Teoria wolności

Tak, zapewne właśnie tak sobie pomyślałeś. Skojarzyłeś tytuł tego artykułu z Albertem Einsteinem i jego teorią względności. Całkiem słusznie, bo wolność również jest rzeczą względną. Każdy człowiek inaczej pojmuje wolność swoją, bliskich, narodu, świata. Częstokroć zależy to od tak przyziemnych rzeczy, jak naprawdę nieistotne pragnienia.

Jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym, bez zmrużenia oka chłoniemy czegoś, co się właśnie pojawiło. To jest nowe, to jest lepsze. Jest lepsze, bo tak powiedziała mama, kolega, pan z telewizji. No i tu czai się pierwszy problem, bo brak Ci pieniędzy. Odmawiasz sobie wszystkich przyjemności przez pół roku, potrafiłeś, nawet, podjąć jakąś łatwą pracę, aby mieć więcej... Wreszcie przychodzi ten upragniony moment, kiedy już masz obiekt swego pożądania. Niestety, życie nie jest takie łatwe, jakby się wydawało i ciągle komplikuje sprawę. Bo właśnie przed chwilą dowiedziałeś się, że twój znajomy ma już coś lepszego. Niestety, znów nie masz pieniędzy, by zakupić w porządnym hipermarkecie swojego idola. Pomyśl sobie, że kiedy byłeś mały, zawsze starczyło Ci pieniędzy, aby kupić sobie paczkę chipsów, iść do McDonalds'a i zjeść hamburgera. Teraz, kiedy jesteś już dorosłym człowiekiem, pełnoprawnym obywatelem, obywatelem szanowanym przez innych ze względu na swój zasób nieużywanych wież stereo czy telewizorów plazmowych, nie masz dostatecznie dużo pieniędzy, aby sprawić sobie nową brykę. Cóż to jest za państwo! Nie dość, że harujesz te kilka godzin na dobę, jesteś grzeczny dla swojego szefa, to jeszcze okradają Cię z pieniędzy! I gdzie tu jest sprawiedliwość, gdzie tu jest wolność? Na co ma Ci starczyć te kilka tysięcy złotych miesięcznie? Twoje dziecko idzie niedługo do podstawówki, więc będziesz miał jeszcze większe potrzeby. Wszak trzeba dziecku sprawić najnowszy model komórki, by miało jak się z Tobą kontaktować. Ah, tak, rzeczywiście zapomniałem. Musisz każdego miesiąca oddawać jakimś żydowskim funduszom stówkę, aby za trzydzieści lat mieć zapewnioną emeryturę. Jeśli jeszcze doliczyć organizację tych kilku bankiecików... Czy Ty jeszcze nie zauważasz, że państwo Cię okrada? Zaufałeś politykowi, zrobiłeś mu wielką łaskę, ruszając się w niedzielę z domu, żeby postawić ten cholerny krzyżyk. A teraz on jak najbardziej jawnie Cię okrada. Tfu, toż to na pewno jakaś masoneria go podstawiła, albo jakiś popierzony komunista on jest. Ale wczoraj kolega mówił Ci inaczej, że Twój faworyt jest sługusem tych parobów europejskich. Jak zwykle Polacy nie pomyśleli i źle zagłosowali, dobrze, że ja w tym nie uczestniczyłem. Dzięki temu, że mnie tam nie było, to nie na mnie spadnie odium. Ale to właśnie przez tych głupoli, którzy poszli zagłosować, teraz będziemy okradani nie tylko przez rząd, ZUS i Żydów, tylko dojdą jeszcze do nich euro-popaprańcy z Brukseli. Na całe szczęście dziś jest niedziela, więc możesz sobie trochę odpocząć. Przecież wczoraj siedziałeś w biurze do czwartej, a później jeszcze spotkałeś się z kolegami. Wołasz dziecko, aby spytać, jak mu idzie w szkole. A dziecko mówi, że Jasiowi rodzice kupili nowy zegarek i on też chce taki mieć. No cóż, przecież to Twoje dziecko, ono nie może być gorsze od innych, więc jakoś odżałujesz te kilkadziesiąt złotych. No, całe szczęście, poszło już sobie i masz całkowity spokój, bo żona właśnie robi frutti di mare na obiad. Nie, znowu słychać jakieś pieprzone dzwony! Czyżby się gdzieś paliło? Nie, to ten głupek - proboszcz znowu dzwoni na sabat. Czemu Ty nie zostałeś księdzem? Przecież z tego niezła kasa jest. Ludzie mówią, że taki to pracy i za wiele nie ma, że co roku samochodem nowym jeździ, że nie obchodzą go żadne przepisy i że na boku ma jakąś kobietę. Jeśli ludzie tak mówią, to musi to być prawda. W tej chwili przerywasz rozmyślania, bo właśnie na stole pojawiło się frutti di mare. Bierzesz do ręki serwetę i układasz ją tak, jak na tym filmie, który wczoraj widziałeś dzięki swojemu cyfrowemu dekoderowi. No tak, jutro trzeba będzie kupić nową kartę do dekodera. Ach, cholera by to wzięła, nieszczęscia chodzą parami.

Kiedy będziesz wychodził z mieszkania, jak co rano o szóstej trzydzieści, znów spotkasz się z tym tępakiem spod szóstki. On znów będzie patrzył dziwnym wzrokiem i powie Ci "dzień dobry", a Ty mu tradycyjnie nie odpowiesz. No bo po co? Taki biedak, znajomości żadnych, a majątek to chyba liczony ma in minus. A poza tym jak to wygląda, chodzić w nie wyprasowanej koszuli. I jeszcze szwendać się po mieście, żeby znaleźć jakąś pracę. Jak to można szukać byle jakiej pracy, przecież trzeba się cenić, nie można zaczynać od samego dna, bo później ludzie nie będą cię szanować i będą o tobie opowiadać. No tak, plotki. Najgorsze, co może być. Ale, wracając do tematu, podobno ten spod szóstki ma żonę i dwójkę niepełnosprawnych dzieci na utrzymaniu. Ale co Cię to obchodzi, przecież to jest jego życie i nie możesz mu w nim przeszkadzać. Tak, wyrzuć do kontenera ten worek puszek, który masz ze sobą. Po co ułatwiać życie takiej wiejskiej hołocie, niech sobie zapracuje i sam wyciągnie to aluminium z tej sterty śmieci.

I niespodziewanie stała się rzecz dziwna, oto, gdy miałeś już wychodzić, już użyłeś immobilizera, podążający za Tobą ten pijak spod szóstki zapytał:

- Czy jest Pan wolny?

- Nie, śpieszy mi się do pracy, poza tym po drodze muszę jeszcze wyrzucić śmieci.

- Nie, nie chodzi mi o to. Czy właśnie tak chce Pan żyć, czy z takiego życia jest Pan zadowolony?

- Tak, mam wszystko, co chcę mieć, niewielu ma więcej ode mnie.

Czym prędzej kończysz tę krępującą rozmowę i wsiadasz do samochodu. Głośno wzdychasz, co by ludzie mówili, gdyby zobaczyli, jak z nim rozmawiasz. Niedługo będziesz w pracy, zrobisz sobie w plastikowym kubku kawę z automatu, zasiądziesz przed swoim biurkiem, sprawdzisz pocztę na twym stu megabajtowym koncie i znów wyrazidz niepokój, bo oto szef na corocznym spotkaniu pracowników nie da Ci premii uznaniowej.

Chcesz zmieniać świat, a nie potrafisz zmienić samego siebie.

 

backsider

backsider@o2.pl