"Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone szaleństwem, głodne histerycznie nagie,
włóczące się o świcie po murzyńskich dzielnicach w poszukiwaniu wścieklej dawki haszu,
anielogłowych hipstersów spragnionych pradawnego niebiańskiego podłączenia do gwiezdnej prądnicy w
maszynerii nocy,
którzy w nędzy łachmanach z zapadniętymi oczyma w transie czuwali paląc w nadnaturalnych ciemnościach
tanich mieszkań, płynąc poprzez dachy miast, kontemplując jazz,"
Allen Ginsberg fragment "Skowytu"
Chciałbym móc powiedzieć tak jak to napisał Carlo Marx ("I saw the best minds of my generation"),
niestety 99,9 % ludzi nietuzinkowych jest w jakiś sposób odcięta od reszty społeczeństwa: "są oni naznaczeni przez
geniusz dysleksją, syndromem Aspergera, autyzmem" lub stają się debilami przez nasz system edukacyjny
ewentualnie są abnegatami życia towarzyskiego.
Jestem "buntownikiem bez powodu" i nie akceptuję świata takim jakim jest, nie chcę "badać próbek morza świata"
ani "kąpać się w jego falach".
Jestem typem człowieka a la Anatole France i nienawidzę skrajności toteż chciałbym chłonąć doświadczenia innych
z ich dzieł, lecz nie mógłbym się do tego ograniczać, mym marzeniem jest możliwość poznania Golemana, Dylana,
Miłosza, Różewicza, Brodskiego, ludzi których książki mają stałe miejsce w mojej biblioteczce i porozmawiać z
nimi.
Niestety tak wielka "komunikacyjna przygoda" w dzisiejszym świecie jest niemożliwa co prawda istnieje wielka sieć
komputerowa, która znana jest statystycznemu Polakowi pod nazwą Internet (quasi-hakerzy używają pojęcia
Pajęczyna).
Lecz Wałęsa nazwał wynalazek RAND Corporation: "najbardziej demokratycznym uniwersytetem świata", lecz ja -
koniński nihilista, nie zgadzam się z tą opinią, gdyż są państwa: Wietnam, Bhutan, Tybet, Chiny, Myanmar,
Kambodża, Laos, w których de facto nie jest znane pojęcie "Free net", a swobody obywatelskie są pojęciem
martwym.
W Chińskiej Republice Ludowej by móc skorzystać z następcy
ARPA-netu trzeba: pójść do państwowej kawiarenki internetowej, zapłacić horrendalną opłatę za możliwość
skorzystania z "najbardziej demokratycznego uniwersytetu świata", wpisać się do specjalnego kajetu swe dane
osobowe i dopiero wtedy statystyczny obywatel demokracji ludowej może "oglądnąć sobie" strony WWW, ale tylko
te, które nie są objęte cenzurą.
W pozostałych wymienionych przeze mnie państwach z wyjątkiem Tybetu nie ma firmy dostarczającej usługi
internetowe.
Ojczyzna Dalaj Lamy zasługuje na większą uwagę, ponieważ następcy "boskiego" Mao od 1950 roku traktują
obywateli państwa dachu świata jako ludzi drugiej kategorii, ponieważ nie pomagają oni prowincji obejmującej
dawne terytorium niezależnego państwa Tybetu w niczym.
Zapewne zastanawiasz się: co mym zdaniem jest w stanie zastąpić Sieć opiewaną przez Wałęse, Miłosza,
Jana Pawła 2, Dalaj Lame?
Otóż mym zdaniem Internet w przyszłości zostanie zastąpiony przez coś, co już dawno zostało opisane przez
apologetów science ficton i fanów najlepszego filmu braci Wachowskich.
Dzisiaj gdy jesteśmy "podłączenia do gwiezdnej prądnicy w maszynerii nocy" nie jesteśmy wstanie powąchać
jakiejkolwiek potrawy, poczuć smaku, odczuć dotyk, oczywiście są prowadzone badania nad urządzeniami dzięki
którym będzie można powąchać placek ciotki z ameryki bez wychodzenia z domu, ale są one na etapie teorii.
Matrix braci Wachowskich jest siecią, do której podłączeni są ludzie, a maszyny wykorzystują nas jako baterie.
Jest to oczywiście sytuacja, w której ludzkość jest niewolnikiem istot martwych, ale nie musi tak być wyobraźmy
sobie sytuacje, w której ludzie wybierają jak w "Pamięci Absolutnej" czy chcą być "podłączeni do gwiezdnej
prądnicy w maszynerii nocy", czy żyć w realnym świecie którym ich umysły będą "głodne histerycznie nagie".
Ludzie żyjący w nierealnym świecie nie musieliby troszczyć się o los swych ciał, gdyż nimi zajęłyby się specjalne
instytucje tak jest dziś z Internetem., który jest kontrolowany przez USA i Wielką Brytanie, ale o tym napiszę
później.
Dzięki przyszłej sieci nie musielibyśmy opuszczać kraju, by móc zobaczyć zimowa rezydencja maharadży w
Punakha (Butan) nie będziemy musieli płacić biletu lotniczego i podatku "od turystyki" - 200 $.
