Czas
Zimno się robi na świecie. Niebo jest bystre, bez ani jednej chmury - chyba na
pożegnanie lata. Owinięta w ciepły koc dopijam herbatę gapiąc się na smugi
światła daleko na południu. Układają się dziwnie, przypominają rękę, która
próbuje mnie zagarnąć.
Ale ja się nie dam.
Kiedyś liczba moich pytań równała sie liczbie odpowiedzi - teraz tych pytań
jest znacznie więcej, a odpowiedzi brak. A skoro dorośleję - to chyba powinno
być odwrotnie. Przynajmniej w założeniu.
Widać spadającą gwiazdę. A raczej nie gwiazdę, tylko mieszaninę skał i
gazów - nauka nazywa po imieniu każde pięknie brzmiące kłamstwo.
Teraz kiedy uczę sie, przynajmniej zauważam upływający czas - coś sie
kończy, coś się zaczyna. Potrafię jasno oddzielić jeden etap życia od
drugiego. Na razie.
Później zorientuję się, że trochę go upłynęło, kiedy usiądę przed
lustrem i zobaczę pooraną bruzdami twarz, siwe włosy i wyprane z barwy oczy.
Narodziny, szkoła, dorastanie, rodzina, dzieci, wnuki, a przy odrobinie szczęścia
prawnuki, śmierć.
Jakie proste. Logiczne. Doskonałe.
Początek nie zależy od ciebie - środkiem możesz na szczęście manipulować.
Początek jest dla nas nieosiągalny - koniec można zawsze przyśpieszyć.
Już chyba minęłam tą magiczną granicę oddzielającą "jak ja chcę być
dorosłym". Teraz marzę, żeby cofnąć się w czasie i zostać na zawsze
kajtkiem bawiącym się w piasku.
Dziecko wstaje, zwala z kolan czarnego kota, składa koc i wraca do domu.
Zasypia z przekonaniem, że teraz ma jeszcze większy mętlik w głowie.
zimnokrwista