Analiza, part
III
Oto i oczom waszym cnotliwym a światłym ukazała się kolejna część wiekopomnego dziełe skromnego sługi Ozzy'ego, Dela. Smaczniuchnego!
Stare i nowe prawo
„17 Nie
mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków, nie przyszedłem
rozwiązać, lecz wypełnić.
18. Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie
niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż
wszystko to się stanie.
19. Ktokolwiek by tedy rozwiązał jedno z tych
przykazań najmniejszych i nauczałby tak ludzi, najmniejszym będzie nazwany w
Królestwie Niebios; a ktokolwiek by czynił i nauczał, ten będzie nazwany wielkim
w Królestwie Niebios.
20. Albowiem powiadam wam: Jeśli sprawiedliwość wasza
nie będzie obfitsza niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie
wejdzie do Królestwa Niebios.”
- „Zakon i prorokowie” to wszystkie
prawa, zasady i fakty wyznawanych przez Żydów, a które są zawarte w Biblii
(niektóre są bezsensowne, a nawet groźne, np. obrzezanie, ale cóż..). Jezus
twierdzi, iż to, co mówi nie kłóci się z prawami dotychczas wyznawanymi, a wręcz
je wypełnia (dobrym według mnie przykładem takiego wypełnienia jest prawo
mówiące: „oko za oko, ząb za ząb” Ex. 21. 25-17, które Jezus jeszcze zaostrzył,
czyli wypełnił, nakazując „nadstawiać drugi policzek”. Ale co Jezus miał
właściwie na myśli, mówiąc o „nadstawianiu drugiego policzka”, wyjaśnię później.
Dość rzecz, że sens dosłowny od zamierzonego jest baaardzo daleki). Jednak jak
widać Kościół nie stosuje się tak skwapliwie do tego nakazu... Już nie
wspominając, że Jezus miał bardzo, hmmm, elastyczne sumienie. Z jednej strony
nakazuje nadstawiać drugi policzek, a z drugiej robi rozróbę w bazarze
świątynnym – choć jeśli założyć, że bluźnierstwo jest jedynym „niewybaczalnym”
grzechem, to postawa Jezusa jest usprawiedliwiona. Zaatakował on ludzi, którzy
robiąc z Świątyni bazar, bluźnili przeciw Bogu.
Jezus mówi też w tym
fragmencie, iż jeżeli ktoś naucza ludzi, a odrzucałby jedno, choć najmniejsze i
najbardziej bezsensowne spośród legendarnych 613 przykazań zawarte w Torze,
zostanie nazwany „najmniejszym” przez mieszkańców Królestwa Niebieskiego. Teraz
pytanie: co oznacza bycie nazwanym „najmniejszym” w niebie? Czy ta metafora ma
jakiś konkretny sens, czy to tylko podany w przenośni zakaz pomijania w nauce
Starego Zakonu?
Kościół Katolicki twierdzi, że ludzie powinni przestrzegać
ze Starego Zakonu tylko zasad, które nazywa „uniwersalnymi”(tylko 10 Przykazań),
a i te ‘uniwersalne’ traktuje bardzo, ale to bardzo relatywnie. Np. ‘nie
będziesz brał imienia Pana, Boga swego nadaremno.’ – no i jak to pogodzić z
ciągłym wycieraniem sobie mordy bożym imieniem w stylu: „O Boże”, „Oh mein
Gott!” czy też „Oh my God!”? Ano naturalnie: dzięki sakramentowi bierzmowania
spływa na ludzi Duch Święty (kto wierzy w tę bajeczkę, rączka do góry), zatem
stajemy się uświęconymi duchem świętym Dziećmi Bożymi i możemy mówić do Boga po
imieniu i wzywać jego imię, kiedy nam się tylko chce. To się fachowo nazywa:
„Doznawanie Boga Żywego w każdym przejawie istnienia”. Ale w sumie to nie jest
nic specjalnego w porównaniu z tym, jaką „władzę” księża „posiadają” nad Bogiem
– ale to jest zbytnie odchodzenie od tematu, którym jest wszak komentarze
ewangelii, czyż nie?
