JA, CYNIK
Ostatnio bardzo dużo myślę. Pod czaszką mam nieustający huragan pytań
i wątpliwości. Widać to dobrze w moich tekstach, wesołych jak zawsze,
ale też po trosze wzniosłych, apelujących, nawołujących a momentami
rozpaczliwych. Momentami wzbijam się w dumę, bo wydaje mi się że wiem
więcej niż inni. W następnej chwili nie wiem już nic, gdyż przecież
nigdy nic nie wiedziałem. A może własnie zawsze wiedziałem i nie nau-
czyłem się niczego nowego? Kiedyś, jako dziecko potrafiłem całymi
dniami być chmurny i marudny. Nie wiedziałem skąd się to bierze. Po
prostu naburmuszałem się i udawałem że mnie nie ma. Jednocześnie sta-
rając się właśnie wtedy pokazać że jestem. Ale to były czasy dzieciń-
stwa. Teraz, po dość brutalnym w ostatnich miesiącach zetknięciu z
rzeczywistością, coraz częściej zdarza mi się zachowywać identycznie
jak wtedy. Nie staram się nad tym panować, gdyż tak mi wygodniej.
Zderzenie z życiem wyzwala we mnie reakcje obronne polegające na
ucieczce do metod właściwych dla sfrustrowanego nie wiadomo z jakiego
powodu nastolatka. I na negacji oczywistych zjawisk i faktów.
Dzieciom na krótszą metę nikt nie ma tego za złe. Wiadomo że taka pos-
tawa wynika z niedojrzałości i chęci zwrócenia na siebie uwagi. Ale
dzieckiem nie jest się na zawsze. Człowiek rośnie, rozwija się, nabie-
ra przekonań i kształtuje spojrzenie na świat. Niektórzy, jakby nie ro-
zumiejąc że nie można negować reguł gry, chowają się za innym "płasz-
czykiem", teraz już świadomie i z wyboru. Tym płaszczykiem jest cynizm.
Pojecie to znaczy zupełnie co innego niż dawniej. Filozofowie przez
cynizm rozumieli prymat cnoty nad wszystkimi innymi wartościami. Drogą
do jej osiągnięcia były wiedza i rozum. Cynicy odrzucali wartości ma-
terialne, pozbycie się ich uważali za cnotę. Taka postawa mogła nie
być uciążliwa dla filozofa który był samotnikiem. W dzisiejszym świecie
nie ma "czystych" filozofów, ale są jeszcze okazy cynizmu
filozoficzne-
go i sam takie znam. Są fascynującymi ludźmi, inteligentnymi,czarują-
cymi. Gdy chcesz się z nimi zaprzyjaźnić, trzeba bardzo uważać, gdyż
będą cię bombardować brutalną prawdą i nie sposób będzie odmówić im
racji. Od filozofów ze starozytnej szkoły różnią się jeszcze jedną
cechą - mianowicie ich cynizm jest bardzo uciażliwy również dla nich.
Cynizm trzeba udźwignąć, co jest bardzo trudne i trzeba do tego
niesamowitej siły charakteru. Tym ludziom się to udaje. Obcowanie
z nimi staje się dla ciebie bardzo trudne do zniesienia i niezwykle
dużo wymaga, ale gdy już nauczysz się z nimi przebywać, nie pożałujesz.
Nie o nich jednak chciałem pisać, są to tylko wyjątki. Zdecydowana
większość ludzi przyjmuje cynizm jako manierę, sposób obrony przed
trudnościami codzienności. Cynizm bezsprzecznie dowodzi inteligencji.
Ale świadczy także o nieradzeniu sobie z własnymi problemami. Oznacza
tumiwisizm i olewactwo. Po prostu uodpornienie się na świat, w którym
trzeba się rozpychać łokciami. To smutne że dają mu się ludzie inte-
ligentni i wrażliwi. Własnie tę wrażliwość tracą, zaczynają żyć na
bakier z wartościami, potem przyzwoitością, a może się zdarzyć że rów-
nież z własną godnością, co jest już całkowitą katastrofą. Ten cynizm
jest olewactwem z wyboru lub wygodnictwa i niedaleka stąd droga do
stania się zwykłą kurwą.
