A ja stworzę geniusza - taka mała refleksja

"Zakładamy, że każde dziecko ma umysł wolny, gotów do ukierunkowania na jakiś tor, lecz nie zawsze interesuje się czynnością, w której chcemy żeby było najlepsze. Jak zrobić, żeby nie miało wyboru? Zaraz po urodzeniu, berbecia umieszczamy w pokoju bez drzwi, okien, z otworem w suficie, cały biały wybity białym bezpiecznym materiałem. W centrum pomieszczenia umieszczamy małą studzienkę, żeby miało wody pod dostatkiem, ale żeby nie mógł się w niej utopić. Obok instrument, na którym ma się nauczyć grać. Póki jest małe przysyłamy ubraną na biało, (aby zlewała się z tłem pokoju) osobę, która je nakarmi. Jedzenie zsyłamy regularnie otworem w suficie. Zgadnijcie, czym dziecko zacznie się bawić? Instrumentem, który najpierw będzie niszczył doszczętnie, dlatego będzie trzeba usypiać je w jakiś sposób i wymieniać instrumenty. Co będzie się działo potem? Wraz z wiekiem nasz obserwowany osobnik napakowany kreatywnością oraz chęcią twórczą wywoływaną przez nudę, zacznie grać, tworzyć, w końcu dojdzie do perfekcji, stanie się geniuszem. Prawdopodobnym jest także, iż wymyśliłby swój własny język, zawierałby ona niewielki wachlarz słów, ale byłby specyficzny i wyjątkowy. Jedynym efektem ubocznym byłaby szybka śmierć oraz prawdopodobna choroba psychiczna." - pisze Odi. Nad kwestiami moralnymi zastanawiać się nie będę, bo traktuję te rozważania czysto teoretycznie. Zastanawia mnie jednak, czy ta osoba byłabym rzeczywiście geniuszem...

Przede wszystkim muszę wytknąć Odiemu kilka uchybień logicznych (ale zrzućmy to na karb innego stanu świadomości ;)). W każdym razie brakuje tu osoby, która nauczyłaby dziecko, jak posługiwać się instrumentem - bo taka osoba byłaby źródłem bodźców. Oczywiście, można by założyć, że metodą prób i błędów dziecko dojdzie do czegoś, co nazwiemy już wirtuozerstwem. Prawdopodobnie będzie grało zupełnie inaczej, niż, dajmy na to absolwent szkoły muzycznej czy światowej sławy skrzypek XXX - może inaczej trzymać instrument, w inny sposób wydobywać z niego dźwięki. Nowa jakość? Może i tak, ale nie wiadomo, jak do tego podejdą ludzie na zewnątrz owej białej izolatki. Ponadto dziecko nie musi grać na instrumencie - może go rozkręcić, może nauczyć się żonglować smyczkami, ewentualnie w celach już bardziej muzycznych walić skrzypcami w podłogę. Nie? A czemu nie? Przecież nikt nie wyjaśnił mu, do czego służy instrument. Co więcej, trudno byłoby to mu wyjaśnić - szczerze wątpię, czy dziecko wymyśliłoby swój własny język. Język jest przecież narzędziem komunikacji; w wypadku, gdy nie ma z kim/czym się komunikować, traci rację bytu. Przejdźmy jednak do sprawy moim zdaniem kluczowej:

Skąd się bierze kreatywność? Wydaje mi się - ale podkreślam: WYDAJE mi się - że wiąże się z ogromem bodźców oddziałujących na człowieka i umiejętnością ich interpretacji, przetwarzania, indywidualnego podejścia do nich, aż w końcu - próby własnego oddziaływania na otoczenie (czyli tworzenia nowych bodźców). Sytuacja zarysowana przez Odiego charakteryzuje się przede wszystkim wyeliminowaniem wszelkich bodźców jako elementów rozpraszających dziecko. Wydaje mi się jednak, że nie tędy droga...

Skąd brali natchnienie wielcy kompozytorzy? Z odgłosów natury, z folkloru, później - z odgłosów miasta, ulicy - z tej całej gamy dźwięków, z jakimi stykali się w każdej chwili swojego życia. Oni nie wymyślali nowych dźwięków, korzystali z tych zasłyszanych, łącząc je na nowo, podchodząc do nich indywidualnie. Dziecku brak tego.

Jasne, możliwe jest, że to, co stworzy ów odizolowany od świata osobnik będzie genialne. Ostatecznie niektóre wielkie obrazy wyglądają jak przypadkowa mieszanina kolorów, tu "kap" - niebieska farba, tu "kap" - zielona, bazgroły małego dziecka. Nawet zwierzęta potrafią namalować coś takiego. Czekajcie... ja też tak umiem, jeszcze zobaczycie mój obraz na ścianie w Luwrze :).

Albo poeci futuryści...

"Tu tam tam tum tu tu tam tam tam tum" - to cytat z wiersza "Moskwa" (zagadka: czyjego?), piszę z pamięci, więc na pewno coś pokręciłam ;). (Swoją drogą, nie chcielibyście widzieć mojej miny, kiedy przeczytałam w bryku, że "podmiot liryczny zastanawia się nad miejsce artysty w świecie" :)). Albo przeczytajcie to:

"weworieowr wqerowqr eorussdj
wiedsoe woweddk woedkwfs"

Wiersz to refleksja podmiotu lirycznego nad chaosem świata, wyrażanym poprzez przypadkową kombinację liter i sylab. Celowa arytmiczność i trudne do wymówienia zespoły głosek podkreślają ów chaos i wywołują w czytelniku niepokój. Brak wielkich liter wskazuje na negację dawnych wartości, dla których nie ma miejsca we współczesnym świecie. Żartowałam :). To była przypadkowa kombinacja liter, efekt walenia po omacku w klawiaturę...

Do czego zmierzam? To, co mimochodem stworzy to dziecko, możemy uznać za genialne. Wydaje mi się jednak, że esensja bycia malarzem, muzykiem czy poetą to nie tworzenie, ale świadomość tworzenia. Prawdziwy artysta w pozornie przypadkowej kombinacji barw, liter, dźwięków widzi jakiś sens, porządek. Tego prawdopodobnie nie zobaczyłoby dziecko, pozbawione możliwości poznania innej muzyki niż własnej. Odpowiedź na pytanie, czy na tym polega genialność, pozostawiam już Wam...

Tawananna
tawananna@pf.pl
www.tv.pl