Poza tym istnienie drugiej rzeczywistości dałoby prace tysiącom ludzi, którzy zajęliby się pisaniem programów
stwarzających, konserwujących, zarządzający "wirtualnością", z pewnością istniałyby ambasady realnych państw, w
których pracowałyby kolejne tysiące ludzi.
Matrix przyszłości byłby światem, w którym nie istniałyby granice, religie dzielące ludzkości, gdyż
obowiązywałyby tam zasady "Wolności i Pokoju", nawet ja - poczciwy anarchista czułbym, że jestem wolny, gdyż
"wolnym może być człowiek wokół, którego wszyscy są równie wolni", a współczesna europejska demokracja jest
w rzeczywistości "rządami bezprawia".
Futuryści opiewający kult maszyny biją się w czoło, gdyż taki debil, co pisze esej pt. "komunikacyjna
przygoda mojego ciała" nie zastanowił się nad jedną bardzo ważną rzeczą "ewolucją maszyn".
Jest to możliwe w.... książkach Lema, który już w czasach komuny przewidział pojawienie się matrixa. Żyjemy na
początku dwudziestego pierwszego wieku, a nie wymyślono żadnego perpetum mobile, ba nie skonstruowano żadnej
maszyny, która byłaby w stanie przez dłuższy czas działać bez nadzoru człowieka. Właśnie dlatego w przyszłości
nie powinna nam grozić hegemonia krzemu.
W wirtualnym świecie przyszłości nie będzie mogło być mowy o agresji, gdyż świat ten pomimo całkowitej
wolności jednostki będzie ograniczony zasadami podobnie jak anarchizm Bakunina.
Konrad Lorenz wybitny lekarz, etolog, laureat nagrody Nobla zasłynął zdaniem: "Brakujące ogniwo między
zwierzęciem i człowiekiem to właśnie my".
Nie chciałbym by każdy komunikacyjną przygodę swego ciała odbywał w Internecie - sieci, która jest toporniejsza i
bardziej antyanarchistyczna niż współczesne państwa, a moje wnuki będą opisując Pajęczyne początku dwudziestego
pierwszego wieku używać najsłynniejszego cytatu twórcy etologi.
Część lewackich hakerów uważa, że komunikacyjna podróż w Netcie uosabia termin "wolność" nawet nie wiedzą
jak się mylą, David Nafta prezesa Europa Institute, autora świeżo wydanej "La guerra informatique" ("Wojna
informatyczna) wyraża pogląd, że "Internet jest podporządkowany USA", a kraj Pulitzera posunął się do
neokolonializmu - Departament Handlu kontroluj dziś 500 milionów ludzi uciekających do World Wide Web po
termin "wyposażający politykę w moralność".
Dziś rano sprawdzałem skrzynkę mailową, później rozmawiałem przez komunikator internetowy z przyjaciółką, lecz
dopiero godzinę temu dowiedziałem się, że Globalną Pajęczyne kontroluje amerykańska sieć wywiadowcza o
nazwie Echolen, której oddziały znajdują się w: Ojczyźnie Hearsta, Amerykańskim Koniu Trojańskim, a w
przyszłości znajdą się zapewne na terytorium Polski.
Wrogiem hegemonii USA w sieci jest Pierre de La Coste (prawnik, konsultant z mediami elektronicznymi i z
francuską administracją państwową), który uważa, że na terenie każdego państwa narodowego powinna istnieć
spółka zarządzająca informacjami, coś na kształt amerykańskiej Internetowej Korporacji do spraw Nadawania Nazw
i Numerów, co jest mym zdaniem bez sensu, lepiej byłoby od razu wprowadzić dostęp do Sieci na model Chińskiej
Republiki Ludowej.
Kolejnym symbolem podziału na państwa narodowe w Sieci są domeny narodowe, które składają się z dwóch liter
do tych których nazwe zna
95 % społeczności sieciowej należy domena... Polski (".pl"), Francji (".fr).
Domena Afganistanu (".af"), Tonga (".to"), Gwinei Równikowej (".gq"), Seszeli (".sc"), Curaçao (".xc") należą do
mniej znanych, a poziom wykonania tych witryn w porównaniu ze stroną główną portalu Wirtualnej Polskiej jest
mierny, przeglądają strony wymienionych przeze mnie państw poczułem to samo uczucie, które odczułem
"przesiadając się" z MS-Dosa na Windows 95 (MS - Dos nie posiada interfejsu graficznego natomiast "windoza"
ma).
Internet w swych początkach pod koniec lat '60 był odpowiedzią na wystrzelenie Sputnika przez Związek
Radziecki, przez cały czas zmieniał się on, wymyślano dla użytkowników pra Sieci e-mail, liste dyskusyjną, chat,
lecz cały czas są zapaleńcy, którzy znają na pamięć wszystkie polecenia ARPA-netu.
Sądzę, że jeżeli w przyszłości powstaną urządzenia peryferyjne umożliwiające komunikacyjną podróż mej osoby
poprzez wszystkie kontynenty, to na pewno znajdą się użytkownicy, którzy będą chcieli odbywać wojaże z udziałem
tylko jednego zmysłu, bo "przecież najważniejsze jest to co daje nam wzrok."
Piotr T. Biegasiewicz