Błoto czy słoneczniki?
Lubisz dużo wiedzieć? To świetnie. Dobrze poinformowany,
orientować się co w trawie piszczy? Załatwione. Fakty,
ciekawostki, coś dla ciebie znajdą. Chciałbyś sięgać
wzrokiem dalej niż za płot własnego podwórka? Lepiej nie mogłeś
trafić - zobaczysz cały szeroki świat. Sztab ludzi pracuje nad
tym, żebyś to widział ich oczami. Żebyś odbierał, czuł, myślał,
miał taki pogląd jak oni. Wystarczy tylko...
Słuchaj! A może by tak dla draki, dla zabawy, nawet nie - tak
całkiem od niechcenia, przy okazji. Sprawdzić ich! Zobacz, nic
prostszego - bądź tam, na miejscu, obejrzyj, wczuj się, wyrób
sobie zdanie... W porządku, wracamy do domu, tam "przeżyjmy
to jeszcze raz". Może i widziane ich oczami, ale w końcu to
przecież tak, jakbyś ty tam był. Prawda?
Prawda?
Zaledwie parę dni temu wróciłem do domu, ale wciąż wyczuwam
jakby badawcze spojrzenia. Trochę dociekania. Szukanie jakichś
śladów zepsucia, degeneracji, totalnego zdemoralizowania i nie
wiem czego jeszcze. Ale na samym początku było zdziwienie. Że
nic mi nie jest. Kolejne - zjawiłem się w świetnej kondycji
psychicznej. (tylko kąpiel, coś do przegryzienia i mogę
opowiadać) Niemożliwe - może bez szoku, ale z niedowierzaniem
- niemożliwe!
Przecież byłem w Żarach. Na Przystanku Woodstock. Tam to się
demoluje pociągi, wszczyna burdy ze stróżami demokracji -
dziennikarzami, kradnie co tylko da radę przywłaszczyć, w ogóle
zachowuje tak ... rozpustnie, że margines społeczny staje się
wzorem cnót przy czymś takim. Niemożliwe! Pewnie, że
niemożliwe. Brakuje jeszcze czarnych mszy i krwawych sabatów do
pełni obrazu, ot co.
Zapytałem rodziców, skąd pochodzą ich "informacje z
pierwszej ręki"... Oni tylko...
... Oglądali migawkowe relacje w telewizji.
Kurcze, lepszej okazji chyba nie znajdę! - zabrałem się za
porównanie. Nie trzeba było nawet długo szukać, "sensacyjne
doniesienia" z Żar nie zniknęły jeszcze z pierwszych stron.
Czekałem jeszcze z nadzieją na wyjście mojego ulubionego
tygodnika (Polityki) i zawiodłem się. Tam również przyłączono
się do mieszania owsiakowej imprezy z błotem.
Nie twierdzę, że fakty, jakimi rzucały media, są wyssane z
palca, bo nie są. Ale sama informacja pozbawiona komentarza jest
niczym - ludzie jej nie strawią. Toteż zaserwowano
publice, co prawda okrojone i poprzebierane wiadomości, ale za
to z jaką interpretacją! Cudo po prostu.
Dobra, na razie dajmy sobie na luz z Woodstockiem. Stwórzmy taką
hipotetyczną sytuację: reportaż o twojej szkole (rok już
pewnie trwa w najlepsze, więc przykład jak znalazł) migawkowe
ujęcia - frontowa ściana pomazana niezmywalnym sprayem (coś
sprośnego) - brak mydła i lustra w WC - uczniaki dziarsko
wymykające się na dymka za winkiel - i te same dzieciaki w
zapisanych ściągo-wzorami ławkach, znudzone, nieobecne -
nauczyciel, który właśnie dostał ataku histerii... I tylko
tyle. Tylko. No co, w końcu nieraz u siebie to widziałeś. Ale
czy to aby wszystko? Czy na podstawie tych paru obrazków można
mieć pogląd na to miejsce? Najwyraźniej można. Patrz, ten
reporter już go ma, więcej - on go przekazuje w świat. Mówi,
że zbiera się tu jedynie niepotrzebny element, który marnuje
tylko swój czas, energię i co gorsza społeczne pieniądze. O
nie! Mówi, że należałoby rozpędzić cale to towarzystwo na
cztery wiatry. I ma facet rację, czyż nie?
Ty dobrze wiesz, że to nieprawda. Co z tego? Gdybyś tak znał
ową szkółkę tylko z TV...
Czy nie zgodziłbyś się z nim po obejrzeniu takiego "reportażu"?
A czy nie przytakiwałeś w duchu wszelkim relacjom z Przystanku
Woodstock?
Bo tak wygodniej? Bo to by nawet razem pasowało - młodzież
polska i to zasyfienie - prawda?
W takim razie posłuchaj jeszcze jednej relacji. Nie
dziennikarskiej - takiej jednostronnej, tendencyjnej
i chorobliwie subiektywnej. Mojej.
Z Przystanku zapamiętam z pewnością, jak zwykle, wiele
nieistotnych szczegółów. Na zawsze już będą przypominające
mrowisko tłumy, a nad ich długimi włosami łoposzące flagi,
sztandary własnej roboty. Na zawsze wspaniałe uczucie bycia
unoszonym na rękach tego gromadnego zbiorowicha pod sceną, na
plecach; przez chwilę gwiazdy zamajaczyły na niebie; jakby pływanie
po morzu ludzi. Na zawsze już w mojej głowie będą istnieć
zbiorowe prysznice, średnio po jednym na sto tysięcy luda; ścisk
pod nimi, bo każdy pragnie zimnej wody, chłodu na karku; jakie
teksty tam chodziły...
