|
Do napisania tego arta sk³oni³o mnie trzyczêœciowe epitafium autorstwa Phnom Penha. Pokazuje ono jego obawy, w¹tpliwoœci, kompleks ni¿szoœci rasy ludzkiej, jest buntem przeciwko ideologiom, a zarazem sam ni¹ jest. Chcia³bym siê odnieœæ do tego bardzo dobrego tekstu, którego czytanie przysporzy³o mi wiele niek³amanej przyjemnoœci. Prze¿ywa Autor rozterki natury egzystencjalnej, jakie ka¿dy z nas ma w ¿yciu przynajmniej raz. Miota siê miêdzy modelem cz³owieka wielkiego i ma³ego. Miêdzy cz³owiekiem jako li tylko kupk¹ nic nieznacz¹cych protein, a cz³owiekiem w znaczeniu jakiejœ wy¿szej idei. Widaæ, ¿e tekst jest przejawem kryzysu to¿samoœci, ale nie takiej jednostkowej, ale kosmicznej. Wyrasta z takiego¿ kompleksu. Zdaje siê krzyczeæ: "Boga nie ma!" Ca³y ten problem, wielkie rozdarcie ca³ej ludzkoœci doskonale obrazuje komiks "Pielgrzym", który ostatnio poch³on¹³em ³apczywie, a który wszystkim polecam. I o có¿by innym mia³ on opowiadaæ, jak nie o owej wiekowej w¹tpliwoœci, huœtawce, raz po jednej stronie, raz po drugiej. I co z niego wynika? Nic. I w³aœnie to "nic" jest najg³êbszym, najtrafniejszym, najg³oœniejszym mora³em tej historii jak i ca³ego problemu. Bo - w konsekwencji - nie ma siê nad czym zastanawiaæ. Jesteœmy jacy jesteœmy (¿e sparafrazujê tytu³ pewnego programu z tfu! tfu! pewnej telewizji*), nie uciekniemy od tego - ani od sztuki, nauki, idei, religii, które tworzymy, jak i od tej przyt³aczaj¹co biologicznej i fizycznej naszej strony. Ani od rozterek filozoficznych. Jest ta schizofrenia przekonañ podsycana na pewno przez naukê i ich przedstawicieli - czyli naukowców, którzy staraj¹ siê ponad wszelk¹ w¹tpliwoœæ udowodniæ wszystkim obywatelom planety, ¿e nie ma w nas nic wiêcej oprócz chemii, biologii i wspominanych protein. Znajduj¹ na to coraz bardziej przekonuj¹ce i przera¿aj¹ce dowody, bêd¹ce takimi dla zagubionych ludzi, którzy rozszargani miêdzy dwoma sposobami postrzegania rzeczywistoœci s¹ bardziej podatni na wp³ywy. Szczególnie zaœ na wp³ywy takie jak logiczne, suche, stoj¹ce twardo na ziemi fakty poparte doœwiadczeniami i przedstawiane w powa¿anych pismach naukowych, ni¿ na teologiczne, wyœwiechtane slogany koœcielne. A ja mówiê: po co? Po co kopaæ, zabieraæ nadziejê, wiedzieæ na si³ê? Przecie¿ nie dziœ i nie wczoraj ukuto jak¿e prawdziwe powiedzenie, ¿e niewiedza to b³ogos³awieñstwo. Najlepiej jest olaæ to wszystko, jak robi¹ ksiê¿a, dewotki i inni ludzie dumnie nazywaj¹cy siê Wierz¹cymi, którzy z zatwardzia³oœci¹ godn¹ w³asnego stolca powtarzaj¹, ¿e wszystko to i tak jest zaplanowane przez Boga rozmyœlne i genialne dzie³o. Niewa¿ne, czy maj¹ racjê czy nie - wa¿ne, ¿e s¹ odporni. A pe³ne goryczy rozwa¿ania filozoficzne lepiej zostawiæ w cholerê, lub w ostatecznoœci zostawiæ na ciemne, smutne i melancholijne wieczory. W takie dni wylewne traktaty sp³ywaj¹ same. Co ja myœlê o Bogu, a w³aœciwie - o wierze, jak¹ to s³owo reprezentuje. W przyp³ywach dobrego humoru zwykle nazywam siê Dyplomowanym Ateist¹. Ale tak naprawdê ja nie jestem w stanie w NIC nie wierzyæ. Nie jestem w stanie odrzuciæ biologicznej czêœci siebie, która tworzy t¹ duchow¹. Nie jestem w stanie przestaæ byæ sob¹ i ca³¹ ludzkoœci¹ w konsekwencji. Nie mogê odrzuciæ sztuki, nauki - wierszy, piosenek, komiksów, ksi¹¿ek, ale i ekskrementów, moczu, potu - jarzma mojej biologii. Znajdujê z³oty œrodek, dziêki któremu obie te strony siê we mnie nie gryz¹, a ja ¿yjê w pewnego rodzaju szczêœliwoœci. Czego i Wam ¿yczê: * onomatopejê "tfu! tfu!" przy nazwie tej tfu! tfu! stacji wymawiam, odk¹d wykaza³a siê ona skrajnym debilizmem, pogoni¹ za sensacj¹ i straci³a ca³y szacunek w oczach nie tylko moich, gdy pozwoli³a pewnemu tfu! tfu! programowi wyemitowaæ reporta¿ pewnego tfu! tfu! Krystiana na temat mangi. Ale o tym - jeœli w ogóle w AM - napiszê kiedy indziej:). Lista numerowana utworów nape³niaj¹cych wen¹ twórcz¹:
A wszystko z mojej osobistej sk³adanki w
nak³adzie: 1, pod jak¿e oryginalnym tytu³em: The Best Music vol.
001. |