Ona i On: Kobieta

 

     Tik-tak, tik-tak, wkrótce wróci ON, tik-tak...

     Trzeba wszystko przygotować, woda na kawę już się gotuje, kolacja przygotowana, oby zdążyła zaparzyć kawę przed jego powrotem, powinien być za jakieś pół godziny...

 

     Tik-tak, tik-tak...

     Woda zaczyna powoli bulgotać, a ona w tym czasie rozmyśla o tym, jak go poznała...

 

     To było 2 lata temu w czasie wakacji, poznali się na dyskotece, później były romantyczne spacery... nie rozstawali się nawet na chwilę, gdy dowiedziała się, że mieszkają w tym samym mieście była taka szczęśliwa... niestety, wkrótce okazało się, że jest alkoholikiem...

 

     Czy to nie jest odpowiedni powód, aby zakończyć znajomość? Zapewne, ale miłość jest ślepa. Ile to ludzkich nieszczęść zostało zbudowanych na miłości? Ile? Czy ktoś mi odpowie na to pytanie? Dlaczego tak różni i nie pasujący do siebie ludzie postanawiają spędzić ze sobą resztę życia? Na te pytania nie znalazłem jeszcze odpowiedzi... może jej nie ma, może szukam czegoś, co nie istnieje... życie człowieka jest pełne absurdów, gdyby tylko te absurdy były dla nas czymś obojętnym, gdyby one po prostu były... ale one nie tylko są, one dają nam znać o swoim istnieniu poprzez ból, poniżenie, strach, agresję, rozpacz, łzy... śmierć...

 

     Obiecał, że pójdzie na odwyk, jeśli tylko wezmą ślub, ślub był, odwyk był... przez jakiś czas. Hamował się, ale wtedy był rozdrażniony i agresywny, prawie tak samo, gdy był pijany. W końcu dał sobie z tym wszystkim spokój.

 

     Tik-tak, tik-tak...

     Małżeństwo jakich wiele, kobieta będąca matką i żoną, wspaniała kobieta, która nie zasłużyła sobie na los, jaki przygotowało jej życie. Czy widzisz ją? Czy widzisz ją kiedy idzie ulicą z siatką pełną zakupów? Czy zastanawiałeś się kiedyś dlaczego nosi ciemne okulary w środku zimy? A może nie chciałeś zadać sobie tego pytania? Jej życie, najpiękniejszy i najstraszniejszy zarazem dar... JEJ życie. Nie twoje, nie moje, jej... myśl przewodnia każdego sąsiada, przechodnia... to przecież JEJ życie, JEJ wybór. A gdyby to było TWOJE życie, TWÓJ wybór? Jakby się potoczyło? Czy byłoby takie jak jej, czy też inne?

 

     Tik-tak, tik-tak...

     Siedzi i czeka... czeka na nieuniknione, na ból i poniżenie, z nadzieją na reakcję kogoś z zewnątrz. Trzyma się tej myśli, choć trochę się jej wstydzi... przecież jeśli ktoś się dowie to będzie taki wstyd... jak do tej pory nikt o niczym nie wie... czyżby? Nie, na pewno nie, niby skąd? Nikomu o tym nie mówiła, a przecież nikt nic nie zauważy ani nie usłyszy. Nikt o niczym nie wie... szkoda. Co ma więc robić? Sama do kogoś nie pójdzie, więc może ktoś przyjdzie do niej? Może ktoś kiedyś przyjdzie i odmieni jej życie. Nie wie jak, nie zastanawia się nad tym, po prostu trzyma się kurczowo tej myśli, jej wyobrażenia przyszłości ograniczają się do tego momentu, tej pięknej chwili, która na pewno kiedyś nastąpi... ale jeszcze nie teraz, więc musi robić swoje i cierpliwie czekać. Kiedyś zostanie jej to wynagrodzone, może teraz będzie czuła ból, ale jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie, prędzej czy później sprawiedliwości stanie się zadość... prawda? Prawda? Prawda?! Prawda, na pewno prawda. Ale to będzie kiedyś... na razie musi zalać kawę.

 

     Tik-tak, tik-tak... JUŻ!

     Słyszy jakieś skrobanie przy zamku. Idzie otworzyć i widzi swojego ukochanego męża i pana, zataczającego się, ale nie ze zmęczenia... czuć od niego alkohol, który jest źródłem bólu, który miał zniknąć po ślubie. Lecz tak się nie stało... Na „witaj kochanie” otrzymuje czułą odpowiedź, po usłyszeniu której z cichym jęknięciem ląduje na ścianie. Hamuje łzy i idzie za nim. Przechodząc obok pokoju swojej czteroletniej córeczki słyszy ciche szlochanie. Wchodzi do kuchni i słyszy kolejne czułe słowa: „Miała być herbata!” Ponownie ląduje na ścianie, a gorąca kawa na jej twarzy. Krzyczy z bólu i słyszy budujące „zamknij ryj!”, poprzedzone kopniakiem wymierzonym w brzuch oraz prawym prostym w nos. Nie mówi już nic, nie krzyczy, nie szlocha, po prostu leży pod ścianą, a łzy i krew spływają po jej twarzy. Kiedyś to minie, na razie musi czekać...

 

     Na-co, na-co, na-co, na-co, na-co...

     ?-?, ?-?, ?-?, ?-?, ?-?...

 

Luke