Pewnej historii ciąg dalszy.
Na początku tego artu chciałbym wspomnieć, że text ten ściśle wiąże się z artem "Opowiem Wam pewną historię" oczywiście mojego autorstwa (jeśli nie czytałeś tego artu to zakończ lekturę tego w tym miejscu). Kiedy tworzyłem część pierwszą wcale nie miałem w planach textu, który czytacie (inaczej powstałby dużo szybciej) ale życie pisze różne scenariusze tak więc oto macie przed sobą część drugą mego artu. Tu chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy przysyłali mi maile zgadzając się z tym co napisałem.
Pamiętacie co pisałem? Oczywiście, racja. Pisałem o tym, że poznałem Paulinę i miałem komplex po spotkaniu X. Wakacje 2003 spędzam (art powstaje w sierpniu) w moim domu, w zapadłej wiosze na końcu świata. Chciałem gdzieś wyjechać ale nie wyjechałem (finanse, niestety) chociaż jak tak dalej pójdzie to chyba wyjadę nogami do przodu. Tam gdzie mieszkam szansa na to abym poznał kogoś dla kogo bym coś znaczył jest taka jak trafienie szóstki w lotto za pierwszym skreśleniem (jeśli nigdy przedtem nie grałeś) czyli powiedzmy to szczerze - mniej niż zero. W te wakacje też poznałem pewną dziewczynę i nawet muszę powiedzieć, że zaczęła coś dla mnie znaczyć ale kiedy dowiedziałem się z jej ust (w sposób mało dyskretny i kulturalny), że jestem nikim, wszystko się skończyło. Nie miałem na nic ochoty, życie straciło barwy i sens. Wiecie, nie chodzi mi tu o nią samą ale o to, że każda dziewczyna, którą się interesuję zawsze reaguje na mnie w mało przyjemny sposób. Muszę w końcu to przerwać bo nie mogę tego znieść. Dlaczego zawsze ja? Tylu facetów na świecie a padło akurat na mnie. To jest nie do wytrzymania i woła o pomstę. Czym ja różnię się od takiego przykładowego Janka Kowalskiego?
Niczym! I mam takie samo prawo do miłości jak Ty. Lata lecą i nic się nie zmienia, mówiono mi: wszystko będzie OK. Ale nie jest i to jest mój problem. Zdecydowanie nie należę do osobników, na których dziewczyny lecą z wywalonymi językami. I wqrzają mnie tacy osobnicy. Jestem tylko szarym człowieczkiem z szarej wiochy na końcu świata. I nikim więcej. Chciałbym być Z dziewczyną. Ale nie mogę. Nie mam szans. Nie chcę znowu przeżyć tego co z X. Nie! Tego moja psychika mogłaby już nie wytrzymać. Kochałem, odrzucono mnie, spróbowałem jeszcze raz, odrzucono mnie. Nie chcę być jeszcze raz odrzuconym. To za dużo. Boję się tego, a jednocześnie pragnę miłości, chcę być z tą jedyną blisko, czuć się jej potrzebnym, coś dla niej znaczyć. Nie jestem kochany. Uciekam od tego. Uciekam w mój świat. Świat wirtualny, ten zamknięty po tamtej stronie monitora. Tylko tam jestem tym kim chcę być. Ale czasem wracam. Nie wiem po co ale wracam. Wracam do realnego świata, po chwili jednak czuję, że tu nie jestem potrzebny, jestem nikim. Uciekam. Wchodzę w wirtualny świat coraz głębiej, nie chcę wracać. To mój świat. Chciałbym tak jak inni, być z kimś czuć bliskość drugiej osoby. Nie, nie mogę, może nie potrafię. Nie wiem. Próbowałem, nie wyszło, nie przeze mnie, znów próbowałem, znów porażka. Nie chcę tak egzystować. Wolę śmierć. Moje życie to marna egzystencja. Jest jak samotny marsz przez pustynię. Nie chcę tak żyć. Wstaję rano, włączam komputer, uciekam w świat wirtualny. Gram, surfuję w Necie, programuję. Na podwórko czasem wychodzę, nawet dość często. Szybko jednak wracam. To nie mój świat. Tu jestem niepotrzebny, niekochany. To nie dla mnie, chcę miłości, potrafię kochać, kochałem, nienawidziła mnie, nienawidziła mnie za moje uczucie do niej. Dziwne. Zmieniam szkołę. Może będzie lepiej. Nie wiem. Chciałbym aby tak było.
PS. Pozdrawiam i zachęcam do kontrpolemiki, szczególnie dziewczęta.
PS_2 Podczas pisania słuchałem jak cicho, miarowo i spokojnie szumi komputer. Być może kiedyś pojawią się dalsze części mego artu.