Analiza, part III





Oto i oczom waszym cnotliwym a światłym ukazała się kolejna część wiekopomnego dziełe skromnego sługi Ozzy'ego, Dela. Smaczniuchnego!

Stare i nowe prawo


„17 Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków, nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić.
18. Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie.
19. Ktokolwiek by tedy rozwiązał jedno z tych przykazań najmniejszych i nauczałby tak ludzi, najmniejszym będzie nazwany w Królestwie Niebios; a ktokolwiek by czynił i nauczał, ten będzie nazwany wielkim w Królestwie Niebios.
20. Albowiem powiadam wam: Jeśli sprawiedliwość wasza nie będzie obfitsza niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdzie do Królestwa Niebios.”

- „Zakon i prorokowie” to wszystkie prawa, zasady i fakty wyznawanych przez Żydów, a które są zawarte w Biblii (niektóre są bezsensowne, a nawet groźne, np. obrzezanie, ale cóż..). Jezus twierdzi, iż to, co mówi nie kłóci się z prawami dotychczas wyznawanymi, a wręcz je wypełnia (dobrym według mnie przykładem takiego wypełnienia jest prawo mówiące: „oko za oko, ząb za ząb” Ex. 21. 25-17, które Jezus jeszcze zaostrzył, czyli wypełnił, nakazując „nadstawiać drugi policzek”. Ale co Jezus miał właściwie na myśli, mówiąc o „nadstawianiu drugiego policzka”, wyjaśnię później. Dość rzecz, że sens dosłowny od zamierzonego jest baaardzo daleki). Jednak jak widać Kościół nie stosuje się tak skwapliwie do tego nakazu... Już nie wspominając, że Jezus miał bardzo, hmmm, elastyczne sumienie. Z jednej strony nakazuje nadstawiać drugi policzek, a z drugiej robi rozróbę w bazarze świątynnym – choć jeśli założyć, że bluźnierstwo jest jedynym „niewybaczalnym” grzechem, to postawa Jezusa jest usprawiedliwiona. Zaatakował on ludzi, którzy robiąc z Świątyni bazar, bluźnili przeciw Bogu.
Jezus mówi też w tym fragmencie, iż jeżeli ktoś naucza ludzi, a odrzucałby jedno, choć najmniejsze i najbardziej bezsensowne spośród legendarnych 613 przykazań zawarte w Torze, zostanie nazwany „najmniejszym” przez mieszkańców Królestwa Niebieskiego. Teraz pytanie: co oznacza bycie nazwanym „najmniejszym” w niebie? Czy ta metafora ma jakiś konkretny sens, czy to tylko podany w przenośni zakaz pomijania w nauce Starego Zakonu?
Kościół Katolicki twierdzi, że ludzie powinni przestrzegać ze Starego Zakonu tylko zasad, które nazywa „uniwersalnymi”(tylko 10 Przykazań), a i te ‘uniwersalne’ traktuje bardzo, ale to bardzo relatywnie. Np. ‘nie będziesz brał imienia Pana, Boga swego nadaremno.’ – no i jak to pogodzić z ciągłym wycieraniem sobie mordy bożym imieniem w stylu: „O Boże”, „Oh mein Gott!” czy też „Oh my God!”? Ano naturalnie: dzięki sakramentowi bierzmowania spływa na ludzi Duch Święty (kto wierzy w tę bajeczkę, rączka do góry), zatem stajemy się uświęconymi duchem świętym Dziećmi Bożymi i możemy mówić do Boga po imieniu i wzywać jego imię, kiedy nam się tylko chce. To się fachowo nazywa: „Doznawanie Boga Żywego w każdym przejawie istnienia”. Ale w sumie to nie jest nic specjalnego w porównaniu z tym, jaką „władzę” księża „posiadają” nad Bogiem – ale to jest zbytnie odchodzenie od tematu, którym jest wszak komentarze ewangelii, czyż nie?
Kościół zapomniał, że „ani jedna jota, ani jedna kreska” nie może zostać opuszczona wedle nauk Jezusa. Pogląd, że Stary Zakon jest już przestarzały Krk przejął od Pawła z Tarsu. Cały list do Rzymian to jedno wielkie udowadnianie, że Zakon jest już przestarzały i już nie obowiązuje z powodu Jezusa i jego śmierci na krzyżu. Wywodzi się to z tego, że pogańscy neofici, których Paweł nauczał, za cholerę nie mieli ochoty ani na obrzezanie(dotąd nikt nie wie, czemu...), ani na wyrzeczenie się wszystkich swoich świąt, ani też nie mieli ochoty na zakaz tworzenia sobie sakralnych wizerunków itp. I Paweł poszedł z nimi na swoisty kompromis. Kompromis ten przejął Kościół i koło się zamyka. Przecież wygodniej jest nie przestrzegać tych wszystkich zakazów i nakazów, stłoczonych w brzydki ceremonializm, hmmm? Oczywiście! Lepiej stworzyć własny!!!
W fragmencie o sprawiedliwości „uczeni w Piśmie i faryzeusze” to przenośnia, która jest symbolem ludzi, którzy postępują wedle nakazów Starego Zakonu, nie przyjmując nauk Jezusa. Jezus twierdzi, iż trzeba być prawdziwie dobrym, wychodzić ludziom i ich problemom naprzeciw, miłować ich, aby zasłużyć na zbawienie.

