pan_T.A.Rej

Przegląd okolicznej prasy



    Rozwinęło się nam w Okolicy czytelnictwo. Nie, nie myślcie, że książki czytamy - tego plugastwa i przyczyny wielu nieszczęść, to nadal nikt do ręki nie bierze. W szkole nawet uczą o takim jednym, co to naczytał się książek i w głowie mu coś pękło. Ubrał się w garnczek, starą tarkę i balię, a w rękę wziął pokrywę od kotła do bielizny i dalej, młyny psuć, a do wsiowych dziewuch nieprzyzwoicie się odzywać. Żeby ciekawiej było, to dobrał się z takim drugim, Sączy Pącze - że niby nadęty ciągle chodził i od tego na ośle jeździł. Ale w to, to już nie wierzę, bo jeszcze nikomu miarka dobrego trunku po jeszcze lepszej cenie, nie zaszkodziła.
    No owszem, zdarza się - jak Mnietkowi, że po pijaku jajkami samolot Kółka Rolniczego obrzucał. Bo mu się zdawało, że to Holendry - zmniejszać populację wsi, rzucając tabletkami w ludzi - lecą. Ale to wyjątek. A i to przez to, że pił wtedy coś obcego, jakieś wino przeterminowane, z Francji. Przez pomyłkę "Pod Zardzewiały Pług" przywieźli. Z pięć lat, ciarastwo, miało, toteż nikt z naszych ruszyć tego nie chciał, tylko Mnietek, durnota jedna, skusił się. Te Francuzy, swoją drogą, to cwaniaki. U siebie świeże, tegoroczne piją, a stare, przeterminowane wina, to nam przysyłają.
    No, ale ja nie o tym ,tylko o czytaniu. A z tym to tak jest, że Sołtys, jak obiecał, tak zrobił. To znaczy, w ramach konkurencji z Unią, w byznesy poszedł. Kiosk, znaczy się, otworzył. No i do czytania prasy - tej fachowej - nas przymusza. Idzie, dajmy na to, taki Kaziuk ze sprawą do urzędu (czyli do chałupy Sołtysów) w dobrej wierze, że wszystko w jeden dzień załatwi. A tu Sołtysowa na niego od razu najeżdża, że gazet nie kupuje, a jakby coś prócz etykiet na butelkach czytał, to wiedziałby, że teraz biurokracja jest i sprawy od ręki się nie załatwia. Trzeba lecieć w te pędy do budki z prasą, kupić ze dwa pisma, i dopiero urząd obsłuży. Acha, i jeszcze paragon trza przynieść. To dla tego, że naród u nas obrotny i zamiast tygodniki kupować, zaczęli sobie pożyczać. A Stasek nawet dalej poszedł i przed chałupą stare, przeczytane gazety zaczął sprzedawać. Za dwa "mózgotrzepy proste" jeden tytuł. Niby cenowo to się nie karkuluje, ale jaka przyjemność! Bo w spożyciu, obowiązkowo, Staskowi trza pomóc. Przecie cham nie jest i sam pił nie będzie. I dla tego teraz z paragonem trza latać.
    Ale tak ogólnie, to pisma w kiosku ciekawe są i pożyteczne. Można się czegoś nowego z nich nauczyć i wiedzę fachową sobie podnieść. Ot, takie na przykład "Z żyta wzięte". Ciekawy cykl wykładów tam drukują. O tym, z jakiego gatunku żyta ile litrów czystego spirtu można uzyskać. Albo - dla hodowców trzody: "Za żywo" - to o cenach żywca na skupie, czyli ile można wyciągnąć za żywą świnkę? I drugi - "Newkwiik" - porady, jak doglądać nowych ras.
    Jest też coś dla żyjących z ziemi: "W życie za gorąco" - to o tym, czym się chłodzić w czasie żniw. Na czasie jest też "Lina". W razie przejściowych problemów ze sznurkiem do snopowiązałek, dowiemy się, jak ukręcić linę z nadmiaru słomy. Albo taka "Bela" - tu możemy się dowiedzieć, co robić ze sprasowaną słomą. Jest jeszcze "Mojatyka" - to akurat dla tych, co fasolę uprawiają.
    Są też pisma bardziej ogólne, ot, takie dwa pokrewne "Wzrost" i "Ugora". Pierwsze uczy co robić, by lepiej rosło, a drugie traktuje o tym, jak nie siać, a zbierać? Nie można pominąć miesięcznika dla tych, co chcą uprawiać echologicznie, bez chemii i innych trucizn: "Dobre Gady". Z tego pisma dowiemy się, jakie gadostwo najlepiej tępi stonkę. I jak potem, pozbyć się tego gadostwa z pola, za pomocą azotoksu (czyli DDT). Znajdzie się też coś dla zainteresowanych innymi krajami: "Mila dla Ciebie". To o uprawach w krajach anglo-cośtam.
    Ciekawe tematy porusza tygodnik "Jaj". Pytania miesiąca: "Na ubój, czy dla jaj?" i "Drób dla jaj, czy jaja dla drobiu". Redaktorzy przewidują dobrą koniunkturę dla ferm (ciekawe, co konie mają wspólnego z kurami?), w związku z nadpływającą flotyllą aptek Holenderskich. Czyżby Holenderskie aptekarki tak lubiły jaja? Tylko, czemu rozbite? I po co mieszają je z farbą? Tu redaktor wietrzy aferę hodowlaną, że niby żółtka są za blade i z czerwoną farbą trzeba je mieszać.
    Dla kobiet (choć nie tylko, Maniek na przykład, sam sobie skarpetki ceruje) Sołtysowa poleca "Takie jest szycie". Z kolei z typowo męskich tutułów muszę wymienić miesięcznik z ciekawą rozkładówką "Pani w domu". Co tam jest, na tej rozkładówce, to lepiej nie mówić, ale to raczej nie dla żyjących w celi, bracie.
    Ci mieszkający bliżej lasu kupują dwutygodnik "Czyja ściółka". To pismo akurat dla Mańka, naszego stolarza. Przyda mu się, bo gajowy zawsze się go czepia. Ot, jedzie ostatnio, chłopina, style do łopat kurturalnie wiezie, a gajowy go łaps, i dalej, wmawiać mu, że coś duże te style. No fakt, ściął akurat parę większych, stuletnich sosen. Ale może miał zamówienie na oprawę dużej łopaty? I zaraz trzeba się człowieka czepiać? Tak, że jak poczyta, to będzie wiedział, co z lasu wolno wywieźć, i gajowy będzie mógł mu koło ściółki narobić co najwyżej.
    Zadbał też nasz kochany sołtys o kibiców. Specjalnie dla nich sprowadza tygodnik sportowy "Gwizdy Mówią". A jeśli chodzi o stan naszej piłki nożnej, to te "Gwizdy Mówią" same za siebie, i wiele tu wyjaśniać nie trzeba.
    We wrześnó   We wżeśniu    Pod koniec lata ma się ukazać pismo "Sheep Schow". To jest coś dla hodowców owiec - zdjęcia przed strzyżeniem i po strzyżeniu. Piszę o tym tylko dla tego, że ma tam być rozwiązanie zagadki - afery. Już teraz leci reklama tytułu "Owce są nagie. A gdzie wełna?".
    To tyle. Pędzę zgnębiać wiedzę. kupiłem sobie "Wdeche Action" i lecę uczyć się ciesielki.

O Okolicznej prasie - dla AM:
pan_T.A.Rej


Prawdziwy krytyk cnoty się nie boi