Wygląda na to że się boję. I to prawda, boję się, bo materiałem na
cynika jestem idealnym. Od zawsze byłem leniwy i mało który pomysł
doprowadzałem do realizacji. To o czym pisałem powyżej - to moim zda-
niem u niektórych pierwsze objawy. Najpierw bunt, potem długotrwała
niezgoda, na końcu wyobcowanie. W dodatku potrafię układać sobie naj-
przeróżniejsze przewrotne bajeczki. Potrafiłbym być cynikiem. Zjadli-
wym i złośliwym do tego. Bezczelnym i ignorującym. Przekornym. Czasem
usiłuję sobie nawet udowodnić że jestem małym, głupim, nic nie wartym
i nikomu niepotrzebnym śmieciem. Pewnie chciałbym. Mój egoizm byłby
wtedy wniebowzięty. A z czego to się wzięło? Z tego, z czego zwykle
bierze się "cynizm" na świecie. Pożyłem sobie trochę. Trochę
zobaczy-
łem i zachciało mi się nagle wrzucić na cynizm. Piekne rzeczy porywają
mnie rzadziej, we wszystkim dostrzegam najpierw minusy. Pisać jakoś
mi się nie chce. Mam takie dziwne przeczucie że o wszystkim już pisa-
łem i teraz w każdym tekście tylko się powtarzam. Czasami dobije się
myśl ile jeszcze można tak zgrywać durnia, lecz szybko jest zagłusza-
na przez inną - że postawienie się na uboczu i zagranie na nosie całe-
mu światu jest bezpieczne i, co gorsza, podoba mi się.
Z dawien dawna darzyłem uwielbieniem i podziwem jedną kategorię ludzi.
Kogo? Z dwuwymiarowych na przykład takiego Bonda. Facetowi wszystko się
udawało. Czego się nie chycił, zaraz miał, umiał i znał. Lubię gościa
nie z powodu tego całego blichtru, szybkich kobiet i pięknych samocho-
dów. Bardziej za jego sposób bycia - "wszystko mnie wali". Albo taki
Martin Riggs na przykład. Stracił żonę, którą na zabój kochał i mało
się z tego powodu nie zastrzelił. Potem stanął jakoś na nogi. W wolnych
chwilach wyjmował sobie bark ze stawu żeby zarobić, albo tłukł nie tego
co trzeba tudzież wkurzał wszystkich naokoło. Był bezczelny i obrzydli-
wy. Nawet najlepszemu przyjacielowi nie szczędził. Dwuwymiarowi mają
tę niezaprzeczalną zaletę że nie istnieją naprawdę. Nie można się w
nich zapatrzeć, bo wiadomo że są sztuczni. Ale taki na ten przykład
Staszek Staszewski, ojciec Kazika?? Albo Gombrowicz? Smutni, samotni,
tragiczni. Staszek szczególnie, o Gombrowiczu mało wiem. Czytałem
trochę na temat Staszewskiego seniora. Fajnym byłby kumplem. Przyjacie-
lem mniej fajnym. Bolałby każdego dnia. Samym istnieniem. Bolą jego
piosenki. Ale on na dobrą sprawę milczał. Kurt Cobain nie milczał.
Ten po prostu wył. Do wszystkich i na wszystkich. Był bufonem i wyko-
lejeńcem, najgorszym z możliwych gdyż swoimi poglądami truł i truje
nadal masę ludzi. Dlatego denerwuje mnie niemożliwie i coraz bardziej
fascynuje. Cos tam we mnie wiedziało - i to już od najmłodszych lat -
jaki bedę lub mogę być. Wszyscy moi idole albo cynikami byli, albo
mieli w sobie coś z cynika, jakąś jedną lub kilka cech które się na
tę postawę składają. I to zwykle mieli z niego najgorsze co można było
mieć.
Każdy inteligentny ma zadatki na cynika. Nie odkryję tym stwierdze-
niem Ameryki. Gdy robi się odrobinę gorzej, ujawniają się cechy, któ-
rych nie powstydziłby się sam Diogenes. I dobrze kiedy jest to zgoda,
kiwnięcie glową i przyznanie że i tak się będzie żyć, może trochę
inaczej. Bo na tym ten prawdziwy cynizm polegał. To czy jest ci dobrze,
czy źle, zależy tylko i wyłącznie od ciebie, od tego jak patrzysz na
świat. I w kajdanach można być wolnym i szcześliwym - jeśli tylko się
chce. Jeśli kiedyś myśl, że jestem podszyty cynizmem, nie da mi żyć,
spróbuję do niego podejść filozoficznie. Ględzenie i rozczulanie się
nie jest w porządku. Powtórzę jeszcze raz, mówiłem to już wiele razy
w ten czy inny sposób - walczcie z własną skorupą, bo Was będzie szko-
da. Każdego z Was. Ale inni, którym się uda, nie będą Was zbyt długo
żałować. Tak już jest.
Donald
advocat@interia.pl
15-07-2003
Pozdrowienia dla:
Axela - trzymaj się mocno.
Pewnego Gościa - mnie bracie nie oszukasz.
Rainmana - tradycyjnie
Wszystkich Was