Auschwitz
Stałem na środku placu, a deszcz lał się na mnie nieprzebranymi strugami. Czułem go w każdym zakamarku mego ciała, ale kompletnie nie zwracałem nań uwagi. Byłem sam, w pobliżu żywej duszy, nawet przewodnicy nie wychodzili w taką pogodę. Ale to mi odpowiadało. Wreszcie podniosłem oczy na bramę. Podniosłem smutne, mokre oczy, ku bezgranciznie cynicznemu napisowi "Arbeit Macht Frei". Przestapiłem próg, wchodząc na bezbarwne pola śmierci i zagłady. Moje oczy były coraz bardziej mokre. Znajdowałem się w samym sercu najplugawszego miejsca na ziemi...
Wszystko było sprytnie pomyślane. Ponumerowane uliczki, strażnice, specjalne budynki.
- Tato, czemu tu jesteśmy? - mały chłopiec spytał ojca wysiadając z pociągu.
- Przyjechałem do pracy, kochanie. Tu nam będzie dobrze, będzie gdzie mieszkać, co jeść i z pewnością znajdziesz rówieśników do zabawy - odpowiedział tato, siląc się na lekki uśmiech.
- A gdzie są nasze pokoje? W tych ceglanych budach?
- Nie. Panowie za chwilę zaprowadzą nas do pięknego domu z widokiem na obóz- Z przekonaniem wycedził ojciec.
Było tak jak powiedział. Przyszedł pan w ładnym niemieckim mundurze, wziął walizki, odebrał kosztowności i zaprowadził prosto pod prysznic.
- Tato, jesteś chyba kimś ważnym dla nich. Nawet kąpiel nam zrobią po długiej podróży! - ucieszył się syn.
Byli prowadzeni przez długi korytarz, cały czas przechodząć wzdłuż długich rur, którymi zapewne jest doprowadzana woda. W komorze czekało na nich ok 1500 osób. "Miłej kąpieli. Wir haben gute wasser" - rzucił na odchodnym niemiecki oficer. Drzwi zamknęły się z hukiem.
- A gdzie woda? Długo musimy poczekać, tatuniu?
- Nie synku, juz niedługo. O, coś chyba słyszę...
Do ogromnego pomieszczenia przez dziurkowane otwory przypominające prysznice został wpuszczony bezbarwny gaz Cyklon B, całe opakowania. Niemcy szukali czegoś taniego i praktycznego. Chyba znaleźli. Przez następny tydzień SSmani na taczkach wywozili ciała 1500 ludzi, które miały trafic prosto do...
Przestało lać, teraz siąpiła już tylko leciutka mżawka. Zatrzymałem się przez niskim, czerwonym budynkiem z długim kominem. Nad obozem widziałem masę takich kominów, chyba dużo ich potrzebowali. Stałem przed pierwszym krematorium zbudowanym na terenie obozu Auschwitz. Wszedłem do środka... Moim oczom ukazały się dwa olbrzymie piece połączone jednym przewodem, aż do komina. Stałem i patrzyłem się na nie jak nienormalny, przez głowę przelatywały mi tysiące myśli. Piec. Na ludzi. Jak to jest być... spalanym? A, spalanym żywcem? Czasem cyjanku brakowało, a dyszących jeszcze "pracowników obozu" waliło się łopatą w łeb, by się przymknęli na chwilę i dali się wrzucić do ognistych czeluści. "To już nie będzie bolało, już wszystko się skończy" początkowo mawiali kotlarze, ale z upływem czasu przestawało ich to ruszać. Wrzucali ludzi do ognia jak szmaty, jak węgiel, jak drewno, jak... Z zamyślenia wyrwał mnie przewodnik pewnej grupy. "W porywach lepszej kondycji kotlarzy, można było dziennie, jednorazowo spalić tu ok 2000 ludzi" Zakręciło mi się głowie. A może to tylko złudzenie? Postanowiłem, że jak najszybciej opuszczę to straszne miejsce... Znasz, Drogi czytelniku, powiedzenie - "Jak z deszczu pod rynnę"? Tu pasowało ono idealnie. Wpadłem po krótkiej chwili do drzwi z wyjaśniającym wszystko napisem "Extermination" . Znalazłem się w progu domu, teraz stylizowanego na muzeum...
- Mamo, dlaczego oni obcinają ci włosy ?
- Nie wiem córeczko, ale na pewno nie zrobią mi tym żadnej krzywdy, nie bój się. Z pewnością potraktują nas jak damy - uśmiechnęła się mama.
- Mamo, mój warkoczyk. Obcięli mi mój warkoczyk. Potem taki pan wrzucił do go masy innych włosów.. A ja lubiłam mój warkoczyk..była na nim jeszcze wstążeczka, ta czerwona od ciebie* -
W muzeum byly ogromne wystawy. Potraficie wyobrazić sobie tony włosów w jednym miejscu? Ja nie. Ale oczy chyba nie kłamią... przynajmniej tak mi się wydaje. Niemcy brali wszystko co mogło im się przydać. Garnki, buty, walizki, szczotki, dzbany, okulary, grzebienie, ubrania - wszystko się świniom przyda. Po walizkach widać było, iż niektórzy z więźniów to światowi ludzie. Londyn, Bukareszt, Paryż, Rzym, Oslo - masa przeróżnych pieczątek i naszywek. Cała sala przedmiotów domowego użytku, tysiące par butów, nawet takich dziecięcych, malutkich...