Kościół zapomniał, że „ani jedna jota, ani jedna
kreska” nie może zostać opuszczona wedle nauk Jezusa. Pogląd, że Stary Zakon
jest już przestarzały Krk przejął od Pawła z Tarsu. Cały list do Rzymian to
jedno wielkie udowadnianie, że Zakon jest już przestarzały i już nie obowiązuje
z powodu Jezusa i jego śmierci na krzyżu. Wywodzi się to z tego, że pogańscy
neofici, których Paweł nauczał, za cholerę nie mieli ochoty ani na
obrzezanie(dotąd nikt nie wie, czemu...), ani na wyrzeczenie się wszystkich
swoich świąt, ani też nie mieli ochoty na zakaz tworzenia sobie sakralnych
wizerunków itp. I Paweł poszedł z nimi na swoisty kompromis. Kompromis ten
przejął Kościół i koło się zamyka. Przecież wygodniej jest nie przestrzegać tych
wszystkich zakazów i nakazów, stłoczonych w brzydki ceremonializm, hmmm?
Oczywiście! Lepiej stworzyć własny!!!
W fragmencie o sprawiedliwości „uczeni
w Piśmie i faryzeusze” to przenośnia, która jest symbolem ludzi, którzy
postępują wedle nakazów Starego Zakonu, nie przyjmując nauk Jezusa. Jezus
twierdzi, iż trzeba być prawdziwie dobrym, wychodzić ludziom i ich problemom
naprzeciw, miłować ich, aby zasłużyć na zbawienie.
Gniew i przebaczenie
„21.
Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił,
pójdzie pod sąd.
22. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata
swego, pod sąd pójdzie, a kto by rzekł swemu bratu: Racha, stanie przed Radą
Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny.
23. Jeślibyś
więc składał dar swój na ołtarzu i tam wspomniałbyś, iż twój brat ma coś
przeciwko tobie.
24. Zostaw tam dar swój na ołtarzu, odejdź i najpierw
pojednaj się z bratem swoim, a potem przyszedłszy, złóż dar swój.
25. Pogódź
się rychło z przeciwnikiem swoim, póki jesteś z nim na drodze, aby cię
przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia słudze, i abyś nie został wtrącony do
więzienia.
26. Zaprawdę powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż oddasz
ostatni grosz.”
- Pierwsza część tej przypowieści (21-24) brzmi
jak rasowa przypowieść, ale jej dalsza, jak jakaś przyjacielska rada.
Zacznijmy od cz. I: Jezus zabrania gniewu, ba, nawet twierdzi, iż nazwanie
go głupcem spowoduje, iż bluzgający delikwent pójdzie do piekła. Echhh, tak,
Żydzi bardzo często lubili wyolbrzymiać. To taka spuścizna wszystkich języków
semickich, nie tylko hebrajskiego czy aramejskiego. Wszystkie używają
drastycznych porównań i masy epitetów. Poczytajcie Pieśń nad Pieśniami lub
Księgę Koheleta (Eklezjastesa), a zapewne zrozumiecie, w czym rzecz. Dlatego za
nawymyślanie komuś do „piekła” się raczej nie trafi.
Poza tym Jezus nakazuje
ugadzać się ze swymi wrogami, tak, jakby zawsze to było możliwe. Bo czy można
pojednywać z jakimś blockersem, który „sklepie gębę” kompletnie bez powodu, tak
dla wyładowania się? Przecież on jest mym wrogiem i czuję do niego gniew –
zaatakował mnie, choć nic mu nie zrobiłem! I jak się z nim pojednać, dawać mu
haracz? Nie zawsze można się pogodzić z drugim człowiekiem.
Tu chodzi o to,
że jeżeli pokłócimy się z kimś, a wina leży po naszej stronie, i jest możliwość
ugody, to powinniśmy z niej skorzystać. I tylko wtedy. Zawiniłeś? Przeproś, czuj
skruchę i staraj się więcej nie popełniać owego błędu – i niech zapanuje pokój,
a nie chęć zemsty. Inna interpretacja wydawałaby się bezsensowna...
...ale
nagle przestaje być bezsensowne, gdy zwrócimy uwagę na małe, a słodkie słówko
”brat”! Kim jest mój brat? Ano ten, który stosuje się do praw ustanowionych
przez Boga oraz Jezusa, kieruje się miłością i dobrem(patrz: przypowieść o
Prawdziwej Rodzinie). Taki ktoś nie mógłby uczynić nam czegokolwiek złego.
