#PIELGRZYMKA... by XAVI#


                            Przed kilkoma dniami po raz piąty wróciłem z nie codziennej wyprawy... Co rocznie do Częstochowy zmierzają setki tysięcy ludzi, chodzą pieszo 40 km dziennie, cieszą się wszystkim, ale cóż może być w tym ciekawego, wciągającego, bawiącego??? Jaka w tym przyjemność??? Mówiąc szczerze za pierwszym razem też zadawałem sobie takie pytania, teraz postaram się przedstawić na nie odpowiedzi, jednocześnie będzie to relacja z 6 dni mojej wędrówki.

                    Mieszkam w miejscowości w której każdy od 14 lat w górę ma za sobą tego typu przygodę, wspólnie tworzymy w warszawskiej pielgrzymce, żółtą piętnastkę, grupę złożona przede wszystkim z młodzieży oraz dzieci. Jak wygląda dzień pątnika??? Pobudka około godziny 5.00, potem w godzinę zabiegi typu: śniadanie, mycie, czesanie, ubieranie, składanie namiotu. Z jednej strony jedynie ta pobudka jest miła - budzi nas muzyka, która puszcza kierownik pielgrzymki, objeżdza w ten sposób całą miejscowość. W tym roku oczywiście królował DJ BOBO I jego Chichaua no I Ingrid, ale w mniejszym stopniu. Wszystko gotowe, więc wyruszamy, jeszcze trzeba się schować gdzieś na uboczu, żeby człowieka czasem do tuby nie wzięli, nieść parę kilo więcej to żadna przyjemność, oj żadna... Długość pojedynczych etapów jest bardzo szeroka, od 2 kilometrów aż po 16, tzn. takie są oficjalne odległości, przypisane w książeczkach, które ma każdy pielgrzym, jednak chyba każdy wie, że są one skrócone, pewnie po to żeby nas nie załamywać ;) Tak naprawdę te odległości są mierzone od znaku do znaku, czyli nie obejmują drogi przez miasto/wieś, a tej jest zazwyczaj sporo, najwięcej w Warszawie, na pierwszym etapie, gdzie pokonuje się drogę z kościoła Św. Ducha aż do pod miejskiego Raszyna. Pierwszym elementem dnia jest msza, w której uczestniczą albo wszystkie grupy, albo tylko jej części. Pielgrzymka Warszawska jest podzielona na takie trzy tj. zasadnicze, dziesiątki oraz piętnastki. Grupy zasadnicze to te oznaczone numerami od 1 do 9 I od 11 do 14. Oficjalnie jest tak ,że 15 to młodzieżowe, 10 to starsi, a zasadnicze ... sam nie wiem, ale to nie jest raczej przez nikogo przestrzegane. Przed tymi mszami I po nich są najdłuższe odpoczynki, gdyż trzeba czekać na dojście wszystkich grup, a te schodzą się z wielu stron I tak do dojścia ostatniej trzeba czekać ponad godzinę. Same msze w znaczmy stopniu różnią się od tych na co dzień. Tutaj możesz spać I nikt ci nie zwróci uwagi bo wie jak bardzo jesteś zmęczony, sam ksiądz mówi abyśmy nie wstawali, tyle przecież kilometrów już pokonaliśmy... Tutaj człowiek nie przejmuje się, ze metr dalej znajduje się mrowisko, że siada na brudzie, że jest głodny, nie może się normalnie umyć, bo takim chyba nie można nazwać mycie w misce... Bardzo mnie zaciekawiły słowa pewnego kapłana na jednym z kazań. Powiedział on "(..) siadacie w miejscach, w których normalnie byście nie usiedli, jecie w miejscach gorszych niż w których jedzą wasze zwierzęta, a mimo wszystko co rok pokonujecie tą samą wielką trasę, pełną wyrzeczeń i wielkich utrudnień". Musze z wielką szczerością przyznać, że trafiły one do mnie bardzo mocno I sporo nad tym myślałem. Przyznaje, że miałem pewne doły, a było to ostatnio w zeszłym roku. Myślałem sobie wtedy "możesz grzać tyłek na plaży, a tymczasem idziesz na pieszo do Częstochowy, co z Tobą człowieku??!!" To był mój jedyny taki raz, ale oczywiście nie zrezygnowałem z dalszej drogi, po prostu bym nie mógł tego zrobić. Wszystko mija po góra trzech dniach, które są zdecydowanie najtrudniejsze, tzn. jest najwięcej kilometrów do przejścia, potem człowiek ma już zupełnie odmienny nastrój, zdaje sobie sprawę z tego, że pielgrzymka zmierza ku końcowi I niedługo trzeba będzie wracać do domu...