Gniew i przebaczenie


„21. Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd.
22. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pod sąd pójdzie, a kto by rzekł swemu bratu: Racha, stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny.
23. Jeślibyś więc składał dar swój na ołtarzu i tam wspomniałbyś, iż twój brat ma coś przeciwko tobie.
24. Zostaw tam dar swój na ołtarzu, odejdź i najpierw pojednaj się z bratem swoim, a potem przyszedłszy, złóż dar swój.
25. Pogódź się rychło z przeciwnikiem swoim, póki jesteś z nim na drodze, aby cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia słudze, i abyś nie został wtrącony do więzienia.
26. Zaprawdę powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż oddasz ostatni grosz.”

- Pierwsza część tej przypowieści (21-24) brzmi jak rasowa przypowieść, ale jej dalsza, jak jakaś przyjacielska rada.
Zacznijmy od cz. I: Jezus zabrania gniewu, ba, nawet twierdzi, iż nazwanie go głupcem spowoduje, iż bluzgający delikwent pójdzie do piekła. Echhh, tak, Żydzi bardzo często lubili wyolbrzymiać. To taka spuścizna wszystkich języków semickich, nie tylko hebrajskiego czy aramejskiego. Wszystkie używają drastycznych porównań i masy epitetów. Poczytajcie Pieśń nad Pieśniami lub Księgę Koheleta (Eklezjastesa), a zapewne zrozumiecie, w czym rzecz. Dlatego za nawymyślanie komuś do „piekła” się raczej nie trafi.
Poza tym Jezus nakazuje ugadzać się ze swymi wrogami, tak, jakby zawsze to było możliwe. Bo czy można pojednywać z jakimś blockersem, który „sklepie gębę” kompletnie bez powodu, tak dla wyładowania się? Przecież on jest mym wrogiem i czuję do niego gniew – zaatakował mnie, choć nic mu nie zrobiłem! I jak się z nim pojednać, dawać mu haracz? Nie zawsze można się pogodzić z drugim człowiekiem.
Tu chodzi o to, że jeżeli pokłócimy się z kimś, a wina leży po naszej stronie, i jest możliwość ugody, to powinniśmy z niej skorzystać. I tylko wtedy. Zawiniłeś? Przeproś, czuj skruchę i staraj się więcej nie popełniać owego błędu – i niech zapanuje pokój, a nie chęć zemsty. Inna interpretacja wydawałaby się bezsensowna...
...ale nagle przestaje być bezsensowne, gdy zwrócimy uwagę na małe, a słodkie słówko ”brat”! Kim jest mój brat? Ano ten, który stosuje się do praw ustanowionych przez Boga oraz Jezusa, kieruje się miłością i dobrem(patrz: przypowieść o Prawdziwej Rodzinie). Taki ktoś nie mógłby uczynić nam czegokolwiek złego. Jeżeli tedy gniewamy się na kogoś, kogo serce wypełnia światłość dobra, czynimy grzech – taki ktoś nie mógłby nas skrzywdzić umyślnie!
Właściwie słowu ‘brat’ należy przyjrzeć się bliżej. Teraz przedstawię teorię, która niekoniecznie musi się wszystkim podobać, ale jeżeli zaciśniecie zęby, to powinniście spokojnie wytrzymać. Zacznijmy od tego, że Jezus był Żydem. I to Żydem żydowskim pośród Żydów. Bardzo możliwe, że dzielił ludzi na „swoich braci” – czyli tych, którzy wypełniali prawo mojżeszowe, starali się być posłusznymi Bogu i czynić dobro; oraz na tych, których czasami w ewangelii nazywa „poganami i celnikami” – czyli wszystkich pogan, zdrajców, Samarytan, celników; innymi słowy ludzi, którzy postępują wg niego źle, ale nie chcą się zmienić na lepsze, pławiąc się w swoim egoizmie i złu. Zarazem następuje tutaj mały paradoks, albowiem twój „brat” może być zarazem twoim wrogiem. Gdyby taka osoba uderzyła cię w twarz, oznaczało by to, że raczej ty zawiniłeś, a nie twój ‘brat’ – ten postępujący bożymi drogami cnotliwy człowiek, a on został zmuszony dojść do granic cierpliwości przez twoją niegodziwość. Tak samo to właśnie tak dobremu człowiekowi należy wybaczać nieskończoną ilość razy, ponieważ on faktycznie stara się poprawić, ale mu nie wychodzi. Tak też jemu, jeżeli się z tobą procesuje, należy oddać oprócz płaszcza i szatę, ponieważ on i tak na pewno procesuje się z tobą uczciwie, a wręcz umniejsza swoje krzywdy, by cię specjalnie nie zubożyć(idiotyczne, czyż nie? Ale niestety prawdziwe). Jeżeli ofiara bandytów była takim człowiekiem, ‘jezusowym bratem’, tedy wręcz na pewno Dobry Samarytanin uczynił dobro mu pomagając.
