Opór

Teraz, gdy świeci słońce, upał, którego wszyscy oczekiwali wreszcie przyszedł. Teraz, niespodziewanie niczym biblijny prorok, wiosenna burza, jesienny przymrozek. Teraz przypominam sobie pewną scenę. Nie jest to scena bardzo stara, miała ona miejsce pół roku temu. Nie jest to akt nadziei, no może w bardzo małym stopniu, nie jest to akt egoizmu, jest to akt rozpaczy, akt bezsilności, akt oporu, krzyk moich marzeń, wrzask, wrzask mojej osobowości, który mogłem przemilczeć, jednak nie mogę. Nie ma w tymże akcie żadnego sentymentu, żadnej melancholii, ba! w sumie nic w nim nie ma, tylko ja i mój opór owiany kilkoma aktami.
Całe wydarzenie miało miejsce na lekcji elektrotechniki, przedmiotu, którego już "nie mam". Jego zakres programowy został wyczerpany. Lekcje tą prowadził pewien stary nauczyciel. Trudno go lubić, trudno go nienawidzić. Ma on swój sposób nauczania, do którego można mieć zastrzeżenia. Jeszcze nie wiem czy ma on sens, czy coś mi "da", czegoś mnie nauczy.
Jakie zrządzenie losu! Na lekcji, której uczyłem się w większości o prądzie i jego wykorzystaniu, o indukcji i polach magnetycznych.. o oporze. O oporze, który nie pozwala płynąć swobodnym elektronom do "plusa", który je przyciąga. Zatem jeżeli je przyciąga czy one są jeszcze swobodne? Opór, który zatrzymuje. Opór, który może być tak ogromny, że zatrzyma elektrony, może być destrukcyjny. Opór gdy jest tak wielki rodzi ciepło, w końcu cały układ przegrzewa się, pali, pozostaje upalony kabel, zwęglony rezystor, reszta opornika.
Nauczyciel oddawał kartkówki. Gdy otrzymałem swoją aż nie uwierzyłem. Za całe cztery strony dostałem marną, upokarzającą dwóję. Zaraz zgłosiłem pytanie, co jest źle. Nauczyciel przyjrzał się kartce, przewrócił ją i spojrzał na mnie. Skreślił, to co jeszcze widniało, przedzierało się pomiędzy czerwonym kolorem. W afekcie przekreślił dwa i odesłał mnie do ławki. Nie odszedłem, jeszcze walczyłem, chociaż nadzieja prysła, złudzenia opuściły mnie. Poważnie rozgniewany nauczyciel dokreślił koło oceny olbrzymiego minusa, za złe rysunki i wytłumaczył, dlaczego. Zrezygnowałem, mój opór skończył się na jedynce z minusem. Odszedłem przepraszając do ostatniej ławki i usiadłem. Nauczyciel, gdy skończył oddawać wątpliwej jakości dowody nauki kazał mi wstać. Zdjął okulary i powiedział..
"Zachowałeś się bardzo arogancko". Odpowiedziałem, że wiem.
Nawet gdy wiedziałem, że już nie mam szans na lepszą ocenę walczyłem dalej, a gdy nauczyciel zadeklarował, że postawi mi jedynkę powiedziałem "proszę bardzo". Właśnie o to chodziło, o te dwa słowa. Gdy mój opór wygasł, poddałem się, w akcie bezsilności, gdy wszystko jedno mi było, gdy miałem dość tego wszystkiego, gdy rzuciłem niczym rękawicą w twarz, jak za dawnych czasów rycerz rycerzowi, staremu, siwemu.. opór dla oporu.
Nauczyciel stwierdził, że życie mnie nauczy pokory, że mi to przejdzie. W akcie rozpaczy, obrony swoich marzeń, niezbyt pewnie, cicho, ale dosyć głośno na głuchą niemowę klasy "to ja życia nauczę pokory, to ja innych nauczę..".

Łukasz 'Splatch' Dywicki
splatch@wp.pl