„Śmietnik...”
Biała ściana...
Może i była kiedyś białą, ale teraz jest szara a do tego cała jest w napisach... Brudne plamy pokrywają ją dokładnie...
Jedna ze ścian śmietnika do którego często wyrzucam śmieci.
Siedzę i obserwuję.
Dlaczego ta ławka tak blisko tej ściany stoi?
Jedenaście... dwanaście...
Siedzę tu i odliczam czas do jej przyjścia. Jak te sekundy powoli płyną...
Biała ściana przykuwa mój wzrok. Biała? Już nie...
I wielki napis na niej... „HWDP”
Wyznanie niedocenionego poety w dresach... Do tego jeszcze źle napisane. Czemu ja o tym myślę? To bez sensu...
Trzynaście... czternaście...
Czemu ten czas tak powoli płynie? A może ja źle liczę...?
Pod napisem „HWDP” mniejszy napis... „chwdp”
Tym razem ścienny poeta postarał się i zajrzał do słownika... Czyżby postęp, edukacja i inteligencja zdradliwie wdarły się do społeczności ludzi spod bloków? Nie... chyba się starzeję skoro takie myśli przychodzą mi do głowy... Staje się ufny jak dziecko w to, że wszystko może się zmienić...
Piętnaście... szesnaście...
Im więcej sekund odliczam tym więcej myśli się pojawia...
Biała ściana tkwi nadal obok mnie...
Stoi tu mimo nieprzyjaznych zamiarów wielu ludzi, którzy pozostawili ślady od swoich butów na niej. Wiele osób odcisnęło swoje podeszwy na tej białej powierzchni... Może i ja, w przypływie chęci do buntu, kopnąłem tą ścianę jakby to ona była winna wszystkim moim dziecięcym niepowodzeniom...
Tak... tam widzę mój odcisk. Taki mały a tak wiele z niego można odczytać... Numer buta 37... "Trampek"...
A obok odcisk mojego kumpla. Dobrze pamiętam ten dzień gdy nic nie wychodziło nam a ściana musiała wycierpieć nasze bezlitosne kopnięcia...
Dwadzieścia... dwadzieścia jeden...
Miliony myśli...
Rysunek w rogu ściany. Wielkie oko z ogromną źrenicą narysowane mazakiem i podpis pod spodem „muj portret”
To „muj” przyciąga uwagę i nie pozwala oderwać wzroku od oka... Czy to możliwe, że dziecko narysowało ten rysunek z zamiarem by przyciągało ludzi? Nie... a jednak jest coś w nim co zmusza do patrzenia w nie... Może niepotrzebnie szukam geniuszu w niechlujstwie ortograficznym. Jednak wydaje się wręcz niemożliwe by rysunek małego dziecka miał taką siłę...
I kolejny rysunek... Z anatomiczną wręcz dokładnością przedstawiający męski narząd rozrodczy. I podpis... „To Piotrek P...”
Najbardziej rozbrajający jest jednak kolejny podpis „A wcale, że nie...”
Może i nawet wywiązała by się dyskusja na ten temat a ściana zamieniła by się w forum gdyby nie to, że Piotrek dowiedział się kto narysował to i przedstawił swoje argumenty ręcznie autorowi...
Jednak zdanie "A wcale, że nie..." było chyba pierwszą próbą polemiki w jego życiu. Czyżby wtedy rozpoczął się proces dorastania?
Dwadzieścia dziewięć... trzydzieści...
Już pół minuty tu siedzę... Cholera... ale ten czas się wlecze.
Kolejne spojrzenia na ścianę i zauważam coś bardzo ciekawego...
Pod napisem oznajmiającym chęć do uprawiania miłości fizycznej... analnej z policją... znajduję wyznanie miłości czystej... pięknej bo stworzonej z uczuć... Lekkiej i delikatnej... bo dziecięcej...
„M.T.+M.S.=W.SZ.M”
Każdy chyba zna ten skrót... Chociaż dziecinne jest to wyznanie to jednak jest tak piękne...
Trzydzieści cztery...
Przyszła...
- Długo czekałeś?
- Całe wieki...
Wstałem, odwróciłem się od ściany... Od wspomnień...