***
Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście.*
Każdy ranek daje szansę na to, aby wieczorem móc powiedzieć: "To był szczęśliwy dzień!". Nigdy tej szansy nie wykorzystałem. Mówią też , że szczęście to okazja plus gotowość do działania; dlaczego mi zawsze brakowało jednego z tych czynników? Dlaczego byłem takim ślepcem-Boże jak to idiotycznie brzmi- ale to prawda, spałem tak głęboko, iż stuprocentowe sytuacje , które prosiły o jedną małą reakcję z mojej strony, która dzieliła mnie od Szczęścia, zostały zmarnowane, przepadły bezpowrotnie, po nich pozostała jedynie samotność, tak 'sam do końca życia'. Gdy się zorientowałem moje usilne próby do osiągnięcia owego Szczęścia były bardziej nieudolne, niżeli bym miał nic nie robić. Zamiast się przybliżać do celu, ja uciekałem, oddalałem się, aż szanse moje spadły do punktu krytycznego, a moje żałosne ja odtąd określa się tylko jednym znakiem -
0. Tak jest okrągłe, duże, nic nie znaczące ZERO. Nie ma teraz takiej nocy podczas której nie próbowałbym zrozumieć jak do tego mogło dojść. Analizowałem każdy szczegół, każdy dzień, każdą chwilę, w której miałem okazję o postaranie się aby być teraz szczęśliwym. Skrupulatnie i dogłębnie badałem moje dobre i złe ruchy. Niestety bilans był stanowczo ujemny. Wiem, że cała wina spada tylko i wyłącznie na mnie. Gdybym wówczas spojrzał na siebie oczami Szczęścia, sam bym się nie poznał, powiedziałbym, że to jakiś arogancki, ograniczony, płytki, bezwartościowy prostak, który nie zasługuje na najmniejsze zainteresowanie, którego najlepiej omijać, bo cóż można po takim człowieku się spodziewać? Żałosny i beznadziejny te dwa słowa w pełni cechują jego osobowość i charakter, o ile w ogóle jakiś posiada - tak dosłownie bym o sobie powiedział.. Lecz co sprawiło, że byłem taki odmieniony? Owe zachowanie z pewnością nie odwzorowywało mojego wrażliwego, zakompleksionego, nieśmiałego ja. Nie umiem dostosować się do dewizy, która brzmi: Nie graj swojego życia, ludzie potrzebują twojego życia, a nie twojej komedii. W moim przypadku to był dramat. Brak zdecydowania dokuczał mi na każdym kroku w pogoni za Szczęściem, był bezlitosny. Zastanawiałem się, czy nie powinno Ono swym urokiem zachwycić kogoś bardziej odpowiedniego. To może dziwnie zabrzmieć, ale ja po prostu chciałem szczęścia dla samego Szczęścia. Cóż, osiągnięcie teraz tego Szczęścia jest praktycznie niemożliwe. Pozostaje jedynie ogromny, niemiłosierny ból no i samotność, tak 'sam do końca życia'.bit - 0