Jeżeli tedy gniewamy się na kogoś, kogo serce wypełnia światłość dobra, czynimy
grzech – taki ktoś nie mógłby nas skrzywdzić umyślnie!
Właściwie słowu
‘brat’ należy przyjrzeć się bliżej. Teraz przedstawię teorię, która
niekoniecznie musi się wszystkim podobać, ale jeżeli zaciśniecie zęby, to
powinniście spokojnie wytrzymać. Zacznijmy od tego, że Jezus był Żydem. I to
Żydem żydowskim pośród Żydów. Bardzo możliwe, że dzielił ludzi na „swoich braci”
– czyli tych, którzy wypełniali prawo mojżeszowe, starali się być posłusznymi
Bogu i czynić dobro; oraz na tych, których czasami w ewangelii nazywa „poganami
i celnikami” – czyli wszystkich pogan, zdrajców, Samarytan, celników; innymi
słowy ludzi, którzy postępują wg niego źle, ale nie chcą się zmienić na lepsze,
pławiąc się w swoim egoizmie i złu. Zarazem następuje tutaj mały paradoks,
albowiem twój „brat” może być zarazem twoim wrogiem. Gdyby taka osoba uderzyła
cię w twarz, oznaczało by to, że raczej ty zawiniłeś, a nie twój ‘brat’ – ten
postępujący bożymi drogami cnotliwy człowiek, a on został zmuszony dojść do
granic cierpliwości przez twoją niegodziwość. Tak samo to właśnie tak dobremu
człowiekowi należy wybaczać nieskończoną ilość razy, ponieważ on faktycznie
stara się poprawić, ale mu nie wychodzi. Tak też jemu, jeżeli się z tobą
procesuje, należy oddać oprócz płaszcza i szatę, ponieważ on i tak na pewno
procesuje się z tobą uczciwie, a wręcz umniejsza swoje krzywdy, by cię
specjalnie nie zubożyć(idiotyczne, czyż nie? Ale niestety prawdziwe). Jeżeli
ofiara bandytów była takim człowiekiem, ‘jezusowym bratem’, tedy wręcz na pewno
Dobry Samarytanin uczynił dobro mu pomagając.
Możliwe, że tego teraz nie
rozumiecie. Musicie spróbować wczuć się w rolę żydowskiego rabbiego owych
czasów, spróbujcie zacząć myśleć tak jak on. Nie uda wam się jednakże, jeżeli
nie będziecie mieli małego przygotowania teoretycznego. Proponuję lekturę
Starego Testamentu i dzieł Józefa Flawiusza. Najlepiej byłoby, gdybyście
przeczytali trochę Sefer Zohar i Talmudu, ale wątpię, abyście skądś wytrzasnęli
owe pozycje. W każdym bądź razie, jeżeli poznacie swoisty „przesadzający” sposób
myślenia żydowskiego z owych czasów, dostrzeżecie sens tej „braterskiej” teorii.
Pytanie: jak poznać, któż jest moim bratem? Jezus myślał po żydowsku, więc
zapewne wszystkich Żydów określał niejako z urzędu ‘braćmi’, chociaż miał
zapewne wyjątki dla osób, o których stwierdził, że są złe. Nakazywał oczywiście
także czujność i rozwagę w ocenach moralnych: „Światłem ciała jest oko. Jeśli
twe oko jest zdrowe, tedy całe twe ciało jest jasne; A jeżeli twe oko jest
chore, całe ciało ciemne będzie(...)” Mt 6, 22-23. Dlatego więc potrafił
przełamać swój szowinizm narodowy i pochwalić mądrość Samarytanki, która go
błagała o uzdrowienie córki lub zrozumienie dla istoty wiary dla rzymskiego
setnika. Nie był więc przeżarty przez nacjonalistyczny sposób myślenia na „my –
zawsze dobrzy” i „oni – zawsze bydło”. Ale mimo wszystko należy pamiętać o jego
żydowskiej spuściźnie myślowej.
Co zatem czynić z ‘poganami i celnikami’?
