pan_T.A.Rej

 Dziwkarz




 Prolog

     Knajpka, jakich wiele w Polsce. W mieście wyróżnia się trzy razy droższym, niż gdzie indziej piwem, parkietem (właściwie, to terakota, nie parkiet) do tańczenia i muzyką (szczęśliwie, nie ma tam muzy z betoniarki i tej wzorowanej na przemówieniach "Samoobrony"*). No i jeszcze bilardem. Wszystko razem tworzy pewien - inny, niż w większości barów - klimat.
 Wchodzi chłopak w stylu "Ken" (to ten od Barbie). Jak zawsze, gdy pojawia się następny gość, wszystkie oczy kierują się na niego. Akurat chwila przerwy w muzyce, z sąsiedniego stolika słychać dziewczęcy głos - "Ale macho".
 "Ken" rozgląda się po sali, podchodzi do stolika z "nieobstawionymi" dziewczynami, siada - nie pytając, czy może; on nie musi - i zamawia piwo dla siebie i dopiero co poznanych dziewczyn. Wszyscy na sali wracają do swoich spraw. Może po dwóch piwach i paru tańcach "Ken" wychodzi z jedną z nowych zdobyczy.
     - "Ale dziwkarz" - słychać tym razem z sąsiedniego stolika.
 Właśnie, dziwkarz, a nie macho.


Epizod I

    - No, kolejna zaliczona. Która to? Zresztą, czy to ważne? Grunt, że plan wykonany, i to z nawiązką. W każdym razie, to ostatnia, za tydzień ślub i "cnotliwe" życie. Ale pomysł był niezły - w dwa miesiące przed weselem, zaliczyć ostatnie dwadzieścia panienek.
 ***
     Impreza, jakich wiele. Anka, od niedawna w mieście, jeszcze nikogo nie zna. Przyszła tu z niedawno poślubionym mężem, dla którego opuściła swoje miasto, przyjaciół i rodzinę. Mąż właśnie rozmawiał w drugim końcu sali z jednym ze swoich kolegów.
   - Znasz go? - usłyszała rozmowę dwóch nieznajomych, stojących niedaleko dziewczyn
  - Jasne. Kaśka z nim..
   - A która nie? To zwyczajny dziwkarz
     Anka dopiero po chwili się zorientowała, że mowa o jej mężu. To, co teraz poczuła, trudno do czegoś porównać.
 Jej kochany, jedyny... Taki... Nie, to nie może być prawda. To niemożliwe, on taki nie jest.
 Ale... Te uśmieszki poznawanych dziewczyn, kiedy im się przedstawia, głupie miny strojone za jej plecami.
***
     - Co ona chce ode mnie? Właściwie nic złego nie zrobiłem, a nawet gdyby, to przed ślubem. To już przeszłość, w życiu bym jej nie skrzywdził... Zresztą, niech się wali, przecież jestem facetem. PRAWDZIWYM facetem.


Epizod II

     Oj, naiwny, naiwny. Jeśli myślałem, że uda mi się spędzić w samotności trochę czasu nad kuflem piwa, kontemplując pianę, to się myliłem. Unosiłem właśnie kufel "bezalkoholowego", kiedy wszedł znajomy, z gatunku "Maruda". Oczywiście, zauważył mnie. Oczywiście, kupił dwie szklanice napoju chłodzącego i zmierzał z nimi do mojego stolika. Oczywiście, był już "na średnim gazie". Dosiadł się i od razu, z marszu, dowiedziałem się, że dziś ma wolny dzień, że miał robić badania kontrolne, ale po drodze spotkał Baśkę, tą, co mieszka tu niedaleko. Dalej mówił trochę głośniej - dowiedziałem się, jaki jest hojny ( - "Kupiłem dwa >>kojoty<<, ale nie te tańsze, tylko wiesz, z takich po 5,20"). A potem... Potem jeszcze głośniej, nie przejmując się, że mówi o dziewczynie znanej wszystkim (knajpka osiedlowa - okolica, w której wszyscy się znają), każdy w barze wysłuchał opowieści o tym, co we dwoje można robić w samochodzie. Opowieści suto zaprawionej szczegółami anatomicznymi i z detalicznym opisem gimnastyki seksualnej, jaką można uprawiać w "Maluchu". Co prawda, niejeden z pisarzy już udowodnił, że w naszym ojczystym języku można pisać (i mówić) o "tych" rzeczach bez wulgaryzmów, ale znajomy pewnie tego nie wiedział. Bo i skąd, skoro jedyną jego lekturą był instrukcja obsługi samochodu? A jego opowieść tak różniła się od dokonań naszych literatów, jak "Emmanuelle" od filmików "Wampa". Kiedy jeden z grupki siedzących w lokalu sąsiadów zwrócił chłopakowi uwagę, że mówi zbyt głośno i w dodatku o znajomej, ten, niezadowolony z tego, że mu się przerywa, rzucił uwagę:
     - A pan, panie S. to tylko ze swoją starą? I co, zazdrość?


