|
||
|
A ty jaki świat wybierzesz?
Wirtualna rzeczywistość - marzenie milionów graczy na świecie. Gry tak realne, że nie do odróżnienia od prawdziwej rzeczywistości - będziesz mógł tam być kim tylko zechcesz, robić co tylko zechcesz, będziesz wszechmocny. Cudowna perspektywa, nieprawdaż? Prędzej czy później ta dzisiejsza perspektywa stanie się tak samo prawdziwa i realna jak dzisiejsze gry na nasze poczciwe blaszaczki, konsolki czy inne tałatajstwa, na których gracze tną w gry komputerowe. Cieszycie się? Zapewne - ale zastanówmy się czy warto będzie się cieszyć z nadejścia "upragnionej" rzeczywistości wirtualnej. Na początek warto sobie zadać pytanie - jak odróżnisz tę komputerową rzeczywistość od tej prawdziwej. To przecież będzie zupełnie jak bardzo realny sen - ciężko się w nim połapać, że właśnie się śni. To jednak jest najmniejszy problem. Rozwiązaniem będą mogły być pojawiające się od czasu do czasu przed oczami gracza komunikaty informujące go, że obecnie znajduje się w wirtualnej rzeczywistości. Proste wyjście, ale wielu będzie ono mogło psuć nastrój i całą zabawę, bo na przykład akuratnie ktoś urządzi sobie wirtualną pochędożkę z aktualną miss universe i tu takiemu delikwentowi nagle wyskoczy gdzieś napis informujący, że to tylko wizja komputerowa. Taki misio pewnie załamałby się, o szczytowaniu w danym momencie pewnie już nawet nie miałby co marzyć, a co gorsza groziłaby jemu nawet impotencja. No ale jak zaznaczyłem wcześniej, problem rozróżniania tych dwóch rzeczywistości jest do rozwiązania. Kolejny, na jaki można się napotkać to uzależnienie. A w zasadzie coś jeszcze innego - przecież taka gra w swojej formie wizualnej i ogólnie odczuwalnej niczym nie będzie się różnić od życia w prawdziwym świecie. Kwiaty będą pachnieć, pszczółki będą na nich siadać, ich zapach będzie przepełniał miłą wonią powietrze. Wszystkie zmysły będą nam mówić, że to realny świat. W tym świecie będziesz mógł być kim tylko chcesz, robić co chcesz, czeka cię pełna swoboda, życie w absolutnej szczęśliwości gdyż ty sam sobie będziesz mógł wybrać jak chcesz tam żyć. A skoro tak, to jakaż siła odciągnie ludzi od wtyczek komputerowych podłączonych do wirtualnej rzeczywistości?? No ktoś może uznać, że przecież jakoś trzeba prowadzić też realne życie, żeby chociażby zaspokoić głód i np. zarobić na tę całą zabawę. A co jeśli wzorem z Matrixa ludzie mieli możliwość podłączenia się już na zawsze? Dokarmiani byli by dożylnie, ich metabolizm zostałby ograniczony, całe ciało w zasadzie przestałoby już funkcjonować - jedynie mózg pędziłby na oszałamiających obrotach, żyjąc w wirtualnym świecie. Można by z góry zapłacić jakąś kwotę, za którą już do końca swego życia żyłoby się w swoim wymarzonym świecie, bądź ci o mniej zasobnych portfelach mogliby na przykład, i tu znów pomysł z Matrixa, służyć jako źródło energii, krwi dla szpitali, organów, a nawet w ostatecznej formie kobiety mogłyby być dawcami embrionów służących potem do hodowli tkanek. >>Zajmę wam teraz chwilkę małą dygresją, bo czuję, iż jest ona konieczna aby rozwiać pewne wątpliwości, które mogły powstać w waszych głowach. Pewnie wielu z was się teraz skrzywiło z zniesmaczoną miną. Jednak zdajcie sobie sprawę, że prędzej czy później obiekcje wokół wykorzystywania ludzkich embrionów do hodowli tkanek się rozwieją, ludzie uznając to za wielce potrzebną i przydatną pomoc w leczeniu wielu chorób przestaną już mieć opory moralne. Jeśli ktoś nie wierzy to niech się zastanowi nad postępującą znieczulicą i odwartościowywaniem moralności młodych pokoleń. Ja tam jestem pewien, że nasze dzieci w przyszłości będą zdolne do takich rzeczy. A dygresji to już koniec.