Odseparować się na wszelkie możliwe sposoby - to się wręcz rozumie samo przez
się. W żydowskim sposobie myślenia jest jedna rzecz, która zrównuje wszystkich
Izraelitów i obejmuje ich jedną definicją. I tych najbogatszych w pałacach i
najnędzniejszych na ulicy. I arcykapłana w Świątyni i świeckiego kupca w swoim
bazarze. I rzemieślnika i chłopa. Wszyscy należą do Narodu Wybranego. Wszyscy są
umiłowani pośród narodów. Oni przez swego Boga zostali wybrani ze wszystkich
ludów Ziemi. Właśnie oni, nikt inny. Teraz już rozumiecie dumę, którą odczuwał
każdy prawowierny Żyd, gdy wiedział, że jest jednym spośród ludu, który wybrał
sam Wielki Stworzyciel?
A inni? To żałosne psy w porównaniu z Żydami. Wśród
Żydów istniało przykładowo takie powiedzenie: „Lepsza wieprzowina niż chleb od
Samarytan”. A Jezus sam powiedział: „Nie rzucajcie swych pereł przed wieprze,
albowiem rozdepczą je, a obróciwszy się przeciwko wam, rozszarpią was na
strzępy.” To tyle, jeśli chodzi o bezwarunkowe wybaczenie wrogom, nadstawianie
drugiego policzka oraz bezgraniczne miłosierdzi Jezusa. Obaczcie jak na początku
traktował kananejską niewiastę i jak musiała go błagać, aby pomógł jej córce(!):
15, 21-28.
Jaką naukę człowiek współczesny może z tego wyciągnąć? Należy
czynić dobro i mieć serce pełne miłosierdzi dla ludzi dobrych, natomiast złym
nie pomagać, ponieważ oni i tak naszą pomoc w zło obrócą.
Ale uwaga! Jezus
nie namawia do walki ze złem. Pod żadnym pozorem. On raczej nawołuje do leczenia
zła, o ile jest to możliwe. A jeśli nie, to należy się po prostu od niego
odseparować. I już! Walka tylko w ostateczności.
Teraz taka refleksja:
separując się od zła pozwalamy mu na istnienie. A zło ma tą właściwość, że
wynikiem jego działania jest najczęściej krzywdę i cierpienie. Zatem nie walcząc
z nim skazujemy pośrednio innych ludzi na ból, będący wynikiem tegoż zła. Hmmm.
Ale cóż: Jeżeli zło można uleczyć, tedy należy to uczynić. Jeżeli nie, tedy
należy się od niego odseparować – taka jest przynajmniej teoria Jezusa.
Cudzołóstwo
„27. Słyszeliście,
iż powiedziano: nie będziesz cudzołożył.
28. A Ja wam powiadam, że każdy,
kto popatrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu
swoim.
29. Jeśli tedy prawe oko cię gorszy, wyłup je i odrzuć od siebie,
albowiem będzie pożyteczniej dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż
żeby całe ciało miało pójść do piekła.
30. A jeśli prawa ręka twoja cię
gorszy, odetnij ją i odrzuć od siebie, albowiem będzie pożyteczniej dla ciebie,
że zginie jeden z członków twoich, niż żeby całe ciało miało znaleźć się w
piekle.
31. Powiedziano też: Ktokolwiek by opuścił żonę swoją, niech da jej
list rozwodowy.
32. A ja wam powiadam, że każdy, kto opuszcza żonę swoją,
wyjąwszy powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną
poślubił, cudzołoży.”
- W dawnych czasach panowały poglądy
męsko-szowinistyczno-świńskie i z tego zapewne powodu Jezus nie wymienił w tym
przykazaniu obu płci, ale chyba możemy założyć, iż również kobiety mogą w ten
sposób grzeszyć.
Przejdźmy jednak do sedna grzechu tu opisanego: wystarczy
mieć JAKĄKOLWIEK fantazję seksualną na temat danej osoby, by popełnić grzech
cudzołóstwa. Jest to spora przesada, ponieważ w takim układzie tak czy siak się
zgrzeszy i nie ma zmiłuj się! I wystarczy spojrzeć lubieżnie na zgrabny tyłeczek
koleżanki z pracy, aby zgrzeszyć. A zatem? A zatem po raz kolejny musimy
zrozumieć, że języki semickie wielce przesadzają. I to jest jedno z takich
właśnie „przesadzań”. A jak „na nasze” zabrzmiała by ta nauka? O, bardzo prosto,
krótko i zwięźle: unikaj sytuacji, które powodują, że jesteś wystawiany na
„nieodpartą pokusę” cudzołożenia – powodują one grzech, a zatem spaczają(gorszą)
duszę.