Możliwe, że tego teraz nie rozumiecie. Musicie spróbować wczuć się w rolę żydowskiego rabbiego owych czasów, spróbujcie zacząć myśleć tak jak on. Nie uda wam się jednakże, jeżeli nie będziecie mieli małego przygotowania teoretycznego. Proponuję lekturę Starego Testamentu i dzieł Józefa Flawiusza. Najlepiej byłoby, gdybyście przeczytali trochę Sefer Zohar i Talmudu, ale wątpię, abyście skądś wytrzasnęli owe pozycje. W każdym bądź razie, jeżeli poznacie swoisty „przesadzający” sposób myślenia żydowskiego z owych czasów, dostrzeżecie sens tej „braterskiej” teorii.
Pytanie: jak poznać, któż jest moim bratem? Jezus myślał po żydowsku, więc zapewne wszystkich Żydów określał niejako z urzędu ‘braćmi’, chociaż miał zapewne wyjątki dla osób, o których stwierdził, że są złe. Nakazywał oczywiście także czujność i rozwagę w ocenach moralnych: „Światłem ciała jest oko. Jeśli twe oko jest zdrowe, tedy całe twe ciało jest jasne; A jeżeli twe oko jest chore, całe ciało ciemne będzie(...)” Mt 6, 22-23. Dlatego więc potrafił przełamać swój szowinizm narodowy i pochwalić mądrość Samarytanki, która go błagała o uzdrowienie córki lub zrozumienie dla istoty wiary dla rzymskiego setnika. Nie był więc przeżarty przez nacjonalistyczny sposób myślenia na „my – zawsze dobrzy” i „oni – zawsze bydło”. Ale mimo wszystko należy pamiętać o jego żydowskiej spuściźnie myślowej.
Co zatem czynić z ‘poganami i celnikami’? Odseparować się na wszelkie możliwe sposoby - to się wręcz rozumie samo przez się. W żydowskim sposobie myślenia jest jedna rzecz, która zrównuje wszystkich Izraelitów i obejmuje ich jedną definicją. I tych najbogatszych w pałacach i najnędzniejszych na ulicy. I arcykapłana w Świątyni i świeckiego kupca w swoim bazarze. I rzemieślnika i chłopa. Wszyscy należą do Narodu Wybranego. Wszyscy są umiłowani pośród narodów. Oni przez swego Boga zostali wybrani ze wszystkich ludów Ziemi. Właśnie oni, nikt inny. Teraz już rozumiecie dumę, którą odczuwał każdy prawowierny Żyd, gdy wiedział, że jest jednym spośród ludu, który wybrał sam Wielki Stworzyciel?
A inni? To żałosne psy w porównaniu z Żydami. Wśród Żydów istniało przykładowo takie powiedzenie: „Lepsza wieprzowina niż chleb od Samarytan”. A Jezus sam powiedział: „Nie rzucajcie swych pereł przed wieprze, albowiem rozdepczą je, a obróciwszy się przeciwko wam, rozszarpią was na strzępy.” To tyle, jeśli chodzi o bezwarunkowe wybaczenie wrogom, nadstawianie drugiego policzka oraz bezgraniczne miłosierdzi Jezusa. Obaczcie jak na początku traktował kananejską niewiastę i jak musiała go błagać, aby pomógł jej córce(!): 15, 21-28.
Jaką naukę człowiek współczesny może z tego wyciągnąć? Należy czynić dobro i mieć serce pełne miłosierdzi dla ludzi dobrych, natomiast złym nie pomagać, ponieważ oni i tak naszą pomoc w zło obrócą.
Ale uwaga! Jezus nie namawia do walki ze złem. Pod żadnym pozorem. On raczej nawołuje do leczenia zła, o ile jest to możliwe. A jeśli nie, to należy się po prostu od niego odseparować. I już! Walka tylko w ostateczności.
Teraz taka refleksja: separując się od zła pozwalamy mu na istnienie. A zło ma tą właściwość, że wynikiem jego działania jest najczęściej krzywdę i cierpienie. Zatem nie walcząc z nim skazujemy pośrednio innych ludzi na ból, będący wynikiem tegoż zła. Hmmm.
Ale cóż: Jeżeli zło można uleczyć, tedy należy to uczynić. Jeżeli nie, tedy należy się od niego odseparować – taka jest przynajmniej teoria Jezusa.