<< Śmiejecie się pewnie teraz twierdząc, że co za kretyn by na coś takiego się zdecydował. Przecież życie jest takie piękne, takie cudowne - nie warto go marnować w jakimś komputerze. A jeśli się okaże, że to życie w komputerze jest dużo piękniejsze i przyjemniejsze? Co za różnica gdzie będziesz żył? Przecież oba światy będą do siebie tak łudząco podobne, z tym, że w tym wirtualnym będziesz mógł robić co ci się podoba, żyć jak i gdzie ci się podoba - marzyłeś o życiu w świecie na wzór tolkienowskiego Śródziemia? Nie ma sprawy. Podobają ci się średniowieczne realia, zawsze chciałeś być rycerzem i oddawać honory cnym białogłowom? Nie ma problemu, rzeczywistość wirtualna wszystko to może ci dać. A co może ci dać prawdziwe życie? Wyrzeczenia, problemy, trud, z jakim trzeba zarabiać na życie, no ale najgorsza chyba jest monotonia. Życie przeciętnego człowieka jest potwornie monotonne, nie stać go zazwyczaj, aby jakoś to życie sobie urozmaicać. Takie urozmaicenia niestety kosztują, często całkiem sporo. Czy ktoś z was wciąż się łudzi, że jakby takiemu człowiekowi dać możliwość spełnienia jego wszelkich marzeń to nie wolałby on wybrać wirtualnego świata? Tym, co się wciąż łudzą przypomnę jeszcze, jaki jest sens ludzkiego życia - osiąganie szczęścia - rodzimy się, staramy się żyć jak najszczęśliwiej, a potem umieramy po przeżyciu mniej lub bardziej szczęśliwie naszego życia. Niestety tylko nielicznym udaje się je przejść w szczęśliwości, dla innych życie to po prostu monotonia poprzetykana gdzie niegdzie nićmi miłych i przyjemnych, aczkolwiek krótkich chwil. A życie w wirtualnym świecie pozwoli być zawsze szczęśliwym, gdyż będziemy mieć mogli nieograniczony wpływ na to jak chcemy tam żyć. Każdy będzie mógł swój własny świat tak dopasować do siebie, aby był w nim jak najbardziej zadowolony i szczęśliwy. Do tego decyzja setek milionów ludzi na całym świecie o zrobieniu z siebie warzywka i rozpoczęciu nowego szczęśliwego życia w komputerowym świecie może być zbawieniem dla zrujnowanej ludzką działalnością planety - nie będzie już potrzeby produkowania tak ogromnych ilości energii, jedzenia, wszelkiego rodzaju sprzętów. Ci, co zostaną w prawdziwym świecie mieli by dla siebie dużo więcej przestrzeni, natura również. Wreszcie zdewastowane środowisko odetchnęłoby, zregenerowało się. Już teraz warto sobie zadać pytanie, który z tych światów się wybierze w przyszłości. Ja się wciąż waham - wszystko mi podpowiada, że takie życie w sztucznym świecie nie ma sensu, że powinno się, żyć w tym realnym, pomimo że czasem jest w nim naprawdę ciężko. Zastanawiam się tylko skąd takie przeczucia się biorą. Przecież logicznie myśląc dużo lepiej jest zrobić z siebie warzywo, w którym tylko mózg by żył w błogiej przyjemności wirtualnej rzeczywistości, o jakiej tu pisałem. A jestem człowiekiem, który bardzo ceni sobie logikę, a mino to wciąż się waham. Czy to obawa, przed tym, że kiedyś w moim komputerze coś się popsuje - czy dam radę się wtedy obudzić? A jeśli tak to, co pocznę ze sobą, w świecie, w którym będę tylko warzywem, czy dałoby radę ponownie w nim żyć? A może po prostu to świadomość, że nie taka jest kolei rzeczy, że tak nie powinno być. Ale przecież kto powiedział, że tak być nie powinno? Pozostawiam was z wątpliwościami i myślami na ten temat. Jeśli ktoś będzie chciał się podzielić swoimi refleksjami czy to na łamach AM czy też mailowo to będzie mi niezmiernie miło. Może wspólnie dojdziemy do jakich głębszych wniosków, bo nie da się przecież ukryć, że ledwie napocząłem tym artem wątek, który być może w wcale nie tak odległej przyszłości będzie ogromnym problemem dla ludzkości albo też jej zbawieniem.
|
||
|
Wynurzenia
Nikczemnego Stolca są objęte prawami autorskimi, więc nie myślcie sobie
plugawi, potencjalni plagiatorzy, że jak stolec to łatwo da się go spławić,
gdy już się do was przyklei.
nikczemny_stolec@poczta.onet.pl |
Katowice, 7.08.2003 | |