|
Ona i on: Mężczyzna Teraz był trzeźwy. Leżał na łóżku, myślał o poprzedniej nocy i płakał. „Dlaczego ja to robię?!” Zadawał sobie to pytanie już wielokrotnie i nie umiał znaleźć właściwej odpowiedzi. Uważał się za dobrego człowieka, lecz miał jeden problem: alkohol. Wiedział, że gdy jest trzeźwy to wszyscy go lubią i szanują, lecz gdy był pijany... cóż, nie mógł do końca wiedzieć jak to było, gdy był pijany, lecz patrząc teraz na swoją żonę z poparzeniami na twarzy mógł się tego domyślać. „Dlaczego ja to robię?!” – zapytał się raz jeszcze. To było jak narkotyk, jak... nałóg. Ta myśl dotarła do niego już dawno, próbował iść na odwyk, lecz życie bez alkoholu było takie ciche, nudne, puste... Więc trwał w alkoholizmie raniąc swoich najbliższych... i siebie. Pewnej nocy podjął decyzję: jeśli nie potrafi być dobrym mężem i ojcem to nie potrafi być także człowiekiem, nie potrafi tak żyć. Usiadł na ławce w parku z opróżnioną butelką po winie w dłoni. Zastanawiał się nad tym, jak będzie wyglądał jego pogrzeb, czy żona i dzieci zapłaczą, czy też będą po prostu patrzyli i czuli wewnętrzną ulgę. Wolał tą pierwszą alternatywę, więc uchwycił się jej, wyobraził sobie kwiaty, trumnę z własnym ciałem opuszczającą się w dół, płacz tęskniącej za nim rodziny... rodzina, trzeba przecież zostawić im jakiś znak. Przeszukał kieszenie, znalazł papierek po gumie do żucia, wyszperał jakiś ołówek, nabazgrał na papierku kilka słów, następnie schował go do kieszeni i rozbił butelkę. Chwycił do ręki kawałek stłuczonego szkła i przejechał nim sobie kilka razy po lewym nadgarstku, następnie po prawym... patrzył jak na ziemię kapie krew, w końcu zasłabł i od tej chwili nic już nie pamiętał. Ucieczka... ludzie wiecznie przed czymś uciekają, z czymś walczą. Każdy człowiek ma jakieś problemy. Czasem one ich przerastają, a wtedy pojawiają się nałogi. Próbuję zrozumieć, próbuję pojąć sens takiego działania... czasem mi się to udaje, przypominam sobie różne sytuacje z mojego życia i myślę sobie: a gdybym wtedy po prostu zapomniał? Gdybym postawił problemy z boku, zapomniał o nich i zajął się czymś innym, tak jak robią to ci ludzie przesiadujący w parkach z butelką w ręku? Tak, wtedy byłbym szczęśliwy. Życie byłoby wtedy takie proste, toczyłoby się z dnia na dzień, bez problemów, bez trosk, bez pamięci, bez bólu, bez rozmyślań... takie piękne... aż do chwili, w której wszystko by wróciło ze zdwojoną siłą, wygrałoby ze mną i powaliło mnie na ziemię. W tym miejscu droga się rozgałęzia: mogę stanąć przed problemami, mogę dalej trwać w beznadziejności, lub mogę przeciąć tą cienką linię zwaną życiem... Obudził się w jakimś nieznanym łóżku, czuł bandaże na swoich nadgarstkach. Teraz nigdzie nie pójdzie, ma czas na rozmyślania... nagle zauważa jakiś ruch, odwraca głowę w tamtą stronę, widzi jakąś nieznaną kobietę. Zaczyna do niego przemawiać, zadawać pytania, jej głos jest taki spokojny, pełen zrozumienia... uświadamia mu jego własne błędy i że nie jest jeszcze za późno... podtrzymuje go na duchu, pokazuje światełko w tunelu, nową szansę. Teraz wie, że wszystko będzie dobrze, że naprawi dawne błędy, że odbuduje to, co zrujnował. Wie, że jest do tego zdolny, od teraz nie będzie uciekał przed problemami, stawi im czoło... I stawił. Stawiał dzień, tydzień, miesiąc, pół roku... W końcu przestał, zaprzepaścił szansę na nowe życie, wybrał tą prostą, pozbawioną problemów drogę, drogę pełną szczęścia i radości... radości idioty. Będzie nią kroczył, aż do kolejnego rozstaju, w pewnym momencie trafi na ślepą uliczkę... wsadził rękę do kieszeni i wyczuł coś dłonią... wyciągnął to, spojrzał... to poplamiony krwią papierek po gumie do żucia, a na nim widnieją słowa: nie mogłem być ojcem i mężem, więc uwolniłem was od siebie. Sięgnął pamięcią wstecz do tamtego wydarzenia, spojrzał na siebie, zamyślił się... „Co ja robię?!” – pomyślał. Nie zastanawiał się nad tym długo, było już późno, trzeba wracać do domu. Chętnie napiłby się czegoś ciepłego, na przykład herbaty, a niech tylko zastanie coś innego...
|