Cudzołóstwo


„27. Słyszeliście, iż powiedziano: nie będziesz cudzołożył.
28. A Ja wam powiadam, że każdy, kto popatrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim.
29. Jeśli tedy prawe oko cię gorszy, wyłup je i odrzuć od siebie, albowiem będzie pożyteczniej dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż żeby całe ciało miało pójść do piekła.
30. A jeśli prawa ręka twoja cię gorszy, odetnij ją i odrzuć od siebie, albowiem będzie pożyteczniej dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż żeby całe ciało miało znaleźć się w piekle.
31. Powiedziano też: Ktokolwiek by opuścił żonę swoją, niech da jej list rozwodowy.
32. A ja wam powiadam, że każdy, kto opuszcza żonę swoją, wyjąwszy powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną poślubił, cudzołoży.”

- W dawnych czasach panowały poglądy męsko-szowinistyczno-świńskie i z tego zapewne powodu Jezus nie wymienił w tym przykazaniu obu płci, ale chyba możemy założyć, iż również kobiety mogą w ten sposób grzeszyć.
Przejdźmy jednak do sedna grzechu tu opisanego: wystarczy mieć JAKĄKOLWIEK fantazję seksualną na temat danej osoby, by popełnić grzech cudzołóstwa. Jest to spora przesada, ponieważ w takim układzie tak czy siak się zgrzeszy i nie ma zmiłuj się! I wystarczy spojrzeć lubieżnie na zgrabny tyłeczek koleżanki z pracy, aby zgrzeszyć. A zatem? A zatem po raz kolejny musimy zrozumieć, że języki semickie wielce przesadzają. I to jest jedno z takich właśnie „przesadzań”. A jak „na nasze” zabrzmiała by ta nauka? O, bardzo prosto, krótko i zwięźle: unikaj sytuacji, które powodują, że jesteś wystawiany na „nieodpartą pokusę” cudzołożenia – powodują one grzech, a zatem spaczają(gorszą) duszę.
Do słowa „gorszy” w tym wypadku powinniśmy podejść w sposób etymologiczny: „gorszyć” to znaczy sprawiać, iż coś staje się gorsze (a zatem zmusza do grzechu, który spacza człowieka – a zgorszenie w sensie „spaczenie grzechem” jest jedną z niewielu rzeczy, których należy się obawiać wg Jezusa).
Się składa, iż ta przypowieść ma też drugie, powszechniejsze znaczenie. Jezus dość ogólnie mówi o gorszeniu, nie tylko w kontekście cudzołożenia. Zatem można to odnieść zapewne do większości (jeśli nie wszystkich) grzechów. Sens tego przesłania odczytujemy jako: jeżeli coś powoduje, że grzeszysz, odseparuj się od tego (np. jeżeli od oglądania reklam chcesz sobie kupić telefon komórkowy, ale nie masz pieniędzy i doprowadza cię to do kradzieży – nie oglądaj telewizji. Przykład infantylny, ale chyba rozumiecie?).