                   Nie było by pielgrzymki bez wsi I ludzi, którzy nas przyjmują na noclegach. Wszyscy mają naprawdę ogromną cierpliwość I szczerze mówiąc imponują mi tym. Zachodzisz na miejsce, a tu czeka gorąca woda nagotowana dla setki osób, czy któreś z was by coś takiego zrobiło??? Gospodarze przyjmują po 20 osób do małego mieszkanka, śpi tyle ile tylko wejdzie, ja tam wole namioty bo można sobie siedzieć do kiedy się chce I robić co się chce. Oczywiście jest pewna pora wyznaczona dla wszystkich jako cisza nocna, zaczyna się o 22, ale mało kto tego przestrzega, a przede wszystkim w czasie tych najłatwiejszych dni. Kolejnym ważnym faktem jest "odwaga" mieszkańców wsi. Wpuszczają oni do swoich domów wszystkich, nie zwracają uwagi tym , którzy tam wchodzą bez pytania, starają się być cały czas jak najmilsi. Niestety jest też ciemna strona medalu bo niestety nie wszyscy ludzie to dobroczyńcy, którzy są antymaterialistami I nie chcą czerpać żadnych korzyści. Najbardziej rozśmieszyła mnie jedna sytuacja raczej napis na jednym z budynków w nie powiem jakiej miejscowości - "Ładowanie komórek - 3zł". Niestety to nie jest jeszcze najgorsze... Wraz z pielgrzymką jeżdżą co roku dziesiątki handlarzy, którzy zaopatrzają nas w to I owo, bo miejscowe sklepy maja bardzo mały asortyment I zazwyczaj towaru brakuje w godzinę po dojściu na miejsce. Ci handlarze dyktują ogromnie wysokie ceny tj. napoje, które kupuje się po 70 groszy w supermarketach kosztują po 2 czasami nawet 3 złote! Coca-Cola 1l - 5 zł... Śmiać się czy płakać...?? Super atrakcja! Kup sobie pączka za 2 złote... Na szczęście są też inni, jest ich niewiele, ale są, a chodzi tu o paulinów, mają oni swoich przedstawicieli, którzy mają towary po normalnych cenach - jest to pieczywo, bułki, napoje. Ludzie zaopatrzają się przede wszystkim tam, a Ci, którzy chcą lepszych pożywień kupują sobie hot-doga albo zapiekankę za 4 złote...I tak się ciągnie z jedzeniem przez cały tydzień, potem człowiek jest zaskoczony, że kasy na ostatni dzion zabrakło. Jest jeszcze jeden smutny fakt. Otóż trzy lata temu wyszedłem przed grupę żeby jako pierwszy wejść do sklepu I kupić sobie cos po normalnych cenach. No I wchodzie, patrzę, wisi lista z lodami, jest kilkanaście pozycji, dochodzę do lady, a tu sprzedawczyni na cennik nakleja białą kartkę z klamrą I napisem "wszystkie lody są po 1,50". Jedni dobrze, inni źli, ale prawie każdy chce coś na nas zarobić. W każdej miejscowości po drodze mijamy panie, które sprzedają zrobione przez siebie naleśniki, pączki, placki ziemniaczane I ciasta, a ceny mają różne, od średnich aż po bardzo wysokie. Odziwo mają niezły ruch, gdyż praktycznie każdy po kilkudniowym odżywianiu się zupkami w proszku I konserwami dałby wszystko za jakieś normalnie jedzenie. Kolejnym pozytywem są kobiety, które przygotowują ogromne gary z zupą, jest tego tyle, że praktycznie każdy może spróbować, a nie znam nikogo komu by to nie pasowało tym bardziej po tylu dniach "chemicznego odżywiania".