Do słowa „gorszy” w tym wypadku powinniśmy podejść w sposób
etymologiczny: „gorszyć” to znaczy sprawiać, iż coś staje się gorsze (a zatem
zmusza do grzechu, który spacza człowieka – a zgorszenie w sensie „spaczenie
grzechem” jest jedną z niewielu rzeczy, których należy się obawiać wg Jezusa).
Się składa, iż ta przypowieść ma też drugie, powszechniejsze znaczenie.
Jezus dość ogólnie mówi o gorszeniu, nie tylko w kontekście cudzołożenia. Zatem
można to odnieść zapewne do większości (jeśli nie wszystkich) grzechów. Sens
tego przesłania odczytujemy jako: jeżeli coś powoduje, że grzeszysz, odseparuj
się od tego (np. jeżeli od oglądania reklam chcesz sobie kupić telefon
komórkowy, ale nie masz pieniędzy i doprowadza cię to do kradzieży – nie oglądaj
telewizji. Przykład infantylny, ale chyba rozumiecie?).
Nie powinniśmy zaś
tego sensu odczytywać jako: jeżeli coś UMOŻLIWIA ci grzech (ale Cię do niego nie
zmusza!) tedy odetnij się od tego. Takie stany, które umożliwiają nam
grzeszenie, są doskonałym treningiem, a zarazem sprawdzianem naszej siły woli.
Wtedy wszystko zależy od naszej decyzji, od wolnej woli. Pokazują naszą
prawdziwą naturę. Cóż z tego, że nie grzeszysz, jeżeli nie masz takiej
możliwości? Gdy mając możliwość zgrzeszyć, nie wykorzystujesz jej, oto chwila, w
której pokazujesz swoją prawdziwą duszę!
W drugiej części tego nakazu
(31-32) Jezus mówi też, że ktokolwiek by z rozwódką prowadził życie intymne, ten
już cudzołoży. W jego czasach, gdy jakiemuś mężczyźnie znudziła się jego żona, a
był odpowiednio bogaty, tedy szedł do faryzeusz, smarował, i już! Faryzeusz
znajdował jakiś powód, który uzasadniał rozwód i po kłopocie na podstawie
niefortunnego wyrażenia znalezionego w Księdze Powtórzonego Prawa, iż mężczyzna
może rozwieść się z żoną jeżeli „znajdzie w niej coś odrażającego” i tutaj mamy
swobodę interpretacji, którą wielu rabbich skwapliwie wykorzystywało. Wtedy nie
mówiło się tyle o miłości, o tym, że jakaś para była sobie przeznaczona itp.
Ojcowie zazwyczaj wydawali swe córki za tych kandydatów na mężów, którzy mieli
największą kieszeń i byli najbardziej poważani w mieście. Często zdarzało się
też, że ojciec już przy narodzinach decydował, za syna jakiej rodziny wyjdzie
jego córka. Żadnej miłości. Możliwe iż Jezus chciał ukrócić ten proceder i tak
jakoś kiepsko wyszło. Teraz, w XXI wieku mimo wszystko o wiele większą wagę
przykłada się do miłości, niż drzewiej, a czasami okazuje się, że ktoś się
spieszył ze ślubem, a potem okazywało się, że to było tylko chwilowe
zauroczenie. I co teraz? Męczyć się ze sobą przez całe życie? Taka sytuacja
doprowadziła by nie do szczęścia, ale do cierpienia, a zatem coś tu śmierdzi.
Już nie mówiąc o sytuacjach, gdy okazuje się, że żona to alkoholiczka, z którą
nie da się wytrzymać, a mąż to sadystyczny zboczeniec.
Musimy przenieść się
na chwilę do dalszej części ewangelii Mateusza. Otóż w rozdziale 19, 1-13
rozwija swoją myśl na temat rozwodu i miłości. I dlatego tę kwestię omówimy
dopiero przy okazji owych fragmentów.
Krzywoprzysięstwo
„33.
Słyszeliście także, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał,
ale dotrzymasz Panu przysiąg swoich.
34. A Ja wam powiadam abyście w ogóle
nie przysięgali ani na niebo, gdyż jest tronem Boga,
35. Ani na ziemię, gdyż
jest podnóżkiem stóp jego, ani na Jerozolimę, gdyż jest miastem wielkiego króla.