Nie powinniśmy zaś tego sensu odczytywać jako: jeżeli coś UMOŻLIWIA ci grzech (ale Cię do niego nie zmusza!) tedy odetnij się od tego. Takie stany, które umożliwiają nam grzeszenie, są doskonałym treningiem, a zarazem sprawdzianem naszej siły woli. Wtedy wszystko zależy od naszej decyzji, od wolnej woli. Pokazują naszą prawdziwą naturę. Cóż z tego, że nie grzeszysz, jeżeli nie masz takiej możliwości? Gdy mając możliwość zgrzeszyć, nie wykorzystujesz jej, oto chwila, w której pokazujesz swoją prawdziwą duszę!
W drugiej części tego nakazu (31-32) Jezus mówi też, że ktokolwiek by z rozwódką prowadził życie intymne, ten już cudzołoży. W jego czasach, gdy jakiemuś mężczyźnie znudziła się jego żona, a był odpowiednio bogaty, tedy szedł do faryzeusz, smarował, i już! Faryzeusz znajdował jakiś powód, który uzasadniał rozwód i po kłopocie na podstawie niefortunnego wyrażenia znalezionego w Księdze Powtórzonego Prawa, iż mężczyzna może rozwieść się z żoną jeżeli „znajdzie w niej coś odrażającego” i tutaj mamy swobodę interpretacji, którą wielu rabbich skwapliwie wykorzystywało. Wtedy nie mówiło się tyle o miłości, o tym, że jakaś para była sobie przeznaczona itp. Ojcowie zazwyczaj wydawali swe córki za tych kandydatów na mężów, którzy mieli największą kieszeń i byli najbardziej poważani w mieście. Często zdarzało się też, że ojciec już przy narodzinach decydował, za syna jakiej rodziny wyjdzie jego córka. Żadnej miłości. Możliwe iż Jezus chciał ukrócić ten proceder i tak jakoś kiepsko wyszło. Teraz, w XXI wieku mimo wszystko o wiele większą wagę przykłada się do miłości, niż drzewiej, a czasami okazuje się, że ktoś się spieszył ze ślubem, a potem okazywało się, że to było tylko chwilowe zauroczenie. I co teraz? Męczyć się ze sobą przez całe życie? Taka sytuacja doprowadziła by nie do szczęścia, ale do cierpienia, a zatem coś tu śmierdzi. Już nie mówiąc o sytuacjach, gdy okazuje się, że żona to alkoholiczka, z którą nie da się wytrzymać, a mąż to sadystyczny zboczeniec.
Musimy przenieść się na chwilę do dalszej części ewangelii Mateusza. Otóż w rozdziale 19, 1-13 rozwija swoją myśl na temat rozwodu i miłości. I dlatego tę kwestię omówimy dopiero przy okazji owych fragmentów.

Krzywoprzysięstwo


„33. Słyszeliście także, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, ale dotrzymasz Panu przysiąg swoich.
34. A Ja wam powiadam abyście w ogóle nie przysięgali ani na niebo, gdyż jest tronem Boga,
35. Ani na ziemię, gdyż jest podnóżkiem stóp jego, ani na Jerozolimę, gdyż jest miastem wielkiego króla.
36. Ani na głowę swoją nie będziesz przysięgał, gdyż nie możesz uczynić nawet jednego włosa białym lub czarnym.
37. Niechaj więc mowa wasza będzie: Tak – tak, nie – nie, bo co ponad to jest, to jest od złego.”

