KRÓTKI ART O AMOKU

Jest trzeci sierpnia 2003 roku. Co w tym dziwnego, ktoś zapyta. Abso-
lutnie nic, odpowiem. Od rana siedzę i piszę. Już czwarty tekst. Po
prostu jestem w amoku, w jakimś transie. Uderzam w klawisze z szybkoś-
cią karabinu maszynowego, a pomysły na teksty nasuwają się same. Zrobię
zatem mały eksperyment i postaram sie opisać ten stan, w którym aktual-
nie się znajduję.
Chyba każdy piszący teksty zna to uczucie. Nic, nic... a tu nagle w
głowie świta pomysł. Coś czytamy, coś oglądamy, coś zobaczylismy i wie-
my już o czym pisać. Siadamy więc do komputera i zaczynamy. Parę osób
pytanych o to, w jaki sposób piszą, wskazało własnie na tę drogę. Cza-
sami może się to przerodzić w trans, wtedy gdy może nic od dawna nie
pisaliśmy i odczuwamy głód tworzenia. To wspaniałe uczucie, w głowie
huragan myśli który momentalnie rozładowujemy ładując w klawisze i
ubieramy w słowa, słowa łączymy w zdania. Przestaje interesować świat
wokół, piosenki, jeśli jakichś słuchamy, lecą mimo uszu, a my piszemy,
piszemy, piszemy... Dawno nie byłem w takim stanie. Może nawet nigdy.
Może to jedna z form ucieczki przed troskami? Takie zapamiętanie się.
Gdy mamy się o co martwić, kilkuchwilowy amok może okazać się bardzo
pożądany, może być odskocznią. Po ukończeniu pisania czujemy się jak-
byśmy zrobili coś ważnego, chce się nam żyć, widzimy sens, patrzymy na
świat pogodniej i radośniej bo własnie odkryliśmy - albo przypomnieliś-
my sobie - o swoim miejscu na tej ziemi, miejscu ktore wyznaczają nasze
pasje, miejscu z którego możemy zacząć drogę do celów. Celów, które
również są warunkowane pasjami.
Cudowne uczucie... Wszystkie czarne myśli momentalnie ulatują gdzieś
daleko i przestają się liczyć. Tylko my, nasze myśli i klawiatura. Nic
więcej. Pewien rodzaj spełnienia. Stan o jakim się marzy, coś co może-
my osiągnąć na przykład na łonie natury, kochając się z ukochaną osobą
lub robiąc to co kochamy. Można się poczuć szczęśliwym.

Do tego momentu tekst pisany był na niewiarygodnie szybko, na gorąco,
celowo pod wpływem impulsu i nie będzie poprawiany. Jak dotąd pisanie
zajęło mi dziewięć minut. Typowy amok :)

Już widzę, jak tam na górze dałem się ponieść emocjom i przesadzałem.
Ale tak miało być w założeniu. Zresztą, może to ogarnięci amokiem jes-
teśmy najbardziej szczerzy i prawdziwi, choć nie do końca poczytalni?
Bardziej na trzeźwo - takie chwilowe zapamiętanie się w czymś co lubimy
robić, rzeczywiście sprawia że możemy dobrze się poczuć, leczy
kompleksy i zmartwienia i pozwala wrócić do normalnego rytmu bardziej
odpornym. Jak każda odskocznia, nie może trwać wiecznie i trzeba wrócić
do życia. Czasami nawet jeśli się nie chce. Bo powinniśmy żyć życiem a
nie pracą, pisaniem, pieniędzmi. Przynajmniej takie jest moje zdanie.
Mimo to najbardziej lubię teksty pisane pod wpływem impulsu. Wtedy
można w rzędach liter zakodować potężny ładunek pozytywnej energii,
którą potem "odbierze" ktoś, kto będzie nasz tekst czytał. Mam takie
uczucie zawsze gdy przeczytam któryś z artów Rainmana, on opanował tę
sztukę do perfekcji. I zdaje się, że on nie pisze pod wpływem "amoku",
on to ma dane zawsze... Ale to tak na marginesie. Kończę kolejny art
z serii "krótkich" życzeniem takiego transu u każdego z Was raz na
jakiś czas. Wszystko może być dobre, jeżeli obchodzimy się z tym czymś
z umiarem. To chyba koniec tekstów na dziś, zaczyna mnie boleć głowa.
Trzeba wrócić do rzeczywistości, jak po każdym odlocie.

Donald
advocat@interia.pl

3-08-2003