 Epizod III

     - Mówię ci, nie jest prawdziwym facetem, kto nie miał murzynki. Zresztą, zaliczyłem już wszystkie kolory... W ogóle, jak co conajmniej raz w tygodniu nie wyskoczę do Amsterdamu, to chory jestem. Kocham Holandię! Mówię ci, rzuć to wszystko w diabły i przyjeżdżaj do mnie. Robotę i kwaterę ci załatwię... O, albo ostatnio. W szoku byłem. Bo chatę wynajmujemy w parę osób, wiesz, taniej jest. I przyjechało z Polski "świeże mięsko". Taka sobie cizia. Mężatka, to myślałem, że bezpieczniej będzie, bo panienki to wiesz, zaraz chajtać by się chciały... No, i z tydzień połaziłem wkoło niej, bo uparłem się, że muszę ją mieć. Nie to, żeby jakiś ekstra towar, ale jak już mamy mieszkać pod jednym dachem, to niech coś z tego będzie i dla mnie. A mąż? Jak baran i samą puścił, to niech z rogami teraz łazi. Że co, że mężatka, to stara? Nie, raptem ze trzy lata starsza. A jeszcze "chłopcze" do mnie na początku mówiła. To sobie pomyślałem: "Czekaj, ja ci chłopca pokażę". No i udało się. Tylko potem, jak mówiłem, w szoku byłem, bo przed wyjazdem ona do mnie, że chyba w ciąży jest. To test kupiłem. Tyle kasy! Ale na szczęście, nie była. Zresztą, ma męża, to niech do niego wraca. Ale mniejsza o nią. Mówię ci, te dziewczyny z Amsterdamu... Nie, kasy jeszcze nic nie odłożyłem, tyle, że matce za podróż oddałem. I rower sobie kupiłem. Tam wszyscy do roboty rowerami... Co zwiedziłem? No mówię, te czerwone latarnie... Co tydzień tam... Tak, drogo wychodzi, ale cóż. Młody jestem, jak teraz nie poużywam, to kiedy? Przynajmniej będzie co wspominać. Matka się burzy, gdzie kasa, ale wciskam jej, że na konto wpłacam. Bo jakby się dowiedziała, to by zaraz marudziła, że dziwkarz. A ja co? Macho, prawdziwy facet...


 Epilog

    Tych chyba najwięcej. Nie można ich, co prawda, zaliczyć do ludzi, o których piszę. Chyba, że z dodatkowym słowem: opowiadacz. Bo jedyne, co robią, to opowiadają, ile to panienek "zaliczyli". Nieraz rzucając nazwiskami. Kto ich zna, wie, że "zaliczanie" było tylko w ich wyobraźni i w opowiadaniach. Ale opinię potrafią zszargać niejednej dziewczynie. I to porządnie. Co prawda głupi, kto im wierzy, ale świat pełen jest głupich.


Posłowie
     Niestety, wszystkie przedstawione tu epizody są prawdziwe. Pierwszy znam od żony tego pajaca (jadnak słówko "dziwkarz" bardziej mi tu pasuje. Ma swoją wymowę i brzmienie. Choć "pajac" też - w każdym razie bardziej, niż "macho"). Ten z epizodu drugiego, dziwkarz i plotkarz, to, niestety, sąsiad. Ostatni, to - niestety - kolega. Niestety, wypowiedzi i myśli bohaterów też są prawdziwe, choć nie dosłownie powtórzone. A poziom tych "prawdziwych" facetów wolałbym zostawić bez komentarza.


  poświęcił pani**BrightWitch:
 pan_T.A.Rej

 
    * 1) Weź łopatę żwiru, cztery połówki cegieł i dwa kawałki pręta zbrojeniowego. Wrzuć do betoniarki. Dźwięk, jaki powstanie nazwij "techno".
2) Wymyśl coś rymowanego i idź na wiec Samoobrony. Podłap rytm przemówień. Skanduj swoją twórczość w tym rytmie. Nazwij to "rap"

     ** Ależ ze mnie męska, szowinistyczna świnia - przypominać kobiecie, że jest kobietą. Ale "zapominanie" przez niektóre feministki o swojej kobiecości, to tak, jak odrzucenie człowieczeństwa przez ludzkość w drodze do boskości. Próby już były. Choćby naziści w swej drodze do poprawienia rasy...


PS A swoją drogą, masz rację. Ploteczki kobiet to bedka w porównaniu z tym, co potrafią "prawdziwi" twardziele. Szczególnie we własnym, męskim gronie. I po małym co-nieco.