rzeczy - kobiet. I trzeba się pogodzić bo się zwariuje...
Ale życie i tak jest kolorowe, sa góry, jest muzyka, są wspaniali
ludzie, nie można się tylko użalać nad tym, czego się nie ma, jeśli ma
się poza tym dużo... chociaż jak za to coś czego się nie ma, oddałoby
się wszystko co się ma, bardzo trudno się NIE użalać... ale żyć trzeba,
jako humanista wierzę w życie. Ono znajdzie jakiś sposób. A na co
dzień - czasem wysiłek fizyczny, czasem robota, czasem napisać tekst...
a czasem całodniowy dół i puszczanie jednej piosenki po pięćdziesiąt
razy... Mimo wszystko życie jest ciekawe i pasjonujące, nawet gdy trze-
ba sobie to powtarzać sto razy dziennie a chęci szukać w sobie coraz
głębiej... ale czy jest sens, jak jest źle, ratować się piosenkami, pi-
saniem, czymkolwiek skoro wiadomo że źle będzie i będzie?... No to będę
to robił z przekory. Albo z przekonania. Tak żyją starsi ludzie, któ-
rzy na nic już nie czekają. Dlatego jestem dwudziestoletnim starcem.
Ale od tego się nie umiera. Żyć trzeba, gdzieś to już pisałem. Nieza-
leżnie od okoliczności, to też pisałem. Nie powtarzam się więcej.
Chciałbym zostawić Was z myślą, że życie nie polega na tym żeby prze-
cierpieć, tylko żeby przeżyć. We wrześniu gazetka wydziałowa i Biesz-
czady, w listopadzie Ironi, potem święta, potem...
Donald
advocat@interia.pl
1-3.08.2003
PS. Tryptyki są świetne ale zdradliwe. Pozdrowienia dla Phnoma.