Na ścianach fotografie. Ludzie, którzy niemal nic nie jedli, a morderczo pracowali przez ponad 12h dziennie, wyglądali jak żywe trupy. Były też zdjęcia dzieci, które..
- Ochh scheisse! Geh zum Teufel! To już 5 dziecko dzisiaj, a szczepionka nadal nie działa. Zabija zamiast ratować! Myślisz, że uda mi się ją udoskonalić? Jak tak dalej pójdzie, to krematorzyści nie nadążą ze spalaniem tych małych ciał, he, he.- perfidnie syknął laborant.
- Ależ fruher, to nic. W pokoju obok trzymam jeszcze ok 200 chłopców, powiedz kiedy będzie trzeba jakiegoś, byle szybko. Padają jak muchy. Dla dobra nauki!
- Dla dobra nauki i III Rzeszy.
Na ścianach widnieją liczne zdjęcia, głównie chłopców na których dokonywano eksperymentów lekarskich. Dzieci z przeszepionymi organami, wyglądającymi jak cienie. Dzieci krzywe, chore, połamane. Głodne. W Auschwitz próbowano przedewszystkim wyjaśnić tajemnicę bliźniaków. Setki dzieci przeszły przez podziemne laboratoria perwersji i śmierci, setki już dawno nie żyją. Wybiegłem z muzeum na uliczkę. Minąłem małą strażnicę i biegłem dalej. Nie wiem dlaczego. To było ponad mnie, czułem się potwornie. Stawiałem się w ich miejscu... Ujrzałem bramę.
- Ober Sturmvanfruher Zwillinger! Melduję, iż polscy więźniowie są już w obozie. Głównie oficerowie i porucznicy.
- Doskonale. Ilu?
- Około 40, to duży transport. Co z nimi dalej?
- Prowadź pod Ścianę Śmierci. Rozstrzelać.
-Rozkaz.
- A, zaczekaj! Ustaw w rządku, by jak najmniej naboi się zmarnowało...
Wbiegłem w nią. Znalazłem się przy słynnej Ścianie Śmierci, gdzie jak szacują, rozstrzelano ok. 10tys. osób, głównie Polaków. Dookoła stały dwa domy, wszystkie z pozabijanymi drewnem oknami. Niemcy nie chcieli by to co się tu dzieje było jasne dla wszystkich. Pod Ścianą Smierci stała masa zniczy. Podszedłem do niej, przystając. Patrzyłem w ogniki smutno tańczące nad megagrobowcem. Deszcz znów rzęsiście zaczął padać na ,nadal bezlistną, ziemię. Opuścilem głowę. Woda lała po rozgrzanych daszkach zniczy, powodując głuchy syk i małe smugi dymu. "Jeśli tak ma wyglądać piekło, to zrobię wszystko by tylko tu nie trafić" przemknęło mi przez myśl. Moje łzy zaczęły łączyć się z deszczówką.
- Kowalczyk z nami. Blok 11. - krzyknął jeden z SSmanów.
- Blok 11..[przeżegnał się]. Powiedzcie Marcie, że ją kocham - odrzekł smutno więzień wleczony brutalnie przez żołnierzy. W jego oczach był paniczny strach.
- Ale... Martę rozstrzelali 2 dni temu... Złapali ją, jak dzieliła się zupą z chorą z głodu kobietą - powiedział cicho współwięzień . Ale tego już skazany nie usłyszał.. i chyba dobrze.
Obok był blok 11, zwany przez więźniów Blokiem Śmierci. Kto tam wszedł, już nie wychodził, chyba, że pod tę Ścianę, albo na taczkach prościutko do krematorium. Ale nie wszedłem do tego bloku. Ciągle się bałem? Nie, miałem tego dość. To co widziała moja dusza to za dużo, jak na jeden raz. Czułem się rozbity psychicznie. Zacząłem biec w kierunku wyjścia. Trafiłem jednak, jak na ironię, pod tę samą bramę, przez którą wchodziłem do obozu. Przeszedłem przez nią jeszzce raz, tyle, że już od drugiej strony. Pocieszyłem się, że dokonali tego oprócz mnie bardzo nieliczni. Teraz dopiero zwróciłem uwagę na podwójny drut kolczasty okalający cały obóz. Nie było możliwości ucieczki, najmniejszej. Chyba, że w częściach. W nocy ogrodzenie podłączane było pod prąd. Jeśli znajdzie się ktoś, kto przeżyje "spotkanie" z 6000V to jestem pełen niekrytego podziwu.
Szacuje się, że ziemie pobliskich pól uprawych użyźniło ok 1,5 mln ciał, a raczej prochów z pobliskich kominów krematoryjnych. Prochów Żydów, Polaków, czy Romów. Pokój ich umęczonym duszom.
" Loud, louder. The scream's gettin louder. Can't stand the pain, that I'm keeping under. I face reality, sick, sick reality. False ideas, broken morality..." - Sweet Noise - "Ghetto"
* Motyw delikatnie zaczerpnięty przezemnie z wiersza Tadeusza Różewicza - "Warkoczyk". Kogo tam nie było, ten go nie pojmie...
spoxgreq