- Kolejne przykazanie, które jest bardzo podobne do zasad esseńczyków, oni też tę regułę wyznawali... i chyba każdy zauważy, że argumenty Jezusa się krzaczą i jakoś tak śmierdzą Rydzykiem... „Bo co inne, to pochodzi od złego” – aha, i co jeszcze? Jeżeli przysięgamy, to musimy być stuprocentowo pewni tego, na co przysięgamy oraz nie możemy przysięgać na rzeczy, które do nas nie należą, ale stwierdzenie, że wszystkie przysięgi pochodzą od ‘Złego’, to spora przesada. Przysięga się wtedy, gdy jesteśmy czegoś pewni.

Zemsta


38. Słyszeliście, iż powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb.
39. A Ja wam powiadam: Nie sprzeciwiajcie się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi.
40. A temu, kto chce się z tobą procesować i zabrać ci szatę, zostaw i płaszcz.
41. A kto by cię przymuszał, żebyś szedł z nim milę, idź z nim i dwie.
42. Temu, kto cię prosi, daj, a od tego, który chce od ciebie pożyczyć, nie odwracaj się.”

- Hmmmm, a co gdyby zaistniała taka załóżmy sytuacja: otóż idzie sobie na wieczorny spacer para młodych ludzi. Od ich widoku aż serce rośnie w człowieku. Woń miłości miesza się z ciepłym zapachem letniego wieczora:) Aż tu nagle, ni stąd, ni zowąd, napada ich jakiś śmierdzący skejcik. W ręku dzierży paralizator i wymachuje nim w kierunku pary kochanków. Krzyczy do dziewczyny:
- „Kurwa, ładniutka z ciebie dupcia” – czyż elokwencja nie promieniuje wręcz od niego?
A potem „zwraca” się do młodzieńca:
– „Spierdalaj chuju złamany! Mam z twoją cipką do załatwienia kilka rozkosznych spraw” – oblizuje wargi w obsceniczny sposób.
Teraz pytanie: cóż li powinien uczynić młodzieniec?(Kurde, ale pytanie, no nie?) Spokojnie możemy założyć, iż bandyta jest jego „przeciwnikiem”. Skoro tak, to nie tylko powinien nie przeszkodzić bandycie w dokonaniu gwałtu, ale wręcz powinien mu w tym pomóc! Ale co w takim razie z dziewczyną? Jeżeli to chrześcijanka, to nie dość, że da się zgwałcić, to jeszcze wybaczy swemu gwałcicielowi, oraz zrozumie postawę swego wybranka... Yeah! Widzicie, do jakich zaułków dochodzi się, jeżeli interpretujemy dosłownie coś, co jest metaforą? Zatem strzeżcie się tych, co wężowymi językami sączą wam w duszę jad bezsensownej dosłowności!!!
A teraz na poważnie: jeżeli jednak założymy, że skate’a potraktujemy jako „poganina i celnika” większych problemów nie powinno być. Jezusowy ‘brat’ raczej by nie postanowił wymusić gwałt na dziewczynie, czyż nie? A więc trzeba mu dać w ten kaprawy ryj i już, koniec pieśni. Taka jest moja teoria. Nie musicie wcale się z nią zgadzać. Możecie, gdy znajdziecie się w podobnej sytuacji, nadstawić drugi policzek. Tak jak to zrobił Piotr, odcinając mieczem ucho strażnikowi świątynnemu podczas aresztowania Jezusa.


c. d. n.


Del

PS: Jeśli was zainteresowała dalsza część komentarza i nie macie ochoty czekać do następnego miesiąca, to napiszcie do Eddiego(eddi@o2.pl) - gość był tak uprzejmy, że postanowił udostępniać pełną wersję przez email (Big thx!!! Oby Ozzy obdarzył Cię supernautycznymi mocami!!!). Trzeba go tylko grzeczniuchno poprosić, ew. złożyć mu ofiarę z tysiąca wołów, a na pewno prześle wam wersję full.