                  W tym roku z Warszawy wyszło około 10 tysięcy ludzi. Mało czy dużo??? Trudno powiedzieć, ale należy zapytać dlaczego Ci ludzie to robią. Powodów jest wiele. Babcie w mojej miejscowości myślą, że to ze względu na papieża, albo rodzinną tradycję I owszem jest tak, tyle, że z nielicznymi, starymi babciami I dziadkami. Jedni idą dla tego bo są to dla nich jedyne wakacje, inni żeby zaliczyć kolejną pielgrzymkę, dla jednych to przygoda, a jeszcze inni ze względu na swoją wielką wiarę. Bardzo fajna sprawa wydarzyła się w tym roku. Pewna para poznała się na pielgrzymce, więc doszli do wniosku że tam też przyjmą sakrament małżeństwa, było to naprawdę bardzo wzruszające. Za trzy dni było zorganizowane wesele dla grup piętnastych, oczywiście było tylko ciasto I napoje, była to impreza bezalkoholowa ;) W Częstochowie natomiast owa para czekała w strojach weselnych na pielgrzymów, pani miała białą suknię, a pan garnitur. Nie wiem czy coś dalej jeszcze się z nimi działo na pielgrzymce. Kolejna grupa jest chyba najszersza - towary. Człowiek raczej idąc na pielgrzymkę nie myśli, że robi to dla panienek, ale jak już tam się jest to przyznaje, że w głowie się delikatnie kręci. Oficjalnie nie wolno chodzić w strojach "uwodzących", ale oczywiście nie brakuje buntowników w spodenkach do połowy tyłka, czy też sznurkowych bluzeczek(tak określał to nasz grupowy paulin). Największe zamieszanie wywołała klientka, która założyła białe spodnie, a o majteczkach chyba bidula zapomniała(pozdro Sylwia ;) A...zapomniałbym o jednym ważnym fakcie. Podczas pielgrzymki zwracasz się do każdego "bracie" I "siostro". Idiotyczne??? Głupie??? Bezsensu??? Nikt się I tak do tego nie stosuje??!! Przed pierwszym razem też tak myślałem, ale rzeczywistość okazała się niesamowita, bo po prostu każdy tak mówi. Teraz pewnie pomyślicie, że są tam sami sztywniacy no I właśnie...Ich nie ma! Skejci, dresiarze, cwaniacy, panki, szpanerzy... Są wszyscy I każdy się do tego stosuje, giną konflikty poglądowe pomiędzy tymi grupami, chociaż na krótki czas...a więc bracia I siostry czytajcie dalej.

                      Najtrudniejsze, co się napotyka to niestety warunki. Na ostatnim noclegu była taka sytuacja, że we wsi zabrakło wody! Czy w ogóle sobie to wyobrażacie?! Kiedy już można było ją dostać to ludzie stali w nawet 200 metrowych kolejkach pod byle brudnymi zarośniętymi studniami. Piękne wrażenia, nie?? Coś jest jeszcze lepsze, a mianowicie chodzi tu o warunki sypiania dla osób, które decydują się na stodołę, bo jeżeli nigdy wcześniej nie chodziła po was mysz czy też jakiś pająk to moglibyście się tutaj na pielgrzymce doświadczyć w tym w 100%!Ale co tam zrobią jakieś myszy czy pająki??? W stodołach siedzą przede wszystkim dziewczyny, nie wiem, czemu, ale tak jest! Widocznie wszystkie Polki są twarde, bardziej twardsze niż mężczyźni. Tak to bywa... Napisałem już kilka akapitów I chyba większość z was jeszcze nie ujrzała żadnego pozytywu ani zachęty do pielgrzymki, przechodzimy, więc do następnego akapitu...

