Wszędzie byle nie tu...

Druga w nocy, słuchawki na uszach, książka w dłoni (dlaczego nie przed kompem nie pamiętam...) jedyne co mnie otacza to muzyka. Wszystko tak jak sobie zaplanowałem... do czasu. W pewnej chwili szybki trzask w słuchawkach. W pokoju zamiast mrocznego dźwięku muzyki jeszcze bardziej przerażająca cisza, cisza przed burzą... (dziwne ta płyta nigdy mi się nie zacięła... oszalały ryk telefonu przedarł ciszę (normalnie o tej porze ruszyłbym natychmiast do telefonu w celu opieprzenia miłego rozmówcy) normalnie, jednak nie tej nocy... Kolejny dzwonek a ja siedzę jak otępiały, dlaczego do cholery wiem, że coś się stało; to okrutne uczucie, które sprawia, że po prostu wiesz. Drżąco podnoszę słuchawkę, w telefonie zdenerwowany głos: - "młody jest Jacek? Nie... to cześć ". Kocham tego typu rozmowy w środku nocy... Mijają kolejne godziny w końcu do domu wpada Jacek twarz poobijana z obu stron, krótki szok zamienia się w radość - dobrze, że żyjesz. Czytam dalej... tej nocy już nie zasnę. Dni mozolnie mijają z ekranu bombardują mnie kolejne wiadomości: "nasz rząd to jedna wielka mafia", "kolejne ofiary w Iraku, Moskwie, itp. itd." - reporterom aż ślinka cieknie podnieceni do granic możliwości opowiadają historie, od których włos się jeży na głowie, pokazują dumnego prezydenta USA "walczymy ooopss sorry mordujemy w słusznej sprawie niech bóg ma nas w swojej opiece" - ponury żart. No to może posłucham muzyki, 4 kanały zwane muzycznymi, a na każdym "pretensje" po polsku i niemiecku... wyłączam telewizor, mam dość. W nadziei otwieram okno... kilku nastolatków goni jednego, wpadają za róg po chwili ofiara staje się łowcą i z 5 kolesiami ściga niedoszłych oprawców... Szkoda, a nam znowu brakuje ludzi do piłki, ale chłopaki chyba preferują inne sporty. W mieście zapada zmrok choć jest jeszcze wcześnie, szybki telefon znajomy głos: - do miasta? nie dzisiaj, jutro egzamin, gość od matmy powiedział że komis mi nie pomoże, kolejne dwa egzaminy we wrześniu, a ja zapieprzam od rana do wieczora przez cały rok (wspaniałe studenckie życie...) mam dość tego pieprzonego wyścigu szczurów, sto osób czeka aż się przewrócisz by zadowolić się wolnym miejscem po tobie albo nowym trofeum w swojej chorej pasji. Spoko stary wyjdziesz z tego z tarczą a niebo nie będzie już płakać... kumplowi robi się raźniej, kumplowi ale nie mi. Mija kilka kolejnych "dusznych" dni. Kolejne straszne miejsce; nie znoszę takich miejsc jak supermarkety. Pełno zdziczałych konsumentów potrafiących w cudownym amoku wydać swoje ciężko (zazwyczaj) zarobione pieniądze na rzeczy zupełnie niepotrzebne (ostatnio widziałem reklamę otwieracza do kartoników z sokiem - niezłe cudo ;) Nowo kreowani bohaterowie zachęcają do kupna przeróżnych badziewi, powrót do domu w odtwarzaczu najnowszy przebój kolejnego Idioty, chrupki, "Asia i Piotrek", buzi na dobranoc i spać, wszystkie dni takie same przez całe życie, a wewnątrz żadnego głosu sprzeciwu (zdychajcie w schematach w spokoju)... ich problem, myślę sobie ale to ja wychodzę przygnębiony z takich miejsc . Docieram do domu mijają kolejne godziny mojej na szczęście nie samotnej walki z otaczającą rzeczywistością. Godzina 1 w nocy szuram do łóżka, jednak w jednej chwili dzwonek do drzwi ogłasza mi, że tej nocy znowu nie zasnę, otwieram drzwi. Przed moją nieznaczącą osobą stoi starszy pan; pistolet w dłoni, blacha na szyi za nim przemyka dwóch panów z kałachami. Powitanie i seria pytań "słyszał pan coś?",itp. itd. resztę znacie z kryminałów, bądź z doświadczenia (mam nadzieje, że to pierwsze)... na miękkich nogach zbliżam się do okna. Na zewnątrz dziesiątki kolorowych świateł... Następnego dnia po kolejnej nieprzespanej nocy z coraz większym lękiem wyglądam przez okno. Podjeżdża znajomy samochód, z którego wysiada młoda kobieta - reporter - szakal (wybór dowolny) tvx48 z uśmiechem na twarzy zwraca się do bawiących się nieopodal dzieci "Dzieci a gdzie mieszkał ten pan, którego zabili?" Dzieci nierozumiejące cholernej "taktowności" pytania wskazują palcami w wybrane miejsce "tam, tam... psze pani". Powietrze robi się coraz cięższe... głowę przewiercają mi różne myśli

"Przecież nie wszystko można kupić... Zależy, czym się płaci" Jeff Noon)

Kolejne dni mijają człowiek boji się włączyć telewizor, powoli dochodzi do siebie... Przecież trzeba żyć dalej nie poddawać się, co jakiś czas kolejne informacje i wydarzenia ścinają mnie z nóg, setki osób wypowiadają się w moim imieniu, to przecież oni wiedzą, co dla mnie jest najlepsze ;), określają naszą moralność. Niestety większość potakuje przemęczonymi główkami, bo mają większe problemy na głowie, a niżeli ubezwłasnowolnienie. Na ulicy wszyscy patrzą na siebie jak na potencjalnych wrogów (ja się nie dziwię, zbliż się a zagryzę)... Na szczęście są ludzie (rodzina, przyjaciele, a często i osoby całkowicie przypadkowe), które pomagają mi przetrwać najcięższe chwile pomimo tego, że ich problemy wcale nie są mniejsze... I właśnie w tym miejscu chciałbym im za to serdecznie podziękować... to właśnie ludzie dają mi tą niebywałą siłę by brnąć dalej w tym bagnie, walczyć z każdym "normalnym" narzucanym przez bandę kretynów tokiem myślenia. Niestety to także ludzie sprawili, że obecny świat jest taki okrutny i coraz mniej z nich zastanawia się nad przyczyną takiego stanu rzeczy ("mnie to nie dotyczy..." "to ich sprawa..." "nie mam czasu...")

"Rozpacz płynie rzeką poprzez świat, wszyscy winni są..." Tom Waits

Na szczęście nie brakuje także tych, którzy nie czekają, aż ich otoczenie zmieni się samo, bo na pewno nie będzie to zmiana na lepsze, im także dziękuje i proszę, aby się nie poddawali, nigdy! Ponieważ na razie jestem pewien, że gdy w przyszłości będę miał (być może) dzieci to chcę, aby wychowywały się one wszędzie byle nie tu (czyt. w Polsce)...

crocherman@o2.pl

ps. Wyżej wymienione tytuły nie są odpowiednikiem inteligencji odbiorców, stanowią tylko przykład...

ps2. sory za wszelkie błędy (zazwyczaj niezamierzone) spowodowane brakiem wykształcenia autora niniejszego tekstu (fajnie jest mówić o sobie w 3 osobie)...