36. Ani na głowę swoją nie będziesz przysięgał, gdyż nie możesz uczynić
nawet jednego włosa białym lub czarnym.
37. Niechaj więc mowa wasza będzie:
Tak – tak, nie – nie, bo co ponad to jest, to jest od złego.”
-
Kolejne przykazanie, które jest bardzo podobne do zasad esseńczyków, oni też tę
regułę wyznawali... i chyba każdy zauważy, że argumenty Jezusa się krzaczą i
jakoś tak śmierdzą Rydzykiem... „Bo co inne, to pochodzi od złego” – aha, i co
jeszcze? Jeżeli przysięgamy, to musimy być stuprocentowo pewni tego, na co
przysięgamy oraz nie możemy przysięgać na rzeczy, które do nas nie należą, ale
stwierdzenie, że wszystkie przysięgi pochodzą od ‘Złego’, to spora przesada.
Przysięga się wtedy, gdy jesteśmy czegoś pewni.
Zemsta
38. Słyszeliście, iż
powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb.
39. A Ja wam powiadam: Nie
sprzeciwiajcie się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i
drugi.
40. A temu, kto chce się z tobą procesować i zabrać ci szatę, zostaw
i płaszcz.
41. A kto by cię przymuszał, żebyś szedł z nim milę, idź z nim i
dwie.
42. Temu, kto cię prosi, daj, a od tego, który chce od ciebie
pożyczyć, nie odwracaj się.”
- Hmmmm, a co gdyby zaistniała taka
załóżmy sytuacja: otóż idzie sobie na wieczorny spacer para młodych ludzi. Od
ich widoku aż serce rośnie w człowieku. Woń miłości miesza się z ciepłym
zapachem letniego wieczora:) Aż tu nagle, ni stąd, ni zowąd, napada ich jakiś
śmierdzący skejcik. W ręku dzierży paralizator i wymachuje nim w kierunku pary
kochanków. Krzyczy do dziewczyny:
- „Kurwa, ładniutka z ciebie dupcia” –
czyż elokwencja nie promieniuje wręcz od niego?
A potem „zwraca” się do
młodzieńca:
– „Spierdalaj chuju złamany! Mam z twoją cipką do załatwienia
kilka rozkosznych spraw” – oblizuje wargi w obsceniczny sposób.
Teraz
pytanie: cóż li powinien uczynić młodzieniec?(Kurde, ale pytanie, no nie?)
Spokojnie możemy założyć, iż bandyta jest jego „przeciwnikiem”. Skoro tak, to
nie tylko powinien nie przeszkodzić bandycie w dokonaniu gwałtu, ale wręcz
powinien mu w tym pomóc! Ale co w takim razie z dziewczyną? Jeżeli to
chrześcijanka, to nie dość, że da się zgwałcić, to jeszcze wybaczy swemu
gwałcicielowi, oraz zrozumie postawę swego wybranka... Yeah! Widzicie, do jakich
zaułków dochodzi się, jeżeli interpretujemy dosłownie coś, co jest metaforą?
Zatem strzeżcie się tych, co wężowymi językami sączą wam w duszę jad
bezsensownej dosłowności!!!
A teraz na poważnie: jeżeli jednak założymy, że
skate’a potraktujemy jako „poganina i celnika” większych problemów nie powinno
być. Jezusowy ‘brat’ raczej by nie postanowił wymusić gwałt na dziewczynie, czyż
nie? A więc trzeba mu dać w ten kaprawy ryj i już, koniec pieśni. Taka jest moja
teoria. Nie musicie wcale się z nią zgadzać. Możecie, gdy znajdziecie się w
podobnej sytuacji, nadstawić drugi policzek. Tak jak to zrobił Piotr, odcinając
mieczem ucho strażnikowi świątynnemu podczas aresztowania Jezusa.
c. d. n.
Del
PS: Jeśli was zainteresowała dalsza część komentarza i
nie macie ochoty czekać do następnego miesiąca, to napiszcie do
Eddiego(eddi@o2.pl) - gość był tak uprzejmy, że postanowił udostępniać pełną
wersję przez email (Big thx!!! Oby Ozzy obdarzył Cię supernautycznymi
mocami!!!). Trzeba go tylko grzeczniuchno poprosić, ew. złożyć mu ofiarę z
tysiąca wołów, a na pewno prześle wam wersję full.