                      Jest takie miejsce na trasie, a właściwie na samym jej końcu o nazwie Przeprośna Górka. Jak sama nazwa wskazuje miejsce to jest przeznaczone do przeprosin, tylko, na czym one polegają??? Owe górka znajduje się 10 kilometrów przed Częstochową, a raczej przed Sanktuarium Najświętszej Marii Panny, jest to zdecydowanie najdłuższy odpoczynek  gdyż trwa aż 6 godzin. Wszystko tradycyjnie rozpoczyna się mszą, w której ksiądz przeprasza wszystkich pielgrzymów, potem to samo robi kierownik grup I tak dalej, ale w tych oficjalnych przeprosinach przez mikrofon bierze udział tylko kilka osób. Potem poszczególne grupy kierują się do tradycyjnych miejsc gdzie się bawią I przygotowują do wymarszu w kierunku Częstochowy. Moja grupa tak jak zawsze te całe zabawy odbywa w lasku znajdującym się niedaleko głównego ołtarza. Pierwszym elementem w lasku jest przepraszanie się....Ze wszystkimi ;) Chodzisz po wszystkich z grupy I przepraszasz, a najczęstszym powodem jest "za co kolwiek" albo "za wszystko". Inni stosują też chwyt taki "Już tam brat wie za co". I tak wycałujesz się ze wszystkimi ludźmi z Twojej grupy. Może wydaje się wam to dość dziwne, ale dla większości to wielkie przeżycie, dziewczyny się bardzo wzruszają I wracają ze łzami w oczach. Po tym fakcie jest już oficjalne posiedzenie wszystkich uczestników, w którym zostają wynagrodzone osoby, które szły po raz 25 albo 50 (!!!) Ja dopiero po raz piąty, więc nie wiele mi brakuje. Wszyscy dziękują sobie nawzajem I zapraszają za rok, a całe posiedzonko jest kończone fajnym "czymś". Po jednej stronie ustawiają się wszystkie dziewczyny, a po drugiej wszyscy faceci I się przekrzykują ;) Chłopaki śpiewają taki tekst: "ach wyjć na balkon ma miła, nie zważaj na nocy chłód, przyfiluj jak gwiazdki świcą, pogoda będzie jak z nut", a na to dziewczyny "ach wyjść na balkon nie mogę, na darmo piosnka twa płynie, ach wyjść na balkon nie mogę bo mieszka w suterynie..." Wszystko kończy się kiedy... któraś z grup straci głos I tak dla większości uczestników kończy się to dwutygodniowa chrypą ;) Przy wymarszu moja grupa jest totalnie żółta, wszyscy w żółtych koszulkach, z żółtymi balonami, ubraniami, kwiatkami I tak idziemy do Częstochowy, a witani jesteśmy przez prymasa Glemba. Przechodzimy do innych przyjemności... "Ognisko bez ogniska" to taka impreza wieczorna, na której się wszyscy zbierają  bawią, a trwa to nawet do godziny trzeciej w nocy. Fajna taka perspektywa, iść spać o 3,a wstać o 5... Ale naprawdę prawie wszyscy tam przychodzą, bo warto! Rozgrywane są mecze piłkarskie. Są takie trzy. W pierwszym, w jednej drużynie grają paulini, a w drugiej męska reprezentacja grup 15. W drugim grają...siostry zakonne I reprezentacja dziewczyn grup 15 ;) Trzeci mecz to pojedynek reprezentacji grupy brązowej I mnichów. Wszystko to jest naprawdę bardzo śmieszne I jednocześnie ciekawe, oprawione nawet profesjonalnym komentarzem!

                 Pewnie tradycyjnie jakieś 5 minut po wysłaniu tekstu przypomni mi się 100 faktów których nie opisałem... Czy tym artem zachęciłem was do pielgrzymki??? Mówiąc szczerze to sam nie wiem, tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć! Gwarantuje każdemu z was, że jeżeli pójdziecie raz to I w przyszłym roku zrobicie to samo! A więc bracia I siostry wyruszajcie w przyszłym roku w drogę!

P.S.Jeżeli czyta to ktoś kto chodzi w pielgrzymce Drochiczyńkiej lub Praskiej to piszcie to mnie bo ta pierwsza ma w mojej miejscowości odpoczynek, a ta druga nocleg!

P.S.2 Jeżeli ktokolwiek z was szedł w tym roku w grupach piętnastych to również proszę o kontakt! Czy ktokolwiek pamięta jaki jest adres 15 żółtej??? Bo ja go w tedy nie usłyszałem... Czy kamil.info.pl jest już aktywne???

P.S.3 Serdecznie pozdrawiam: dorosłą Asie, bezmajtkową Sylwię, Agatę(której ukradli gacie ;), wszystkich tych, których lubię I jeszcze Michała Dziube ;)

 
                                                         SzYmOn "XaVi" MaChNiEwSkI
                                                             
www.moneys.prv.pl
                                                      [GG:1008148]    [SMS: 502433784]