Zawsze już to błoto i słoneczniki, słoneczniki i błoto; błoto
do kolan, na butach i w nich; jako zmęczenie, nieznośny fetor i
wszystko to co brudne, ciężkie i zniechęcające; słoneczniki
- na dziko rozsiane wokoło, słoneczniki na namiotach, flagach,
słonecznikowe wianki we włosach; słoneczniki czyli ciepło,
przyjaźń, podniesione głowy i uśmiech i "niech jutro
poczeka", optymistyczny koloryt nad całą zbieraniną. Słoneczniki i błoto. Błoto
i słoneczniki.
Te fragmenty prędzej czy później rozleciałyby się i pogubiły,
zatraciły sens w mrokach niepamięci, gdyby nie spoiwo.
Niezwykle silny klej trzymający je razem. To klimat imprezy,
cudowna atmosfera. Najlepiej określa ją słowo tak oklepane i
sprowadzone do banału do tego stopnia, że ludzi przestali już
w nie wierzyć - Wolność. Ją się naprawdę czuje.
400 tysięcy młodych ludzi, którzy odkryli, że w tym jedynym
miejscu mogą robić wszystko, co zechcą - taplać się w błocie,
całować się pół dnia, włazić na dachy samochodów i jeździć
z nimi, piwo pić, leżeć i wzdychać, pleść wianki ze słoneczników,
tańczyć i śpiewać, czy po prostu rozmawiać - wszystko, oprócz
robienia sobie nawzajem krzywdy. I nikt nikomu nie robi krzywdy,
nikt nie patrzy zawiścią na drugiego.
Owsiak to na dziś mój osobisty cudotwórca. On i jego ekipa
potrafią sprawić, że z brudu i błota nagle wyrastają złote słoneczniki!
Co wobec tego faktu robią media? Oczywiście pokazują błoto!
Ja już nie wiem, może się nie znam, ale czy w celu sfilmowania
pijanych ludzi śpiących na betonie trzeba jechać aż do Żar?
Nie wystarczy kopnąć się na Centralny w Warszawie? Bliżej,
taniej... Czy naprawdę sądzisz, że działało tam więcej
narkotykowych dealerów niż w podobnie liczebnym polskim mieście?
Myślisz może, że to młodzież jedzie czysta i niewinna, a tam
na miejscu, ktoś ją psuje? Bzdura. Wierutna bzdura.
Zresztą w zwalaniu winy za zło wszelakie na żarowski festiwal
jest sporo wygodnictwa. Weź tu rodzicu daj wiarę, że syn
umawia się na kolejną działkę za drzwiami własnego pokoju,
tylko ciebie to nie bardzo interesuje. Albo, że córka pierwsze
doświadczenia erotyczne zdobyła na imprezie w sąsiednim bloku,
zresztą w stanie "odmiennej świadomości". Nie da rady! Już
łatwiej uwierzyć, że winę ponosi ten brudny, degenerujący
Przystanek Woodstock. I Owsiak - oszołom, satanista jaki,
wywrotowiec, heretyk jeden - na stos z nim!.
Bo przecież media nie mówią same do siebie. Chodzi o to, by być
słuchanym, budzić zainteresowanie. Najlepsza strategia -
dajcie ludziom to, czego chcą; niech usłyszą to, co chcą usłyszeć.
Dlatego doniesienie, że Owsiak powywracał nielegalne stoiska i
wyrzucił dziennikarzy TVNu wygrywa z informacjami policji o
zaskakująco niskiej przestępczości na Przystanku.
To jest coś, jak taka niezdrowa zawiść spływająca na
samotnego i nieszczęśliwca, gdy widzi w parku zakochaną parę,
cieszącą się życiem sobą nawzajem. Zazdrość. Podobnie
zmęczeni życiem i zrezygnowani mieszkańcy naszego kraiku nie
chcą przyjąć do wiadomości, że dokładnie w tym samym kraju,
w tej samej chwili, młodzi ludzie potrafią się zebrać razem,
bezpieczniei w przyjaźni, i rozsiewać wokół pozytywne, życiodajne emocje.
Wolą już dopatrywać się plam z błota i skutecznie maskować
nimi wszystko pozostałe. Taki kraj.
A media, telewizja? Nie winię jej specjalnie - choć niemówienie
całej prawdy jest logicznie rzecz biorąc kłamstwem, na które,
cóż, sporo ludzi się nabiera - manipulacja manipulacją, ale
ludzie chcą tego. I to może przerażać.
"...fanatyzm jest przekleństwem narodów
Kult jednostki, religijny, polityczny, nacjonalizm
Będą zawsze tym samym - czarną stroną człowieczeństwa..."
[Hunter]
Nie ulegajcie zbiorowym prądom myślenia.
Własne zdanie jest najważniejsze.
Rainman
sierpień 2oo3
raindrop@pf.pl
Autor jest
zagubionym nastolatkiem, złapanym w matnię utopinej ideologi, która wmówiła mu przynależność do wydumanej "Generacji Woodstock", przesłaniając jego niewinny umysł i skłaniając wbrew wszelkim obiektywnym relacjom medialnym do pisania na styl x-files'owy: "Ja wiem, co widziałem"; Co też czyni ;-)
|