pan_T.A.Rej

Mitologia



     Na początku był Hałas. To zupełnie tak, jak u nas. Najpierw zbiera się grupka krzykaczy, by po pewnym czasie przerodzić się w większe grono, nazwać się partią polityczną i wejść z krzykiem do sejmu. Z Hałasu wyłonili się Gaja i Urański. Jako, że w tamtych czasach państwo nie dotowało leków antykoncepcyjnych, a pobrykać sobie pierwsza parka lubiła, to potomstwa mieli całe stado. I to niezgorszych łobuziaków.
     W ramach terapii pracą i odwyku od chuligaństwa Urański wysłał ich wszystkich do Tartaku. Myślał, że jak ciężko popracują, to im głupoty z głowy wywietrzeją. Z tego samego założenia nasze sądy wychodzą, każąc jednej naszej artystce wziąść się za pracę społeczną. Ale zostawmy współczesność, wróćmy do historii. Małżonka Uranego jak o tej zsyłce się dowiedziała, dalej męża obsztorcowywać. Że jakiem prawem nieletnich do pracy goni, że przecież nie wolno dzieciakom dźwigać ciężkich desek i do Tartaku do pracy, to się one nie nadają. Tu pewnie ichni Sąd Pracy się wtrącił i zdjął tyrana z funkcji przewodniczącego rady nieba.
     Ale, jako że demokracji wtedy jeszcze nie znano, za szefa został potomek Uranego, niejaki Kronos, zegarmistrz z zawodu. Ten też był niezły łobuz. Ledwo do władzy się dorwał, a już zarządził, żeby tatuś więcej braci (i pretendentów do fotelu premiera) mu nie przysparzał. A że jedyna wtedy znana metoda zabezpieczenia dla mężczyzn była nieodwracalna i trochę... Hm, krwawa... Cóż, ucięto Urańskiemu co-nieco. I to przy pomocy narzędzia rolniczego ulubionego przez Donalda.
     A sam Kronosiak mięso niemożliwie lubił. Jak na obiad golonki z chrzanem nie wtroił, jak piwem nie popił, to struty całą resztę dnia chodził. A że i dzieci bardzo lubił, to połączył te dwie swoje miłości. I dzieci też wtroił. Ale tu znów małżonka się wtrąciła (ech, te kobiety. Zawsze we władanie światem się mieszają!) i naszemu zegarmistrzowi kamień, miast najmłodszego - Zeusiątka - do zjedzenia podała. Kronosiak, nieświadomy podstępu, kamień łyknął i w kimono uderzył. Na razie, jak głód zaspokoił, to spokój w niebie był. To zupełnie jak ja. Jak dwa kilo ziemniaków wtranżolę i trzecim kilogramem - zamiast schaboszczaka - poprawię, to też pełny jestem i spać idę. Ziemniak jednak swoją siłę kalorii ma. Tak, że o ile te kartofle okraszone są świeżą słoninką, to za jaroszego mogę się zostać. A jak jeszcze na pierwsze danie zupa chmielowa... Miód z boczkiem, pyszna pyszność.
     No, ale do naszych starożytniaków wracajmy. Żona Kronowskiego, niejaka Reja, ukryła nieletniego Zeusiaka w jaskini, pod opieką nimfomanek górskich. W całą sprawę wmieszana była też koza Amalteja. Oj działo się tam, działo. Aż tej kozie róg złamano. Zrobił z niego Zeusiak Róg Obfitości, że niby, jak łyknąć "biopaliwa" chciał, to róg ten w mig życzenie mu spełniał. Z reszty części wymiennych kozy tarczę zrobił, co miała bronić go przed żartem wrocławskiego kabaretu Egida.
    Ale tarcza jak raz na wojnę z tatuśkiem - Kronowskim - przydała się. Bo ledwo Zeusiak podrósł, a szefa z nieba zechciał strącić. W tym celu puścił mu ciężkostrawny film, by nudności u niego wywołać. Co to detalicznie za tytuł był, o tym historia milczy.Ale my się możemy domyślać, że to coś z życia Samoobrony, o hodowli kóz w czasie rzeczywistym. Kronosiak po takim dictuum zwrócił światu połkniętych braci i siostry Zeusiaka. Ci, ledwo świat ujrzeli, a już z braciszkiem się zwąchali i dawaj, jak to młodzież, przeciw władzy rodzicielskiej się buntować. To znaczy regurarne wojne Kronosowskiemu wydali. Na broń konfesjonalną i zwykłą, magiczną.
    Na razie obie wrogie armie w góry się udały. Kronos zajął Otrys, a Zeusiak ze swojemi osiadł na górze Olimpiada i z tamtąd ostrzał prowadził. Bitew opisywał nie będę, bo taką samą każdy po meczu Legii z Widzewem obejżeć sobie może. Nadmienię tylko, że tam różne ciemne typy brały udział. Ale i to nic nowego. U nas też wystarczy po dziesiątej w miasto wyjść, a zaraz jakiś ciemny typ się przypałęta i doczepi.
     Ale koniec końców nasza młodzież Kronowskiego pokonała i wysłała go do Tartaku. Tak, że nie ma się co dziwić, że w Grecji tak mało lasów, jak każdego jednego niewygodnego, do przemysłu drzewnego posyłano?
    Na koniec Zeusiak z braciakami władzą się podzielił. To też u nas się przyjęło. Jak tylko jakiś do władzy się dopcha, zaraz swoich na urzędach obsadza. Co zresztą po ostatnich - z Grecka mówiąc - "aferaljach" widać. Gdzie ucho nie przyłożysz, to o Sojuszu słychać. Tyle, że ci pierwsi sprawiedliwie, drogą losowania władzę dzielili. I tak Zeusowi niebo i ziemia wraz z górą Olimpiada się dostało. Zatrudnił się tam jako derektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, odpowiedzialny za efekty "światło i dźwięk" w czasie burzy. Posejdona skierowano na posadkę kierownika Centrali Rybnej, jako zarządzającego morzami. A Hades, jako ponurak i na światłowstręt chory, zajął się podziemiem, czyli górnictwem. Tylko o siostrach zapomnieli, ale to już współczesne feministki naprawią?


pan_T.A.Rej


Jak Cię widzą, tak się wyśpisz